Polska sprzedała obligacje za 6 mld USD. Znamy kulisy

Polska właśnie dokonała spektakularnego powrotu na rynek finansowy, sprzedając obligacje za 6 mld USD! 🌍💰 Zainteresowanie inwestorów przerosło oczekiwania, co pozwoliło na uzyskanie korzystniejszych warunków. W transakcji znalazły się papiery 5-, 10- oraz 30-letnie, a długoterminowe obligacje osiągnęły wyjątkową wycenę. To dominujący temat we wszystkich mediach finansowych! 🔥

#Polska #rynekfinansowy #obligacje #inwestycje #finanse

Tygrys userbar
BankMoney.pl

Komentarze (24)

Skoro polska sprzedała, to ma hajs teraz, ale będzie musiała odkupić za ileś lat, tak? Czyli wzięła tani kredyt, tak? Cieszyć się z taniego kredytu to poziom Polaka, co kupuje mieszkanie. No można się cieszyć, ale jak realnie spojrzeć... Jeśli się mylę w sposobie działania obligacji to proszę mnie poprawić, bo słabo się znam, a nie mam czasu sprawdzić dokładnie.

@RogerThat no nie do końca, bo to co napisałeś to taki typowy chłopski rozum.


Środki z obligacji są oprocentowanie niżej niż kredyty i są stabilnym sposobem na finansowanie budżetu, czy latanie dziury w tymże. W większości przypadków są one rolowane, lub odsprzedawane na rynku, a nie skupywane przez rząd. Samymi obligacjami, jak już je kupisz, także możesz handlować, wykorzystywać jako zabezpieczenie transakcji, czy po prostu trzymać, aby dostawać odsetki (kupony). To nie jest też tak, że te pieniądze uzyskane z emisji muszą zostać przepierdolone, w zależności od rodzaju obligacji mogą one być przeznaczone np. na transformacje energetyczną, albo konkretne projekty budżetowe, co często wiąże się z preferencyjnymi warunkami emisji.


Ponadto, co najbardziej w kontekście tego newsa jest istotne, to nasze obligacje są "chodliwe", co oznacza, że inwestorzy zagraniczni są chętni do wrzucania pieniędzy w nasz kraj. Wierzą w stabilność i rozwój naszej gospodarki. To bardzo ważny sygnał, zwłaszcza w dobie tak dużej niepewności geopolitycznej. Finalnie dzięki temu sukcesowi więcej pieniądza, który wcześniej nas omijał, będzie lądować w naszym kraju. Prosta analogia - sprzedajesz obwarzanki w jednym miejscu przez lata, a pewnego dnia, obok Twojego stanowiska budują biurowiec. Finalnie więcej osób będzie kupować Twoje obwarzanki (bo są lepsze i tańsze niż kanapki w bistro, w którym na ogół stolowali się bywalcy biura) i Ty zarobisz więcej sprzedając więcej obwarzanków.

@winiucho dzięki

@Ragnarokk no niby tak, ale z drugiej strony ja nie oczekuję od ludzi, że będą się na wszystkim znali. Sam pracuję w branży finansowej i zdobyłem wykształcenie w tym kierunku, więc z chęcią się wypowiem, ale będę siedział cicho i posłucham, gdy rozmowa jest o budowie mostów, czy programowaniu. I jakieś absolutne podstawy znam z obu tych dziedzin, ale nie na tyle, żeby pisać w internecie i wdawać się w dyskusje.

Wolałbym żeby ludzie napisali wprost, że czegoś nie rozumieją, zostawiali miejsce na wątpliwość i to zaznaczali, jak @RogerThat niż od razu powielali "klikane" uproszczenia jak @BoTak

Nie ma w tym kraju normalnej dyskusji, każdy musi dorzucić trzy grosze od siebie, najlepiej dosrać też do tego politykę. Każdy w internecie jest ekspertem od bieżących wydarzeń. Trzeba więc działać, prostować i edukować, gdzie się da zamiast narzekać, że ludzie się nie znają i są niewyedukowani. Media też nie pomagają, sam artykuł zawiera kilka tez pod publikę nacechowanych emocjami. Żeby nie było, są też i złe strony długu denominowanego, który np za czasów rządu pis znacznie zmalał - ryzyko kursów w przypadku "małej" pod kątem wolumenu transakcji globalny h waluty, jaką jest PLN, jest istotne. Ale brak emisji długu w USD czy EUR przełoży się na znaczne ograniczenie napływu kapitału zagranicznego, co jest dla nas kluczowym czynnikiem.

Też z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju - im więcej kapitału zagranicznego do nas wpłynie, zwłaszcza nastawionego na horyzont powyżej 10 lat, tym większy interes będą miały zagraniczne mocarstwa w utrzymaniu stabilności i bezpieczeństwa naszego państwa. Bogaci lubią swoje pieniądze i mają w rękach władzę, aby je zabezpieczyć.

