TL;DR:


Mam 38 lat, nie mam żony ani dziewczyny. Mam za to kredyt na dom w którym jestem uwięziony w Szkocji którą jestem mocno zmęczony. Nie mam pracy i nie potrafię się zmobilizować żeby zacząć szukać. Obserwuję jak powoli moje zdrowie się pogarsza - nic szczególnego, po prostu proces starzenia. Jeśli nic się nie zmieni to zostanę tutaj do końca życia będąc nieszczęśliwy.


Długa wersja:


Zmarnowałem młodość przed komputerem. Mieszkałem w domu rodzinnym do 24 roku życia. Głównie grałem w gry, uprawiałem trochę sportu (pływanie, koszykówka). Studia zaoczne na powiatowej 'uczelni' i brak pracy. W tym czasie zero kontaktów z dziewczynami poza takimi typowo koleżeńskimi. Zero imprez, alkoholu, wyjazdów ze znajomymi nawet na 'domki' pod miasto. Powód - niedowartościowanie spowodowane gnębieniem w szkole przez to że byłem spokojniejszy i mniej kontaktowy (introwertyzm, możliwe że coś ze spektrum aspergera i ADD). Dodatkowy powód - blokada, rodzaj wstydu przed rodzicami który blokował moje życie społeczne.


Uczucie zmarnowanej młodości i straconych w tym czasie szans towarzyszy mi każdego dnia, powodując frustrację i smutek które blokują mnie przed dalszym działaniem.


2011 - wyjechałem do dużego miasta na magisterkę. Zabrałem ze sobą najtańszego laptopa jakiego znalazłem - żeby skończyć z graniem. Udało się. To był najlepszy czas w życiu. Nowa grupa znajomych, regularne treningi. Pojawiły się kontakty z dziewczynami - niewiele ale zawsze coś. Kasę na studia szybko roztrwoniłem przez głupotę i nieporadność - nie potrafiłem znaleźć pracy. Zostałem skreślony z listy studentów z powodu braku wpłat. Mimo tego czułem się dobrze i było super ale doskwierał brak pieniędzy. Bywało że przez kilka dni jadłem rzeczy typu bułka tarta z wodą lub przecier z ogórków kiszonych (taki na zupę) - bo nie było kasy i nie było totalnie nic innego żeby sklecić z tego jakiekolwiek danie. Raz pojechałem na zawody do Czech za pożyczone od kumpla 80 zł. Jako prowiant na trzy dni miałem chleb i puszkę paprykarza xD

Miałem w tym czasie kilka prac dorywczych a potem znalazłem pracę na kasie w stonce. Szanuję ludzi którzy wykonują ten zawód i jestem pełen podziwu że potrafią za to przeżyć. W 2013 - 2014 roku zarabiałem tam 1700-1800 zł, płacąc za miejsce w pokoju dwuosobowym 450 zł, do tego jedzenie 300 zł. Szło przeżyć, nawet coś odłożyć ale można było zapomnieć o wyjazdach na zawody albo wycieczki za granicę.


2014 - obmyśliłem nowy plan i wyjechałem za granicę. Chciałem przez rok uzbierać na licencję nurka zawodowego, zrobić ją w Fort William lub w Norwegii i żyć jak król. Trafiłem do Aberdeen - europejskiej stolicy (wtedy) wydobycia ropy i gazu. Znalazłem pracę w kołchozie - fabryka jedzenia, straszne miejsce które mocno zryło mi banię. Udało się prawie uzbierać zakładaną kwotę (potrzebowałem 14 tysięcy funtów a miałem już 11), ale pojawiły się wątpliwości. Kryzys w branży wydobycia zaczął się akurat w 2015. Do tego czytanie reddita - wątki o tym że hype na pracę w branży już się skończył i że jest sztucznie pompowany przez szkoły nurkowe. Wątki o tym że to trudny zawód i sama licencja nurka bez doświadczenia w spawaniu itp. nic nie daje. W końcu uświadomienie sobie jakie długofalowe skutki zdrowotne ma praca nurka. Odpuściłem. Zostałem w kołchozie pracując na 'czwórki' (4 dni pracy po 11.5 godziny, 4 dni wolne).


