#animedyskusja

55
459

Obejrzałem w końcu Suzume.


Makoto Shinkai to twórca mojego ulubionego filmu anime - Kimi no Na wa. więc oczekiwania miałem spore, z drugiej strony nie jestem fanem jego pierwszych produkcji więc miałem pewne obawy co do tej produkcji.


Animacje i muzyka 10/10 i to, że będą na najwyższym poziomie się nie martwiłem, sam motyw filmu mi się podoba ale dla mnie ma pewne braki fabularne - chciałbym zobaczyć jak stworzyła się więź między głównymi bohaterami, a tego według mnie trochę tego zabrakło.


Generalnie im dalej tym lepiej, ale nie jest to najlepszy film, który stworzył Makoto Shinkai. Na świeżo oceniam na 7,5/10, jest dobrze, ale nie wybitnie - może z czasem spojrzę na niego trochę inaczej i ocenę zmienię.


Według mnie lepsze filmy Makoto Shinkai to Kimi no Na wa. i Tenki no Ko.


#animedyskusja

f9485705-9d7c-44ea-b2b1-6c3447060313

@MG78 Animacja super, bardzo ładny film. Dobrze się oglądało.


Problem dla mnie w tym, że zbyt schematyczny. Nowa historia, ale same zgrane karty fabularne.


-Przypadkowe spotkanie

-Bohaterka niezwiązana z tym drugim światem, ale na koniec okazuje się że jednak związana

-Przeznaczenie

-Kulminacyjna scena gdzie wszystko jest pozamiatane, ale jak zwykle miłość okazuje się być rozwiązaniem (na które nikt poza główną bohaterką nie wpadł)

Zaloguj się aby komentować

Czas na kolejny niedzielny pokepojedynek.


Kosmiczny pojedynek wygrał Jirachi zgarniając okrągłe 62,5%, Deoxys z 37,5% to dla mnie niespodzianka. Był to ostatni pojedynek z 3 generacji.


Witam w Sinnoh, czas na generację 4.


Rozpoczynamy od starterów i wybieramy z tej oto trójki:


1. Rammus


2. Wukong


3. Anivia


Zapraszam do głosowania.


#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki

500467a0-8c79-460a-8c5f-c3fce917492b

Jaki jest twój ulubiony starter z czwartej generacji pokemonów?

32 Głosów

Te pokemony z pierwszej i ewentualnie drugiej generacji były fajne, te reszte to jakieś dosłownie "pokemony". Dziwaczne i brzydkie. Pierwsze formy starterów takie jeszcze do zwierząt podobne a dalej to jakieś kosmiczne istoty.

@Habemus_canem Glos na trawiastego zolwia turtwiga. W grach nie korzystam za bardzo ze starterow, ale torterre nawet lubie.


Ogolnie generacja 4 jest moja ulubiona. Wiele pokemonów z 1-2 generacji dostalo ewolucje, a te całkiem nowe pokemony sa tez dosc udane jak dla mnie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Fena: Pirate Princess


Piraci, samuraje oraz dziewica.


Zaczniemy od dziewicy. Dziewica jest trzymana w burdelu, aż zjawi się odpowiednio bogaty biznesmen i za odpowiednio wysoką opłatą dostanie zezwolenie na zdjęcie simlocka. Potem są piraci, którzy ratują ją z opresji, by oddać w ręce samurajów, którzy wyruszą z nią w podróż. Dziwne nie? A to dopiero początek.


Przez pierwsze, powiedzmy sześć, odcinków zabawa jest przednia. Bajka jest prześliczna, animowana przepięknie. Production IG utrzymuje poprzeczkę bardzo wysoko. W kadrach dzieje się bardzo dużo, czasem nawet nie wiadomo czy lepiej oglądać pierwszy czy drugi plan, jest czym nacieszyć oczy. Tematycznie - mary sue i banda kawalerów (i jedna pannica) jej broniąca. Takie Akatsuki no Yona, ale bohaterka nie jest płaczliwą p⁎⁎dą. Biega, skacze, krzyczy, machą rączkami i doskonale sprawdza się jako comic relief. Można nawet powiedzieć, że jest sympatyczna. Ma tam jakiś treasure hunt przed sobą, w których pomaga jej banda zabijaków. Gdyby tak zostało, to pewnie baja byłaby 8-9/10. No ale tak nie jest.


