Typowy IS od Moersleutel, gęsty, czekoladowy, kokos nie jest nachalny, nie wybija się na pierwszy plan. Jest taka nutka czekoladowo-kawowa ale bez intensywnego smaku kawy, raczej takiego aftertaste + lekka kwaskowość i goryczka na finiszu typowo kawowa. Szkoda, że nie jest mocno kawowy, bo takie preferuję ale kolejny Imeprialny Stout od chłopakow z Niderlandów i kolejne bdb piwo.
Wiadomo czego się spodziewać, nutella z paloną kawą + goryczka. Nie za słodkie, nie za sztuczne, dobre. Lubię te słodycze w płynie od DeerBear więc mi podeszło.
Chyba z miesiąc się zabierałem za nie, dalej mega świeże, soczyste, zachęcające w zapachu, odrobinę słodkie, cutrusowo-tropikalne, naftowe.
W smaku mega rześkie, lekkie, nafta na pierwszym planie jako odczucie w ustach, owocowe, w sumie to samo co w zapachu ale lepiej, mniej słodkie niż się spodziewałem, goryczka jakaś jest ale krótka, nie za wysoka, komponuje się dobrze, balansuje całość. Alko ukryte. Mega pijalne. Żałuję, że nie wziąłem 2 jak radził badylarz przy zakupie.
Chyba jedna z lepszych iptek z "cryo" chmielami jakie piłem.
W jaką społeczność to wepchnąć cyk motoryzacja, pora na CS...
W ostatnią niedziele odwiedziliśmy pozostałości po Twierdzy Modlin a dokładnie Fort XVII i Fort IV . Jest to część większego planu odwiedzenia wszystkich tych obiektów .
Fort XVII jest szczególnie ciekawy gdyż prawdopodobnie został wysadzony i teraz to ciekawy kompleks wielkich, masywnych bloków. Można sobie połazić przez różne szczeliny i poczuć nutkę niepokoju że zaraz to wielkie, betonowokamienne cholerstwo zwali ci się na łeb. W "podziemiach" fortu jest sporo stalagmitów, natów i tytów. Dostanie się do tego fortu może być nieco kłopotliwe. Fort otoczony jest przez osiedle działkowe które skompi swoim wjazdem. Na szczęście jest furtka dzięki której bez problemu można dostać się do obiektu.
Fort IV jest znacznie bardziej spokojny, duże otwarte przestrzenie idealne na biwak czy na zagranie w piłkę, babingtona etc. Jedyne niebezpieczeństwo to otwarte studzienki których na szczęście jest mało (spotkałem dokładnie 1). A i te cholerstwa kleszcze które mogą czaić się w trawach. Wejście na ten fort jest prostsze. Tu jest główny wjazd a przed nim sporo miejsca by pozostawić auto.
Na zakończenie niedzieli udaliśmy się pod Narew by rozpalić ognisko i zjeść biwakowe żarcie. Fiskars xs5 spisuje się całkiem całkiem. Jest to bardzo mała siekierka ale daje radę z rozłupaniem małych drewienek. Chociaż chyba wolałbym Fiskars X7. Ma znacząco większą rękojeść i waży niezauważalnie więcej. A że nie jestem hardkorowym trekingowcem i nie liczę każdego grama to może te dodatkowe 200g by mnie nie zabiło a komfort łupania byłby znacznie większy. Z drugiej strony, zawsze wystarczała mi piłka do drewna więc siekierkę można uznać jako dodatkowy bajer... nie ma co gdybać, trzeba zrobić kilkudniowy wypad do lasu.
A co do autka (wpis pcham w motoryzację to trzeba coś napisać), dumnie dowiozło nas do celu. Mimo starych, prawie łysiejących opon drogowych zaskakująco dobrze poradził sobie na błotnym odcinku. Niektóre błotne kałuże przysporzyły mi dużo niepotrzebnego stresu bo misiek bez problemu przebrną i to bez załączonych blokad. Niestety coś stuka w zawieszeniu, podejrzanym były hamulce ale to chyba jednak łożysko.
@szczekoscisk spoko, ja tam rowerem byłem, tylko się zastanawiałem, czy w dobre miejsce trafiłem Bo koniec końców nie wchodziłem, miałem jeszcze sporo km do przejechania
Nigdy nie rozumiałem fenomenu tej grupy. Nie śpiewali jakoś wybitnie, ich 'przeboje' to jakieś ogniskowe przyśpiewki (wykonywane zresztą w tym samym stylu). Popularność zyskali tylko na chwilę, by po kilku większych koncertach rozpieprzyć pieniądze w rodzinnych zatargach. Wyróżniali się hippisowskim wyglądem na tle ówczesnych popularnych grup, co finalnie przyczyniło się do powstania opinii, że są brudasami i żyją w jakiejś komunie.
Chillout na sobotni szary wieczór, żeby ocieplić atmosferę.
Album grupy Zero 7 - Simple Things.
Pierwszy long play brytyjskiego duetu Henry Binns i Sam Hardaker. Na płycie między innymi utwory w kooperacji, wtedy mało znanej piosenkarki Sia. Uwielbiam ten album za jego ciepło. Daje niesamowity odpoczynek.
Kocham takie dni jak dzisiaj - Sobota, otwieram sobie warsztat, robię kawę, w tle leci playlista, zakłady obok pozamykane, więc nikt nie przychodzi, nie zawraca gitary, robota idzie do przodu (dzisiaj malowanie, więc lajtowo) potem sobie zamówię picke i tak dzień zleci. Mam swoją małą działalność, więc nikt nie truje d⁎⁎y, no chyba że klienci
Dziś plan zaklada pomalowanie całego podwozia w dźwigu, trochę tego jest.
Czasem z kimś się kłócę tutaj i często ktoś mi wypomina, że jestem fizolem. No jestem:) Tyle, że mówią to osoby z wąskimi horyzontami, które uważają, że są lepsi od innych, bo są trybikiem w korpomaszynie. Praca przy biurku, to dla nich powód do wywyższania się:)
Pozdrawiam wszystkich dobrych ludzi pracy - spawaczy, monterów, budowlańców, utrzymanie ruchu itp
Ja szanuję prace fizyczne. Pracowało się tu i ówdzie, plecy mięśnie bolały czasem, ale łeb był świeży, o ile przełożeni byli spoko. Gdyby nie rozjebany kręgosłup to dalej bym rozważał magazyny w Niemczech zamiast klepanie kodu w gamedev
Jak wiadomo muzyka relaksacyjna ma bardzo duży wpływ na nasz nastrój, co za tym idzie jest wspaniałym lekarstwem na stres. Spokojne nuty działają kojąco i pozwalają na pełny relaks po ciężkim i stresującym dniu w pracy, szkole, czy na studiach. Podczas słuchania łagodnych i przyjemnych utworów rozluźnimy zarówno ciało jak i umysł, aby osiągnąć wewnętrzny spokój. Taki rodzaj muzyki w szczególności polecany jest osobom, które przez swoją pracę na co dzień borykają się z ogromnym stresem. Podczas seansu muzycznego z pewnością poczujesz się lepiej, a to korzystnie wpłynie również na zdrowie - https://www.youtube.com/watch?v=EciZfL8PL8o
Według mnie, najlepszy cover utworu "Cry me a river". Pływający chilloutowy funk leje się z uszu po ramionach, a chórki zarówno damskie jak i męskie, są po prostu aksamitne.