Pracowałem w kołchozie 6 lat. Dużo patologicznych ludzi, lekki mobbing. Cały czas ciśnienie fizyczne i psychiczne. Jak przychodziłem ostatniego dnia pracy do domu to tylko robiłem pranie tygodniowe, potem na drugi dzień zakupy tygodniowe i tak się kręciło. Jedyne co mnie wtedy trzymało przy życiu to wyjazdy za granicę ze znajomymi z Polski. Praca na czwórki ma jedną zaletę - 20 dni urlopu rocznie daje 5 urlopów po 12 dni, lub 2 urlopy po 20 dni i jeden 12 dniowy, etc... Dodatkowo szło jeszcze zakombinować z przychodzeniem na nadgodziny do odebrania jako urlop. Jednego roku miałem takie combo że zrobiłem w pół roku Maltę, Teneryfę, Norwegię i na koniec Koreę i Japonię.


Ogólnie w tym czasie cały czas łudziłem się że jakoś się ogarnę, nauczę się programować i znajdę pracę w Polsce. Zapisałem się na kurs programowania na androida, kupiłem pierwszego smartfona żeby mieć na czym testować. Zapału starczyło na kilka miesięcy.


Miałem też totalnie dość mieszkania w ochydnym mieszkaniu w najgorszej dzielnicy miasta (pamiętacie klimat z GTA IV?). W 2018 roku, trochę za namową kumpla stwierdziłem że mam tego dość i skoro tu utknąłem to kupię mieszkanie (z dzisiejszej perspektywy chora decyzja której bardzo żałuję). Sprawa była lekko skomplikowana. Chciałem na już a nie miałem wkładu. Nie miałem też rozumu - byłem w depresji i doszedłem wtedy do wniosku że albo jadę po najmniejszej linii oporu nie myśląc za bardzo co robię, albo gniję na wynajmie do końca życia. Nie mając wkładu jedyną opcją okazał się grant od rządu - ale na bardzo dziwnych zasadach - nie mogłem kupić mieszkania - musiał to być dom. No trudno. Wziąłem dom. Presja czasu spowodowała że wziąłem pierwszy który się napatoczył i nie wyglądał tragicznie. 143 tysiące funtów jak krew w piach. Jakieś 87 z tego to kredyt. Reszta to grant od rządu. Niezależnie za ile bym nie sprzedał (o ile to cena rynkowa) to oni biorą z powrotem swój udział - 40 %. Jest jeden haczyk - mam tu mieszkać. A ceny poszły mocno w dół rok po tym jak tylko kupiłem. Nie mogę teoretycznie wyjechać do Polski nie sprzedając domu, lub nie odkupując rządowego udziału.

Zaletą domu był fakt że przez trzy lata jak typowy Janusz na emigracji podnajmowałem pokoje dwóm typkom dzięki czemu płacili za mnie kredyt i wszystkie rachunki. Stąd miałem kasę na te wyżej wymienione wyjazdy.


W 2021 nie wytrzymałem dłużej w kołchozie. Zwolniłem się w lutym. Ogromny stres w pracy, wymagania żeby być w biegu przez 11 godzin. Dodawanie mi obowiązków kolesia z innego działu bo nie ogarniał pomimo że zarabiał półtora raza tyle co ja - w końcu miejscowy. Nie napisałem wcześniej że w czasie mieszkania w domu rodzinnym zrobiłem też zaocznie technika informatyka. Cały czas co kilka lat ponawiałem próby nauki ale zawsze kończyło się utratą motywacji. Wróciłem do tego - zacząłem się trochę uczyć, ale nie wystarczająco - w końcu po roku straciłem nadzieję ale jak z nieba spadła idealna oferta pracy. Mała firma IT szukała asystenta biurowego na 5 godzin dziennie. Zatrudniłem się i szybko zacząłem ogarniać. Po pół roku byłem już junior devopsem na pełny etat. Ale tylko na papierze. Dalej jakąś 1/4 moich obowiązków stanowiły zadania biurowo porządkowo administracyjne. Firma naprawdę mała - ja i dwoje właścicieli. W pewnym momencie szef mocno zachorował i zostałem całkiem sam w firmie - oni siedzieli w domu. Robiłem dosłownie wszystko. Support 2nd i 3 rd line, devops, programowanie, zamawianie sprzętu, malowanie ścian, sprzątanie, korespondencja, wypłaty. Mógłbym wymieniać i wymieniać. Chociaż nie powiem, bywały też czasy że roboty było mało i brakowało motywacji żeby robić jakieś poboczne projekty które mi powierzono. Było fajnie. Byłoby idealnie gdyby zarobki były wyższe i gdybym mógł pracować zdalnie z Polski. Szef doszedł do siebie, wrócił do firmy.