Bajka niestety ma potężne problemy konstrukcyjne. Zaczyna się niewinne od drobnostek typu bohaterowie płyną po morzu łódką bez żagla ani wioseł. Potem podróżują drewnianą łodzią podwodną, a akcja, pragnę wspomnieć dzieje się gdzieś w okolicach 18 wieku. No spoko, pewnie zostanie to jakoś wyjaśnione. Nie jest. Za czerwoną linię można uznać moment, kiedy pojawia się ładna Niemka. W to, to już zupełnie nikt nie uwierzy. Seria raz co raz serwuje rzeczy nawet nie tyle co niewiarygodne, ale po prostu sprzeczne z logiką i nie myśli w jakikolwiek sposób ich wyjaśniać ani uzasadniać. Na ekranie pojawiają się kolejne wydarzenia, ja oglądam co się dzieje i pytam się sam siebie "ale jak to? ale dlaczego?"


Kulminacją narastających problemów fabularnych jest ostatni odcinek. W tym miejscu scenarzysta dosłownie się poddał i rzewnie zapłakał nad skryptem tej bajki:


"Nie wiem... nie umiem... nie mam pojęcia jak to skończyć..." - powiedział do siebie. "No dotarli do celu... to co teraz? Pi⁎⁎⁎⁎le, przepiszę zakończenie z Evangeliona".


Jak pomyślał, tak zrobił. Nie żartuje. Bohaterowie przez jedenaście odcinków sobie podróżowali po świecie by w dwunastym podczas narkotycznego transu ekwiwalent stwórcy w piętnastominutowym monologu tłumaczył im sens istnienia wszechświata. To jest tak z d⁎⁎y, że nawet nie uważam tego za spoiler...


Ocena końcowa - co do k⁎⁎wy/10. Podejrzewam, ze scenarzysta umarł w połowie produkcji, a bajkę kończyła pani co w studio sprząta kible. Reszta studia odwaliła kawał solidnej dobrej roboty, którą zmarnowała prawdopodobnie jedna osoba. W sumie to minimum dwie lub trzy, bo reżyser albo producent powinni zainterweniować.


https://streamable.com/44icc3

Zaloguj się aby komentować

KURHWA! WLASNIE OGARNALEM ZE ZEBY SKONCZYC UNIWERSUM HIGURASHI TO MUSZE JESZCZE OBEJRZEC UMINEKO JA PIERR! NO TRUDNO JAKOS TO OBEJRZE SIE ZABIORE ZA TO ALE NIE DZISIAJ I JUTRO #przegryw #anime #animedyskusja

1bcf8285-79e0-494e-877e-3d3229d4208e

Nie oglądaj kurrr! Wiem, że dzień po, ale aż mnie wstrząsło, jak to przeczytałem. Albo czytaj VN, albo mangę przeczytaj. Bajka jest tak przekręcona, że to jest nieporozumienie. A poza tym chciałem przypomnieć, że nie ma dowodów na to, że anime Umineko istnieje.

@Kolbi nie ma takiej opcji od tskiego cxytania nowelek to sie oczy xmecxa i czlowiekowi sie nie chce i tak czytac bo zbyt leniwy na takie cos i woli ogladac bedzie obejrzane do konca, shingetsutan tsukihime obejrzalem bez wiekszych problemow i to przezylem jakos az tak zle nie bylo moze przez to ze nie mam porownania z manga ale hui

przede wszystkim problem jest taki, że anime umineko adaptuje tylko połowę powieści, wiec ewentualnie byś musiał zmienić medium i oczywiście zacząć poznawać historię od początku bo oczywiście adaptacja jest beznadziejna. READ THE VN

Zaloguj się aby komentować

kuurhwa skoncxylem ogladac te kontynuacje higurashi i teraz nastal czas na obejrzenie nowego anime kurhwa myslalem nad dr stone ale to nadal jest wydawane a ja chce cos co jest zakonczone obejrzec nie wiem kurhwaaaa co robic chyba se obejrze jakies juuni taisen i hui bo nie mam pomyslu co ogladac #anime #animedyskusja #przegryw

97e86553-bfd2-4149-acba-7bd74c02aba9

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Niewiele bajek chińskich może szczycić się autentycznym ubogaceniem człowieczeństwa przez swoje powstanie. W ich poczet wchodzi jednakże Elfen Lied (2004), dzieło-legenda, dzięki któremu świat jest odrobinę piękniejszy. Ta urokliwa biblijna opowieść o ostatecznym przerwaniu cyklu niezawinionego cierpienia ma wielki szyk, ma smak, ma wielką grację w wyrazie. Usunięcie jednej nuty stanowiłoby ujmę. Oglądając Elfen Lied, słyszałem głos Boga. 


https://www.youtube.com/watch?v=RFnazAsMOQI

@tobaccotobacco Mangi nie czytałem, ale kończy się w takim momencie, że materiał źródłowy pewnie nie wykorzystany do końca. Seria jest dość znana i na tyle stara, że może kiedyś pokusza się o remake.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


In/Spectre


Nastolatka bez nogi i oka przysiada się do typa, który zerwał z dziewczyną i pyta się go "Czy będziesz się ze mną spotykać z myślą o małżeństwie?" Zanim się chłopak zdecydował odpowiedzieć, to informuje go że jest boginią duchów i chętnie z nim o tym porozmawia.


