Przychodzi czlowiek na drugi termin kolokwium, dostaje te same pytania, co na poprzednim terminie, na co sie doslownie kazdy przygotowal, po czym prowadzacy pisze maila, ze poszlo fatalnie, potrzebny trzeci termin i ze musial naprawde sporo ponaciagac oceny, a i tak zdala tylko 1/3 osob z niewielkiej grupy.
Wszyscy sa zszokowani, ze jak to tak? No przeciez dostalismy identyczne pytania, powtorzylismy, co trzeba bylo i napisalismy. A tu nie. Wiec ktos odzywa sie do prowadzacego, czy mozna chociaz zobaczyc kolokwia i skonsultowac przed 3. terminem.
Prowadzacy w odpowiedzi bardzo subtelnie zasugerowal, ze spoko, mamy do tego prawo, ale wtedy nie powtorzy pytan.
Normalnie czlowiek by uznal, ze ok, nic strasznego. Problem w tym, ze jak ulozyl nam pytania na pierwszy termin, to swojemu dyplomantowi powiedzial "kurde, ale im dowalilem" smiejac sie z nas. Bo kazdy byl zgodny, ze pytania byly jakies po⁎⁎⁎⁎ne, chociaz paru osobom jakos sie udalo zdac.
O jezu, dlugo nie spotkalem takiego zjeba na uczelni.
#studia #japierdole