Niestety firma opierała się głównie na grantach z USA, w dziedzinie której fanem nie jest pomarańczowy orangutan. Rok temu jak tylko go wybrali to uciął masę finansowania i rentowność firmy zawisnęła na włosku. Próbowali mnie zatrzymać, liczyliśmy że może sytuacja się odmieni, to był bardzo burzliwy czas. Niestety w maju dostałem wypowiedzenie bo nie było już nadziei na dalsze finansowanie.


Od tego czasu 'szukam pracy'. Na początku podchodziłem do tego z optymizmem. Nie liczyłem że znajdę coś w Polsce - plan był taki żeby znaleźć coś na przetrwanie i dalej się szkolić. Bardzo mało firm odzywało się z ofertą. Przez 4 miesiące szukania jakieś 4, może 5 firm. Niestety mój stack - AWS i linux są tutaj mało chodliwe. Musiałbym się przestawiać na MS a nie chciałem - po co skoro to miała być praca na przetrwanie. Miałem rozmowę w jednej firmie olejowej - sztywno, korpo, nie czułem ich i było widać że oni nie czują mnie. Nie dostałem się na drugi etap. W tym samym czasie miałem rozmowy z inną firmą - bardzo mi się podobała. Zarobki 1.5x względem wcześniejszych. Zaprosili mnie na drugi etap - byłem ja i podobno dwóch innych kandydatów. Niestety - firma szukała kogoś do ogarniania Microsoftu. Nawet serwery mieli na Winowsie.


Od tego czasu zaczęła się coraz większa wegetacja. Trochę zarabiałem na lewo wożąc jedzenie ale ile można. Zacząłem robić kurs AWS Solutions Architect Associate. Niestety mam też jeden poboczny problem który nie daje mi spokoju - nie chcę gadać o tym - po prostu komuś bliskiemu obiecałem że coś zrobię ale pochłania to masę czasu i energii mentalnej. Nie byłem w stanie pogodzić nauki z wykonywaniem tego 'zadania'. Stwierdziłem że najpierw zrobię co mam zrobić a potem wrócę do nauki. Liczyłem że uda mi się obie rzeczy skończyć przed kwietniem. Jak widać nie udało się. Jutro lecę do Polski na miesiąc - przez ten czas niewiele zrobię ale zacznę budować nawyki. Na początek chcę zacząć spać w regularnych godzinach. Zacznę też czytać książki pół godziny dziennie. Na początek 'Atomic Habits' Jamesa Cleara.


To co tu powyżej opisałem to napisane na szybko i bez przemyślenia. Jest jeszcze wiele wątków które pewnie pominąłem. Jutro postaram się wrzucić wpis o tym jakie mam nawyki, problemy i co chcę zmienić.

Regularne wpisy z podsumowaniem tygodnia będę wrzucał co niedzielę - takie rachunki sumienia.


Do blokowania: #metamorfoza_bandziorka

Komentarze (23)

Wracaj do Polski - jak dobrze pójdzie będziemy mieli tutaj aktywny konflikt z kacapami i będzie można zginąć bez sensu za sprawę

@keborgan Trudno mi wyczuć czy to pełny sarkazm czy tylko częściowy. Rodzina bardzo mnie ciśnie że mam tutaj zostać bo 'to takie świetnie miejsce do życia a w Polsce na pewno będzie wojna'. Na szczęście mam brytolskie obywatelstwo. Mam ten nieszczęsny dom, który albo sprzedam albo będę trzymał więc może to być dodatkowe ułatwienie powrotu w razie czego. Ale szczerze mówiąc - nie znam się na polityce ale wątpię żeby nam coś groziło. A jeśli zagrozi to są inne kraje - np hiszpania. Tu gdzie jestem na pewno nie chcę spędzić reszty życia

@bandziorek Niestety nie można niczego wykluczyć. Putin buduje armie, jankesi robią reset z kacapami. Może nie my dostaniemy, może nie pierwsi - musimy się uzbroić tak żeby nie opłacało się nas zaczepiać, oczyścić kraj z agentury. Wciąć za mordę służby, żeby zajęły się swoją robotą, a nie złodziejstwem i bujaniem łajbą.