Anime cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co inna novelka tego samego autora, mianowice Zetsuen no Tempest - jest wypchana po brzegi dialogami i jest to jej największy grzech. Hola hola, możecie powiedzieć, "przecież to prawie jak Bakemonogatari!" Niestety, to nieporównywalne, ponieważ ta baja zamiast ciętego humoru i błyskotliwych ciętych uwag jest pełna nudnego, nic nie wnoszącego, wręcz wkurwiającego grafomańskiego pierdolenia. Jest jeszcze gorzej niż w ZnT, gdzie świat dosłownie jest na krawędzi katastrofy, a bohaterowie przez cztery bite odcinki dyskutują o chujwieczym i dochodzą jednomyślnie do konkluzji, że w sumie to chujwieco. Autorowi ktoś kiedyś powiedział, że jest taka zasada show, don't tell i trzeba ją stosować żeby fajna historia wyszła, ale coś mu się popierdoliło i zrobił odwrotnie tell, don't show. Tak więc główna bohaterka przez całą bajkę opowiada ze szczegółami i niuansami przyczyny, przebieg oraz rozwiązania przeróżnych zagadek, głosem tak jednostajnym, że głowa sama opada, a widz zastanawia się po cholerę słucha tej kolejnej randomowej epopei nic nie wnoszącej do fabuły. Oczywiście robi to na jednym posiedzeniu, bez żadnej dedukcji bez pojawiania się nowych faktów, niczego. Siada na tym pierdolonym stołku i zamiast przejść do sedna to czaruje wszystkich szczegółami, czy pan Janek przed śmiercią pił kawę czarną, czy z mlekiem. Absolutnym kuriozum jest wymądrzanie się bohaterki w jednym odcinku w temacie gdzie tłumaczy co robić, by opowieść była interesująca i została viralem. You fail, bitch.


Gdyby tego było mało, zdarza się jeszcze bajce rzucić takim krindżem, że nogi same układają się w spiralę. Główna bohaterka się przewróciła, babka pyta ją czy wszystko ok, a ta odpowiada "To żaden ból w porównaniu z utratą dziewictwa". Ugh.


Omijać szerokim łukiem i dla pewności splunąć trzy razy przez ramię, kopnąć czarnego kota i zeżreć sałatkę z czterolistnych koniczynek. To jest po prostu nieoglądalne, drop.


https://www.youtube.com/watch?v=FI2kUA78mRU

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Romeo x Juliet


Anime wersja klasycznej sztuki Szekspira, będąca dosyć luźną adaptacją jego dzieła. Początek historii w tym przypadku jest jest iście George R.R. Martinowski, a i sama fabuła posiada szereg wątków fantasy. W rajdzie na dom Kapuletich, siepacze Montekich wybijają prawie co do nogi całą rodzinę, słudzy cudem dają radę uratować małego szkraba - Julię. Ta, nieświadoma swojego pochodzenia, ukrywana jako chłopiec mieszka kątem... w teatrze samego Williama Szekspira i realizuje się jako szlachetny łotyrzyk "Czerwone Tornado" walczący z reżimem Montekich uciskającym ludność Neo Verony.


Romeo i Julia zaskoczyło mnie kilkoma elementami. Pomijając już odstępstwa od oryginalnej fabuły, będąc nastawionym na seans czysto historyczny, przyszło mi oglądać czerwonego Zorro oraz bohaterów napierdalających się na latających pegazach. Jest to innowacja, którą przyjąłem z wielkim zadowoleniem, gdyż sceny akcji są zrealizowane zadziwiająco ładnie i trochę uprzyjemniają odbiór tej rozlazłej i skostniałej historii. Mimo wszystko jest to nadal seans koneserski, z zatrważająco wolnym pacingiem i pełen melancholii, czego kwintesencją jest jeden cały odcinek w którym Romeo wraz z Julią nie robią nic innego, tylko podróżują przez wiejskie szlaki świergoląc sobie o d⁎⁎ie maryni.


