Że też wcześniej tego tak nie doceniałem. Niby urlop skończyłem tydzień temu, ale wpadłem jeszcze na weekend do rodzinnej wsi. Wypiliśmy z kumplem parę piw, a jako, że komunikacja jakakolwiek jakimś cudem tu nie dociera, wracałem na piechotę.

I majestat nieba naprawdę mnie zachwycił. Zachwycił tak, że przez prawie godzinę, po po przytarganiu krzesła ogrodowego, siedziałem tzw. "za stodołą" i gapiłem się zafascynowany w niebo. Jako typowy posthuman układałem sobie wszytskie odczucia pod Ricka i Morty'ego czy tam inny Interstellar, ale w pewnym momencie poczułem się w końcu jak kosmiczny robak. Z pierdzącego głośnika telefonu leciało akurat Space to Bakersfield autorstwa Black Mountain. Żadnego neonu Żabki. Cisza wolna od szumu opon aut pędzących po średnicówce. Rodzinny kundel dopominał się drapania za uchem. Człowiek wyjdzie ze wsi, wieś z człowieka nigdy. Dawno nie miałem okazji uznać czegokolwiek za katharsis, a tu zwykły, niezakłócony kawałek nieba tak namieszał.

HerrJacuch userbar

Komentarze (10)

Zrób kiedyś fotkę, nawet telefonem. Ustaw sobie pro, naświetlanie na 32 sekundy albo i więcej ostrość max na dal i iso na max. Połóż telefon na czymś płaskim obiektywem do nieba (użyj timera w razie czego) i czekaj aż się naświetli. Będzie fajna pamiątka

@HerrJacuch ten moment kiedy żyjąc 99% czasu w zanieczyszczeniu światłem w końcu odkrywasz piękno ciemności

Ja takim niebem zachwyciłem się na Ukrainie. Miejsce w którym byłem było tak mało zanieczyszczone światłem, że latem było widać łunę nad miastem oddalonym o ponad 40km.

@HerrJacuch Czasem mam taką wczutkę jak się dobrze czuję ze sobą, mam urlop, jestem na łonie natury i nigdzie nie pędzę, najlepiej połączyć te wszystkie rzeczy plus joint i mogę tak odlecieć

Zaloguj się aby komentować