@keborgan Kurczę. Brzmi to słabo. Możesz polecić jakieś źródła info o budowaniu armii? Nie pytam cynicznie. Zwyczajnie przyjmuję opcję że mogę być w bańce i chętnie poczytam coś przeciwstawnego. Mało mam źródeł wiedzy na te tematy, głównie hejto. Trochę słucham andromedy. Raczej wydaje mi się że ogólny konsensus jest taki że ruscy są na skraju wykrwawienia.

W każdej tego typu historii - brak alko.

Zaczynam podejrzewać że to właśnie jest przyczyną.

Dlaczego tak uważam?

Bo ja napatrzyłem się na alkohol z tej złej strony w domu za dzieciaka i też obiecałem sobie nie pić no ale potem wszedłem w trochę imprezowy tryb lecz z umiarem no i od tego się zaczęło.

Trochę odwagi i poszło.

Doszło do tego że laski same się kręciły wokół nas w szkole ehh piękne czasy.

Jak z introwertyka zostałem jednym z wiekszych szkolnych badassów zupełnym przypadkiem...


Co Ci mogę doradzić to w PL nie jest źle może spróbuj wrocić, na pewno poznasz jakąś dziewczynę (z dziećmi #pdk) - oczywiście żartuję.

@Odwrocuawiacz Odnośnie braku alko - oboje rodziców miało problemy w swoich domach rodzinnych dlatego sami raczej unikali jak ja się pojawiłem. Z tego powodu i z tego który wymieniłem 'wstydu przed rodzicami' - sam unikałem alkoholu. Nigdy potem nie miałem z tym problemu. Kiedy wyjechałem z domu rodzinnego - trochę popróbowałem, było kilka 'akcji' ale nic więcej. Jak jechałem do UK dostałem od przyjaciela jedno przykazanie 'nie pij z Polakami bo na emigracji łatwo wpaść w problem'. Trzymałem się tego długo, ale to powodowało też brak kontaktów społecznych. Kilka razy ktoś próbował gdzieś zaprosić ale unikałem wyjść. Ponad rok temu zacząłem chodzić na lekcje tańca - szybko odważyłem się i zacząłem chodzić na imprezy. Co sobotę cały wieczór a bywało że i od 14stej - są takie imprezy dla starych ludzi które zaczynają się i kończą w środku dnia. Pochodziłem pół roku, nie powiem - szło czasami i po 7 cydrów na noc. Na szczęście mój organizm słabo toleruje alko i szybko mi się znudziło. Przez ostatnie Pół roku 'piłem' 3 razy - raz pół butelki wina, raz jedno piwo, raz testowałem jakiś likier.


Do Polski chcę wrócić - jest to mój główny życiowy cel na tę chwilę. Problemem jest brak zarobków. Mógłbym zaryzykować -mam oszczędności ale jestem zapobiegliwy. Najpierw praca zdalna a potem powrót.

@bandziorek w co żeś się wpierdzielił. Ps. te programy rządowe spłaca się przy sprzedaży, więc możesz sprzedać mieszkanie/dom i z tej kasy spłacić pożyczkę rządową. Po prostu będziesz miał mniej ze sprzedaży. A jak się wbiłeś w negative equuity to nie wiem co mam Ci powiedzieć oprócz tego, żebyś się ogarnął i przestał robić głupoty. Najpierw uporządkuj głowę i znajdź normalną robotę w normalnej firmie - nie musi być w IT, idź do sklepu jak musisz nawet, a potem zajmiesz się resztą.

@Budo Zdaję sobie sprawę z tego co napisałeś na temat domu. Kupiłem za około 143. Gdybym teraz sprzedał to nie liczę na więcej niż 120. Zostaje mi z tego 72 na spłatę kredytu. Nie jestem pewien ile zostało do spłacenia ale gdzieś koło tego. Możliwe że mniej. 120 to bardzo optymistycznie. Gorzej jeśli poszedłby np za 110 co jest bardzo realnym scenariuszem. Wtedy możliwe że musiałbym dopłacać - chociaż nie jestem jeszcze pewien jak to działa. Dodatkowym problemem jest stan domu - niewiele przy nim robiłem - muszę się ogarnąć i podreperować tu i tam. W duże prawidłowe remonty 'jak dla siebie' nie mam się co bawić bo stracę. Zrobię kiedyś wpis o domu i jego stanie.