Choć historia w stylu anime orignal jest tu jak najbardziej powiewem świeżości, to nie chroni się przed dosyć pompatycznymi i nadętymi wstawkami mającymi na celu podkreślenie cnót tych i owych bohaterów, które można skwitować tylko chłodnym uśmieszkiem. Nie jestem jakimś przesadnie wielkim fanem tego typu pozycji, w tym przypadku seans na powierzchni utrzymały dla mnie okazjonalne zrywy w fabule nadające jej miejscami szybszego tempa oraz dramaturgii, tak niezwykle potrzebnej w sytuacji gdzie całą oryginalna historia to głównie rozterki wewnętrzne dwójki młokosów z buzującymi hormonami. Gdy główna para schodzi z ekranu, pozostała część czasu antenowego pozostaje wypełniona w większości polityką i intrygami, które raz po razie stoją na przeszkodzie zakochanym.


Podsumowując - bardzo ładne, trochę sztywne i powolne, ale jednak nie shoujowate, historical fantasy-fiction. Raczej nie jest to tytuł do przypadkowego obejrzenia, tylko seans dla takich, którzy wiedzą na co się piszą.


https://www.youtube.com/watch?v=vlPH6D2Y1vQ

Zaloguj się aby komentować

Czas na kolejny niedzielny pokepojedynek.


Pokemonywm wielkanocnym króliczkiem został Azumarill (46,88%), na drugim miejscu Buneary/Lopunny (25%), trzecie miejsce miał Scorbunny/Raboot/Cinderace (21,88%).


Jestem zaskoczony popularnością Azumarilla, bo osobiście nigdy go jakoś nie polubiłem, może wygrał bo trochę przypomina pisankę.


Dziś wracamy do 3 generacji, a dokładniej na jej ostatni pojedynek. Będzie to istnie kosmiczna bitwa, bo oba pokemony są związane z kosmosem. Jeden niczym spadająca gwiazda spełnia życzenia, a drugi jak rasowy hollywoodzki ufok przylatuje na komecie. Czas wybrać pomiędzy:


1. Grogu


2. Skurwiwij


Zapraszam do głosowania.


#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki

9b9e99d8-ad12-4350-a870-f192e62628a6

Jaki jest twój ulubiony kosmiczny pokemon?

19 Głosów

@Habemus_canem a ja jakoś nigdy nie lubiłem deoxysa, jakoś mi nie pasował za bardzo do reszty pokemonów z generacji. dlatego głos na jirachi.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Kontynuacja rozważeń nowosezonowych:


Kimi wa Houkago Insomnia – sam nie wiem czego się spodziewałem. Z jednej strony obawiałem się, że może być gorzej. Z drugiej strony to nie jest najwyższa półka animacji. Kimi wa Houkago Insomnia, podobnie jak dwa poprzednie dzieła Ojiro Makoto, to jeden z niewielu rodzajów romansów jakie trawię bez problemu. Mamy taki dość niewinny romans szkolny i zasadniczo wszystko na około niego jest przyziemne. Do tego postaci nie są infantylne, jak w sporej części tego typu produkcji. Wykonanie mangi za to przyziemne nie jest. Jest to najwyższa półka. Osobiście wiem, że anime nie będzie dobre jak manga. Pytanie brzmi, czy będzie potrafiło wywołać odpowiednią reakcję u widza i ta mieszanka romansu i SoL stworzy Iyashikei – tytuł kojący, czy zwykłą nudę.


Rokudou no Onna-tachi – to, że tytuł jest brzydki (paradoksalnie ten styl w mandze wygląda lepiej) nie jest powodem dla którego dostał u mnie dropa. MC posiada magiczną moc przyciągania do siebie delikwentek. Tak wygląda fabuła. Nie dla mnie.


Oshi no Ko – poszli na całego i prologu zrobili film. Oshi no Ko to tytuł idolkowy. Za historią stoi Akasaka Aka, więc jest to tytuł idolkowy, tak jak Kaguya jest szkolną komedią romantyczną. Innymi słowy, trochę wyższy poziom. Nie są to jakieś moje klimaty, ale nie znajduję w mandze jakichś super przewin i nie dropnąłem tytułu. Wykonanie anime jest dobre, więc w zasadzie można oglądać. Ja będę kontynuować mangę. 


My Home Hero – Anime nie oglądam i nie mam zamiaru. Fabuła: tata kontra mafia. Kto okaże się chytrzejszy. Osobiście nie do końca podoba mi się ten pomysł, bo zabawy w ciciubabkę z mafią nie mają prawa się dobrze kończyć. Chciałem mangę doczytać jak się skończy, ale się jeszcze nie skończyła, a ma 20 tomów. Taka fabuła mi zupełnie nie pasuje do tej długości opowieści.


