Każdy czasem popełnia błędy, a właśnie czasem wystarczy mały błąd, przeoczenie, zamyślenie, aby skutki były nieodwracalne i tragiczne. Do dziś pamiętam jak jechałam kiedyś z mamą wioskami (miałam około 10 lat, może trochę więcej, bo już siedziałam z przodu) i dojezdzalysmy do przejazdu kolejowego bez szlabanów, do którego też zbliżał się pociąg. A mama dalej jechała. W końcu powiedziałam, czy krzyknęłam "pociąg!" I wtedy mama ocknęła się z zamyślenia i dała po hamulcach. Po prostu na chwilę się zamyśliła, tam może rzadko coś jeździło i nie była dość czujna... Choć pociąg był duży, nieosłonięty i centralnie przed nami... Sama była przerażona, że gdybym ja nie zareagowała, to już by nas nie było...
Sama niestety wiem, że jak moja 4 latka w okresie buntu zacznie aferę, to naprawdę jest ciężko, a nie zawsze jest od razu miejsce, żeby się zatrzymać. Patrzysz na drogę, starasz się zachować czujność, ale jednak z tyłu masz krzyki, płacze, kopanie w fotel itp.. Albo wymioty- bo choroba lokomocyjna. Więc czasem podróż z dzieckiem naprawdę wymaga stalowych nerwów