Nie napawa nadzieją fakt że stopy w UK bardzo powoli się odmulały, zaczęły iść w dół ale teraz znowu zatrzymali ten proces.

Jest jeszcze pomysł - znaleźć dobrą fuchę. Dobrać kredyt, spłacić rząd, odremontować lekko i wynająć. To wszystko trzeba będzie policzyć na spokojnie i przemyśleć jak już dojdę do siebie. Chociaż to wszystko to tak naprawdę wróżenie z fusów bo nikt nie wie czy stopy urosną czy zmaleją a co za tym idzie jak to wpłynie na cenę domu. Teraz priorytet to szukanie pracy jakiejkolwiek.


Odnośnie szukania pracy - tkwię trochę w błędnym kole - leży mi psycha bo nie mam pracy, nie mam pracy bo leży mi psycha. Mam nadzieję na znalezienie pracy w IT w Polsce i dlatego nie układam sobie tutaj życia za bardzo. Co za tym idzie - czuję się od kilku lat jakbym miał się stąd wyprowadzić ale nie robię tego. Tkwię w zawieszeniu. Nie mam mebli oprócz łóżka, biurka i fotelu. Nie mam telewizora. Pracuję w miejscu w którym odpoczywam. Możliwe że najlepszą opcją jest zagryzienie zębów, zbudowanie czegoś tutaj na miejscu tymczasowo i przetrwanie kolejnego roku - dwóch. Ale to bardzo kosztowne psychicznie - nie chcę tu być. To takie rozważania z którymi borykam się na codzień od kilku lat. Dlatego ten wpis - żeby chociaż wyjść z błędnego koła i zacząć działać. Będę aktualizował info. Rozpiszę się bardziej na różne tematy w kolejnych wstawkach.

@bandziorek Stary IT w Polsce to jest level hard i dopiero Ci to na psychę wejdzie. Ty potrzebujesz prostej pracy bez zbędnych obowiązków oraz przejmowania się życiem, żeby sobie głowę poukładać. Jak znajdziesz skomplikowaną i wymagającą pracę, to się tak postresujesz, że nigdy z tego nie wyjdziesz. Na spokojnie, masz ciężką sytuację i musisz sobie zdać z tego sprawę. Nie doszedłeś do takiej chujni w miesiąc i w miesiąc z niej nie wyjdziesz. Planuj długofalowo i daj sobie czas.

Moze w to nie wierzysz, i moze tu lezy czesciowo problem, ale jestes bardzo rozgarnietym czlowiekiem z glowa na karku. Przezyles duzo, nauczyles sie duzo, a zobacz gdzie startowales. Moze rzeczywiscie brakuje troche motywacji, czy bardziej systematycznosci, ale stary… ja jestem wrecz pewien, ze sobie poradzisz i nawet nie mam zamiaru dawac ci zadnych rad.

Aha - atomic habits calkiem spoko ;)

@bandziorek mialem to samo wrazenie jak czytalem co napisales. Jęczysz jaki beznadziejny jestes, a tak naprawdę przeszedles od szkolnego przegrywa do wlasciciela domu e Szkocji i nawet prace ogarniasz taka jaka chciales. Wlasciwie to zadnej pracy sie nie boisz i jestes mega ogarnięty. Ja to sie tylko zastanawiam dlaczego nie zyjesz z wynajmu pokojow w tum domu po prostu masz swoj dach nad glowa, pieniadze a jeszcze towarzystwo bys mial

@FriendGatherArena Dziękuję za miłe słowo. Problemem są chyba blokady które sam sobie tworzę. Nie uważam że jestem beznadziejny. Jestem jaki jestem - kilka złych decyzji i trochę słaba psychika zaprowadziły mnie tu gdzie jestem i ciężko mi się wyrwać bo przytłacza mnie piętno uciekającego czasu i straconych lat. Mam nadzieję że teraz jak to wyrzuciłem z siebie i tyle ludzi widziało i życzy mi dobrze to będę się czuł bardziej zobligowany i zmotywowany żeby poprawić swoją sytuację