PS.


Zostałem uświadomiony, że Skip to Loafer to nie jest shoujo, mimo że trochę tak wygląda i ma z niego motywy. Mój błąd, jest to seinen, czy tytuł jak najbardziej nadający się dla facetów i nie muszę się obawiać o swoją przynależność płciową oglądając to anime. Uff! Ep 2 nadal ok.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Dorohedoro


Dorohedoro to tytuł rzadko spotykany jak na anime, w wielu aspektach bardzo odmienny od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Stawia na całkowicie odjechany setting, totalnie pokręcone wydarzenia i bohaterów jak jeden mąż zasługujących na krzesło elektryczne. Sama bajka to psychodeliczny trip pełen krwawej jatki, bezsensownej przemocy oraz czystego sadyzmu wprost wpisanego w świat przedstawiony. Ba, znęcanie, poniewieranie i mordowanie słabszych to podstawowe filary egzystencji, na których opiera się życie.


Anime ma szeroki wachlarz postaci, ale ciężko tutaj wyłonić kogokolwiek jako jasno zdefiniowanego głównego bohatera. Nie jest to też żadnego rodzaju bohater grupowy. Ta bajka to raczej migawka ze splątania losów kilkunastu chorych pojebów. Nie ma tutaj absolutnie nikogo, o kim można by powiedzieć, że jest to bohater pozytywny. Gdzieś bodajże w piątym odcinku, ostatnia osoba, która mogła by się zbliżyć do takiego miana z zimną krwią i wyrachowaniem morduje człowieka w napadzie rabunkowym. A same postacie są po prostu świetne, dalekie od jakichkolwiek szablonów, w których można by ich zaszufladkować.


Seans jest fantastyczny od pierwszego do ostatniego odcinka, kolejne kawałeczki układanki, przedstawiane na zmianę z perspektyw różnych bohaterów... pewnie teraz spodziewaliście się, że napiszę iż składają się w jedną całość, a tu takiego wała. Te kawałeczki to fragmenty mięsa, szarej materii z mózgów i flaków rozbryzgujących się po ścianach, doskonale komplementujące obrzydliwość całej serii. Fabuła dotycząca dochodzenia kto rzucił czar na jedną z postaci brnie co prawda powolutku do przodu, ale to tylko pretekst to taplania się w wylewającej się z ekranu niegodziwości. Akcji jest dużo, jatka cały czas, nie ma chwili by się nudzić.


Bajka nie ma żadnej konkluzji i kończy się tylko domknięciem jednego wątku, co z automatu pcha widzą w stronę mangi i ja właśnie tam się wkrótce udaje. Wspaniały seans, zapraszam do oglądania.


https://www.youtube.com/watch?v=QH3xIN6Xskk

@kinasato Jedna z pierwszych mang jakie lata temu czytałem i byłem zachwycony , na szczęście nie sp⁎⁎⁎⁎zyli animacji jak to zrobili z berserkiem.

@kinasato Hayashida Q odwaliła tu prawdziwy majstersztyk. Czytałem na bieżąco od chyba od 3 tomu. Nawet zamknięcie magazynu, w którym seria się ukazywała nie powstrzymało tytułu. W anime najdziwniejsze jest to, że w ogóle powstało po zakończeniu serii wydawanej przez prawie dwie dekady.

Zaloguj się aby komentować

https://myanimelist.net/anime/49979/Akuyaku_Reijou_nano_de_Last_Boss_wo_Kattemimashita


Anime, gdzie głowny bohater zostaje zreinkarnowany jako postać z gry randkowej stały się w ostatnich sezonach moją słodko-gorzką przyjemnością. Jak kanapka z musztardą, czy śledź w śmietanie z twarogiem. Początkowo był to dla mnie powiew świeżości w tych mało oryginalnych isekaiach ponadto z czasem stawały się zabawniejsze a romanse przyjemniejsze w odbiorze.


Fabuła anime o grach randkowych nie jest zwykle zbyt skomplikowana. Poznajemy głownego bohatera lub bohaterkę I już na samym początku jest on lub ona angażowana w jakąś dramę. Powoduje to, że od samego startu jesteśmy wrzucani w wir intryg, I sideł, które zastawiają na siebie rywale w miłości. Na prawo I lewo rozsiani są różni arystokraci od hrabiów po baronów do książąt I księżniczek. Jest w czym wybierać istna plejada pokemonów do zgarnięcia. Pozostaje włączyć tindera I …


Jak w tytule, który zbyt trudno jest przeczytać poznajemy Aileen, która reinkarnuje się wewnątrz gry otome, by zaraz na jej starcie dowiedzieć się, że jej zaręczyny z księciem zostają zerwane na rzecz Lilii. W tej sytuacji normalna dziewczyna zaczęłaby ciąć się żyletką I wylewać swoją frustrację w internecie na wszystkich przedstawicieli płci męskiej a pozostałych adoratorów nie traktowałaby jak ludzi.


Jednak Aileen jest ulepiona z lepszego żebra Adama I rozpoczyna przygotowania, by zgarnąć najlepszą partię w królestwie, która pozostała. Księcia o mocy króla demonów. Książe ów posiadajacy moce demoniczne zostaje wydziedziczony I żyje na uboczu królestwa wraz ze służącymi mu potworami.


Aileen zdobywa się na odwagę, by odwiedzić króla demonów I przedstawić mu swoją kandydaturę na żonę. Claude nie jest jednak taki łatwy I nie od razu Aileen udaje się stopić serca jego lód. Gdy wszystko zaczyna się już między dwojgiem układać Lilia niczym najpodlejszy czarny charakter widząc ich szczęście nie może tego znieść I chce im przeszkodzić.


Seria intryg I prób ratowania związku przewijają się przez całą serię. Chciałbym móc napisać, że trzyma to stały dobry poziom należy jednak do samego seansu podejść z dystansem. Nie każdy wątek jest dobrze poprowadzony a I z każdą kolejną dramą widz znieczula się na trudności głównych bohaterów. Brakuje w wielu sytuacjach dodatkowego ładunku emocjonalnego, czegoś co pozwoliłoby bardziej wczuć się w sytuację pary zakochanych. Niczym seria randek w ciemno ma się już dość słuchania tych samych komplementów tak męczące jest ciągłe resetowanie relacji I rozpoczynanie od nowa. Główne problemy są natury raczej fantastycznej I trudno odnieść wrażenie, żeby ich relacja z czasem się pogłębiała.


Jak dobrze zawinięta lazania nie może istnieć bez sera tak I gra otome nie może istnieć bez satysfakcjonującego zakończenia. Zakończenie w Jestem antagonistką więc oswoję głównego bossa pozostawia mi niesmak. Z jednej strony kończymy happy endem z drugiej wcale tego nie wyczekiwałem I nie kibicowałem parze zakochanych. Uważam, że serię ogląda się miło, ale szkoda utraconego potencjału na stworzenie czegoś lepszego. Chciałbym rozwinięcia wątków postaci pobocznych, skupieniu się na budowaniu relacji I większego zaangażowania emocjonalnego bohaterów, ale może to zbyt wiele na 12 odcinków. Nie mogę pozbyć się też wrażenia, że duża część serii jest zbędnie przeciągana I to w tych mniej ciekawych momentach.


Z każdym kolejnym odcinkiem za to coraz bardziej zacząłem doceniać opening. Niby to tylko dodatkowy klopsik do obiadku ale micha się cieszy. Kontrastuje to za to z doznaniami wizualnymi. Animowanie scen stoi słabo a tła są tylko po to, by za postaciami nie było pustej przestrzeni. Poza trzema głównymi bohaterami pozostała gromadka to chodzące lemingi czekające na rozkazy. Wygląda to jak bycie dorosłym wśród gromady przedszkolaków. Pomimo początkowej satysfakcji z oglądania jak główna bohaterka mści się na swoim byłym z seansu całości serii nie można niestety być zadowolonym. Tytuł kręci się wciąż wokół przeciętności miejscami mając fajną scenę by później zanudzić kolejnym wątkiem. Sytuację trochę ratuje obsada aktorów głosowych, lecz nawet ci nie byli w stanie podźwignąć dołującego serialu. Dla mnie 5/10 I odradzam wszystkim poza koneserami.


#anime #animedyskusja

Zaloguj się aby komentować

POMOCY BLAGAM


jest sens ogladac nowe higurashi (gou i sotsu) jak sie widzialo stare higurashi? sa tam jakies nowe sceny czy jakos bardziej wyjasniona fabula albo nawet i inna fabula czy inny h⁎j dla ktorego moxna by bylo to obejrzec jak sie widzialo stare higurashi?? #anime #animedyskusja #przegryw

3023b362-77d1-48d6-ad33-08ec0de7741c

@Tacerpacer nie wiem czy już zacząłeś, ale nowe higu to jest sequel który kontynuuje fabułe po kai/rei. A czy jest sens oglądania? jak zależy ci na brutalności to będziesz w siódmym niebie, jeśli chodzi o fabułę to jest na poziomie fanfików z wattpada i w zasadzie możesz to pominąć jeśli nie zależy ci na edgy gore.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Pierwszy odcinek Oshi no Ko (1 godz 22 min) - tryumf, baza bazowana, anime sezonu już w pierwszym tygodniu. Choćby się miało rozlecieć już za tydzień, za sam wstęp brawa.