Odnośnie wynajmu pokojów dalej - myślałem o tym ale to byłoby tylko chwilowe rozwiązanie. Jestem też trochę zmęczony mieszkaniem z obcymi ludźmi którzy mają różne przyzwyczajenia. Finansowo jestem w miarę bezpieczny na kolejne kilka, a licząc potencjalne zasiłki - kilkanaście miesięcy. Zobaczę jak będzie szło wprowadzanie nowych nawyków i co uzyskam po powrocie z 'wakacji'. Wracam pod koniec kwietnia. Początek czerwca wydaje się być dobrym momentem na oczekiwanie pierwszych rezultatów. Czas pokaże.

Kurde... Czytając twoją historię patrząc na moje doświadczenie widzę że u ciebie nie było aż tak źle mimo że piszesz że tak było. U mnie jest chujowo, ale stabilnie. Jeszcze... U mojego kolegi jest chujowo x10 i niestabilnie. U ciebie można powiedzieć że jest po prostu kiepsko.

@korfos Zdaję sobie sprawę że nie jest tragicznie. Prawdziwa tragedia dzieje się u mnie w głowie - nie mogę się odblokować ani przestawić. sama sytuacja życiowa jak pomyślę o niej na spokojnie jest tak jak mówisz - kiepska ale nie tragiczna. Co się dzieje/działo u Ciebie, jeśli wolno spytać? Albo - czy najgorsze już za Tobą?

@bandziorek nie chcę pisać tu co mnie spotkało. Takie rzeczy mówi się raczej najbliższym. Czy najgorsze już za mną? Nie wiem. Na pewno czeka mnie trudna przeprawa, która będzie trwać lata i wymagać odwagi oraz świadomego ponownego przejścia przez piekło, które kiedyś przeszedłem sam. W każdym razie dziwne jest to że mam jeszcze tyle siły i jeszcze nie oszalałem. Może to po prostu zrządzenie losu bo udało mi się trafić kilka lat temu na dobrych ludzi, którzy dali mi nadzieję.

@korfos Jasna sprawa. Tak tylko zapytałem. Cokolwiek dzieje się w Twoim życiu - mam nadzieję że wszystko się ułoży. Tak jak mówisz - najważniejsze to mieć wokół siebie dobrych ludzi - dasz radę!

Sadze, ze za bardzo zyjesz przeszloscia. Nie ma co ukrywac, w kwestiach finansowych popelniles bledy i to niemale, ale chyba mozna sie zgodzic, ze to nie jest game over. Nie zadluzyles sie na miliard. Moze potrzebowales za duzo czasu, zeby zauwazyc, ze zle gospodarujesz pieniedzmi, ale na pewno cos z tego wyciagnales. Niestety niektorych rzeczy uczymy sie w bolesny sposob. Jesli nie jestes kompletnym bananem, to mysle ze kazdy w zyciu cos zjebal przez swoja glupote/prokrastynacje/brak analizy zyskow i strat. To nie jest (chyba) boad tego samego kalibru, ale ja np. doprowadzilem swojego zeba do ruiny i pojde do chirurga, zeby go wycial. Wiedzialem, ze zab mnie boli od lat, ale zaczalem jesc druga strona, bo balem sie dentysty, a w miedzyczasie osemka mi rozsypala siodemke. Teraz i tak musialem sie bujac do dentysty, bo w pewnym momencie zab byl tak zniszczony, ze nerw byl zupelnie na wierzchu i jesli cokolwiek przy nim utykalo powodowalo ogromny bol. W skrocie mialem do wyboru albo zbagatelizowac problem, albo pojsc do dentysty. Wybralem to pierwsze, a dentyste i tak musialem odwiedzic. I to wielokrotnie.