81ab54ba-24a0-42f0-83d5-de866edb659c

@tobaccotobacco Jak widzialem okladke mangi to myslalem, ze to jakas seria dla bab(idolki te sprawy). Przeczytalem opis anime i jestem teraz nawet zainteresowany

@tobaccotobacco trzeci odcinek zajechał i nadal jest super. W międzyczasie oglądam Kaguya-sama aby wychwicic nawiazania twórcy do swojego poprzedniego dzieła. Tytuły te są zupełnie odmienne.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Zombieland Saga


Chyba każdy widział scenkę z początku tej serii, gdy młode dziewczę wybiega z domu prosto pod dostawczaka, ginąć na miejscu. Baja ma fantastyczną ekspozycje - pierwsze dwa odcinki w fenomenalny sposób, bardzo śmiesznie i z polotem, wprowadzają w sytuacje gdzie Szanowny Pan Manager trzyma w piwnicy grupę nieumarłych dziewcząt i zamierza upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - zmonetyzować mocno tknięte ząbkiem czasu dziewuszki a także przywrócić podupadłemu województwu, czy jak kto woli, prefekturze, należną jej chwałę. A zrobi to przy pomocy zrobienia z umarlaków grupy idolek.


Niestety seria szybciutko wypstrzykuje się z tego co najlepsze i dalej przechodzimy w typowo idolkowe animie i jest to bardzo zła zmiana. Nie dość, że jest to aspekt o trzy rzędy wielkości gorszy jakościowo od komediowego, to ma dwie potężne wady. Występy na scenie są wykonane w paskudnym CGI ze znikomą ilością klatek, a piosenki są... po prostu beznadziejne, generyczny szum, który trzeba jak najszybciej wyrzucić z pamięci. Całe szczęście obie te bolączki zostały naprawione w drugim sezonie, jest znacznie ładniej i nie trzeba już zakrywać uszu. Ba, piosenka na koniec drugiego epizodu jest nawet całkiem niezła.


Dwie rzeczy ciągną tę serię przez gorsze momenty - postać Szanownego Pana Managera, którego głównym zajęciem jest robienie dziewczętom bully oraz Tae-chan, która miała trochę mniej szczęścia przy transformacji. Pomaga to przetrwać te wszystkie krindżowo/ckliwe backstory oraz zgryzotki o byciu prawdziwymi idolkami, yeah! Baja raczej dla fanów idolkowych rzeczy, którzy mogą z tego wyciągnąć coś więcej. W innym wypadku będzie to co najwyżej baja na poziomie "można, ale nie trzeba"


https://www.youtube.com/watch?v=jDHGwnVWpJA

Zaloguj się aby komentować

It all returns to nothing

It all comes tumbling down

Tumbling down, tumbling down


Wrócił do morza fanty jak każda inna białkowa materia

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Dawnym dawno uznałem z pozycji poważnego eksperta od poważnych bajek chińskich dla poważnych ekspertów od poważnych bajek chińskich, że Kamichu! (2005) oglądać się nie opłaca, bo jego wyłączną wartością jest animacja, która to wytraca świeżość gdzieś koło czwartego odcinka. Wiatry historii jednak przemieszały siły tego świata na nowo, i przyszło mi swój pogląd zrewidować. Znaczy, Kamichu! dalej wypada raczej średnio, ale zdołałem przebrnąć przez całych 16 odcinków, stąd teraz wymądrzać mogę się w dwójnasób. 


To opowieść o gimnazjalistce, która pewnego dnia stwierdza, że tak w ogóle to została boginią. Ostrzegam lojalnie, że tytuł nie ma wcale żadnych dramatycznych ruchów, to wszystko, od początku do końca, bardzo, bardzo powolny SoL z bardzo, ale to bardzo mało angażującymi historyjkami. Jednocześnie pozwala sobie na odcinki wielce abstrakcyjne, jak ratunek dla przybysza z Marsa, wyławianie pancernika Yamato, czy koci fight club. Nie one nadają jednak ton tej produkcji, tylko jeden z odcinków późniejszych, w którym nasza bohaterka cały dzień nie wychodzi spod kotatsu, i to właściwie początek i koniec fabuły. 