Mysle, ze nie ma co sie zadreczac brakiem partnerki. Tak, odpowiednia osoba u boku potrafi zmienic zycie. Tylko ze to nie jest takie proste. Znalezienie kogos moze byc calkiem latwe i wiele osob to robi. Uwierz mi, ze znalezienie odpowiedniej osoby, to juz zupelnie inna para kaloszy. Mnostwo ludzi i tak jest w zwiazkach, ktore sie posypia, niektorzy i tak nie widza przyszlosci, a czesc ludzi jest bardzo apatyczna. Naprawde, pomysl sobie, ile zwiazkow ludzi, przez ktore czujesz sie przytloczony, sie dobrze skonczy? Wiem, moze cie to i tak boli, bo po prostu chcialbys zaznac romantycznej relacji. Zastanow sie tylko, czy musisz rozpaczac nad czyms, co cie ominelo, a bardzo czesto jest nie tylko przyjemne, ale tez niepewne, stresujace, wymagajace. Nie chce cie tez jakos wpedzac w nihilizm, ani zapewniac, ze wszystko jest super, albo ze znajdziesz partnerke marzen, ale powiem ci tak: ja poznalem kobiete marzen w grze. I to ona mnie poderwala. W okresie, kiedy uznalem, ze reszte zycia spedze w kompletnej samotnosci i w sumie zakladalem, ze technikum skoncze samobojstwem. Zycie potrafi sie dziwnie ulozyc.


Proponuje ci znalezc prace, ale moze nie pchaj sie na sile w IT. Jak juz sie czegos chwycisz, to odkladaj, nawet niewielka sume na jakies konto. Rob to systematycznie, zeby pokazac sobie, ze potrafisz panowac nad finansami i poczuj jakas satysfakcje z wlasnego postepu. Mysle, ze moze to miec dobry efekt na czlowieka, ktory pare razy juz pokazal sobie, ze nie obchodzi sie rozwaznie z pieniedzmi.


I jeszcze jedno: doswiadczenia i przezycia sa mile do powspominania, ale to nie wszystko. Ja jestem kims, kto zawsze mial ograniczona pule kumpli i ogromne problemy w nawiazhwaniu relacji romantycznych, a co dopiero mowic o jakichs imprezach i wypadach z ludzmi. Nie poszedlem na swoja studniowke, bo nie chcialem. Przez cale studia ani razu nie poszedlem na juwenalia. Nie zaluje tego w ogole, mam to gdzies. Nie zazdroszcze zycia ludziom, ktorzy maja mase ziomkow, maja relacje seksualne na zawolanie, a jak zechca, to sobie ze stada kobiet wybiora najladniejsza i z nia sie zwiaza. Ale znalazlem kanal cosmicskeptic aka Alex O'Connor. To jest taki ziomek, ktory zajmuje sie filozofia, a sam jest ateista. Koles nagrywa podcasty i dyskutuje z ludzmi. I to jest czlowiek, ktoremu zazdroszcze. Chcialbym byc taki oczytany, inteligentny i madry, jak on. A co najpewniej uczynilo go takim? Skonczyl Oxford, brawa dla niego. Ale tu niekoniecznie chodzi o studia, jakie skonczyl, tylko na jakie studia sie dostal. On na swoj majatek intelektualny i internetowy pracowal latami, rozwijal sie zapewne od dziecka. Na to sie pracuje. Zazdroszcze mu, ze on jest tylko 2 lata starszy, a jest kims takim. Ja spedzilem zycie na grach. Trudno. Ale nie bede nigdy kims takim jak on, jesli teraz nie sprobuje czegos w sobie zmienic. To tez nie jest zaden wyscig. Ty tez mozesz zmienic cos w sobie i poczuc dume. Tylko zacznij pracowac i sie samorealizowac. Tego nikt ci nie odbierze i bedziesz mogl sie pochwalic, chocby przed samym soba. Bedziesz z siebie dumny i przez to twoje zycie na pewno bedzie duzo lepsze. Proponuje odciac sie od zrodel dopaminy, np. ograniczyc muzyke, media spolecznosciowe. To naprawde duzo zmienia.

@solly-1 Wow. Dzięki za taki rozbudowany komentarz!


Chciałem teraz odpisać ale nie mogę zebrać myśli bo za pół godziny wychodzę na samolot. Miałem w ogóle dzisiaj wrzucić jeszcze jednego posta ale cały dzień upłynął na przygotowaniach do podróży przeplatanych z rozmowami telefonicznymi.


Odpiszę pewnie jutro bo bardzo dużo ciekawych zagadnień poruszyłeś i nie chciałbym żeby to pozostało nieodpowiedziane.

Zaloguj się aby komentować