Yurie, młodociana bogini, nie jest faszerowana jakimkolwiek dętym worldbuildingiem, i oszczędzono nam tego nieznośnego urban fantasy, w którym fantastyczne stwory niczym innym się nie zajmują, jak odczytywaniem postronnym swojej karty postaci. Całe to bogowanie jest tutaj przyjmowane jako niemalże hobby, a stosunek obsady do niego to zawsze - no cóż, tak to bywa. Jeden jest bogiem, drugi rolnikiem. Nie dałoby się chyba wepchać tych shouneniastych dyrdymałów do tej fabuły właśnie przez to, jaka Yurie jest - to, jak wyżej wspomniałem, gimnazjalistka, a przy tym tak dziecinnej postury i usposobienia, tak nieśmiała i wycofana, że byłoby skrajnym okrucieństwem robienie z niej Bohaterki przez duże B. 


Nie, naprawdę - niekiedy wprost nie słychać w głośnikach, co tam Yurie mamle pod nosem, zwłaszcza gdy nerwowo gryzie się w palec. Nie podnosi głosu nigdy i na nikogo. W tym kontekście naprawdę trudno umysłowo przepracować jej wielką miłość do nieco postrzelonego kolegi z klasy, którą wyraża po swojemu - tak zdawkowo i niewinnie, że przychodzi nam się frustrować przed ekranem pewnie w tym samym stopniu, w którym frustrują się jej koleżanki. Winszuję twórcom kreacji, zdołała mnie zaangażować emocjonalnie.


Bajka umiejscowiona jest w latach 80., i pewien kontekst kulturowy i pospolita nostalgia do okresu są na tyle hermetyczne, byśmy być może nie potrafili docenić tej bajki w równym stopniu, co dzisiejsze pokolenie pięćdziesięcioletnich Japończyków. W swoim zarzucie do Kamichu! sprzed lat twierdziłem, że animacja wytraca świeżość - tła nigdy świeżości nie wytracają, zaś sam ruch miewa odcinki lepsze i gorsze. Warto powtórzyć - Kamichu! to 16 odcinków, z czego tylko 12 emitowano w telewizji, a resztę dorzucono jako dodatki do DVD. Co nietypowe - są to odcinki wybierane ze środka serii, jak i jej post-finał, kolejno odc. 8, 11, 13, 16. 


Nie są pokazami absolutnie obowiązkowymi, ale też chyba żaden odcinek Kamichu! nie jest dosłownie kluczowy dla tej serii. To luźna zbieranina lekkich historyjek, i jako taka wypada wcale nieźle. Jako serial już tak sobie, stąd jest to seans raczej bardzo koneserski. 


https://www.youtube.com/watch?v=A6-HFlwvQic

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


High Card


Fabuła tego tytułu jest po prostu obelżywie śmieciowa. 52 dwie karty dające supermoce, które pozwolą objąć władzę nad światem. Biją się o nie Zła Organizacja oraz Dobra Organizacja. Bum bum, napierdalanka.


Szukałem przez chwile jednego słowa, którym można by zdefiniować ten tytuł. W końcu znalazłem - Oskarkowe. Mamy ślicznych chłopców ubranych w designerskie streetwearowe wdzianka robiących i mówiących cool rzeczy, strzelających co chwile minki, gdyby fotograf z jakiegoś Vogue miał by im cyknąć foteczkę. Anime dramatycznie i bez żadnego umiaru tryharduje by być trendy i przemówić do młodzieży, co automatycznie czyni je praktycznie dla mnie nieoglądalnym.


Sceny akcji nie zachwycają przemyśleniem czy choreografią, cechą dominująca jest efekciarskość. Animacja jest ładna, budżet wysoki więc powinno być wszystko w porządku, ale dla mnie zabijają je serwowane co jakiś czas rzuty kamery w stylu "patrz jaki jestem za⁎⁎⁎⁎sty i jakie cool kwestie wygłaszam". Tak jak wspomniałem w fabule nie ma czego szukać, a kolejne backstory w stylu "popełniam przestępstwa bo zbieram na utrzymanie sierocińca" to o jedno backstory tego typu za dużo.


Nie znalazłem w tym tytule nic dla siebie.


https://www.youtube.com/watch?v=RyOOy4M3LO4

@kinasato Mnie tytul zaskoczyl np. tym, ze jeden z glownych bohaterow uciekal nowa skoda w combi.

Ogolnie to juz praktycznie nic nie pamietam z tej seri wiec nie byla wybitna, ale jako lekka rozrywka na wieczor to spisala sie niezle. Wykonanie bylo dosc dobre. Jezeli wyjdzie kiedys s02 to predzej czy pozniej obejrze wiec oceniam 6+/10

Zaloguj się aby komentować