@Rafau Ostatnio za bardzo się rozpisuję, ale to nie jest takie kolorowe i cukierkowe jak piszesz. Ponieważ jesteś specem od finansów trochę cię pomęczę pytaniami. Prosiłbym o proste odpowiedzi, a nie urzędniczy i polityczny bełkot prawny.


Do czego zobowiązuje się wierzyciel (tutaj emitent obligacji)?

Co się dzieje gdy państwo jest niewypłacalne w momencie zakończenia się obligacji?

Kto finalnie za to płaci (chodzi o podmiot najniżej na drabince)?

Kogo w pierwszej kolejności spłaca państwo. Obywateli czy zagranicznych inwestorów?

Kto traci najwięcej, a kto traci najmniej?

Patrząc na powyższe pytania czy te obligacje nadal są takie fajne?


Ja staram się pisać na chłopski rozum i prosto. Większości ludzi nie obchodzi jak to wszystko sobie tam w środku pracuje, czy ktoś komuś sprzedaje, czy obligacje się rollują i tak dalej. Ludzi interesuje ile mogą zyskać, ile mogą stracić, jakie jest prawdopodobieństwo utraty kapitału oraz ile ich to będzie kosztować w opłatach.

@BoTak już spieszę z odpowiedzia:

Do czego zobowiązuje się wierzyciel (tutaj emitent obligacji)?

Do wykupu tejże za cenę nominalną (na ogół pierwotną + marża. Najczęściej są też odsetki, wypłacane w zależności od rodzaju obligacji co kwartał / rok.

Nie możesz jednak zapominać, że ten pieniądz później pracuje i na siebie zarabia - czy to finansując działalność / projekty po stronie emitenta (państwa), czy dla posiadacza obligacji, który może papier wartościowy łatwo spieniężyć, lub wykorzystać jako zabezpieczenie transakcji i pozyskać tanią gotówkę (repo /reverse repo). Przy obrocie takimi obligacjami banki komercyjne codziennie zyskują jakieś ułamki procenta ich wartości, bądź pozyskują tanią gotówkę do obrotu, co przy milionach, a nawet miliardach na bilansie robi sensowny przychód w skali roku.


Co się dzieje gdy państwo jest niewypłacalne w momencie zakończenia się obligacji?

Państwo nie może być niewypłacane. W skrajnym przypadku może po prostu "wydrukować" pieniądze na pokrycie zobowiązań, co oczywiście sprawi, że wartość godzina (fair value, czyli mniej więcej tyle ile ile byś dostał za sprzedaż takiej obligacji na wolnym rynku) takiego papieru będzie dużo niższa niż jego początkowa zakładana wartość. Niemniej, to są skrajne przypadki krajów, w które wolny rynek po prostu nie inwestuje. Nasze znalazły nabywców, co oznacza, że rynek wierzy w nasz kraj i jego rozwój.

Przykładem takiej niewyplacalności mogą być transakcje repo rosyjskiego banku centralnego, który wymusza na bankach komercyjnych obrót rosyjskimi oboigacjami, ale to patologia i nie ma to nic wspólnego z naszym rynkiem.

Ponadto, wyemitowaliśmy obligacje w USD I w tej walucie kupujący otrzyma środki na koniec obligacji, jeżeli nie zdecyduje się ich rolować (czyli po prostu przedłużyć na następne x lat na preferencyjnych warunkach)


Kto finalnie za to płaci (chodzi o podmiot najniżej na drabince)?

Najczęściej bańki komercyjne, fundusze inwestycyjne i prywatni inwestorzy, którzy chcą ulokować środki w bezpiecznej przystani i mieć niewielki, ale pewny zysk. Kupują obligacje i płacą za nie swoimi pieniędzmi, które trafiają do polskiego krwioobiegu gospodarki.

Jeżeli pytasz kto "płaci" w przypadku niewyplacalności o którą pytałeś, to de facto stratny jest kupujący taką obligację, gdyż ma papier na który wyłożył swoje pieniądze, a one realnie mu się nie zwróciły.


Kogo w pierwszej kolejności spłaca państwo. Obywateli czy zagranicznych inwestorów?

Jeżeli państwo upadnie, to spłaca swoje zobowiązania pieniądzem bez pokrycia, po prostu go "dodrukowując". W tym konkretnym przypadku dochodzi jeszcze kwestia przewalutowania, co musi zostać pokryte rezerwami walutowymi w przypadku niewypłacalności.

Zaznaczę, że gdybyśmy byli jakąś Somalią, albo nawet Rosją, to raczej nikt nie zdecydowałby się kupić takich obligacji na wolnym rynku.


Kto traci najwięcej, a kto traci najmniej?


Najwięcej inwestor, najmniej skarb państwa, w przypadku niewyplacalności. W naszym przypadku jest to sytuacja win-win.


Patrząc na powyższe pytania czy te obligacje nadal są ta kie fajne?

Oczywiście, że tak.

@Rafau dzięki za odpowiedzi. Jakieś podstawy jak to, że obligacje są tańsze niż kredyty, to że te pieniądze później pracują i to że znalezienie nabywców na obligacje to oznaka zaufania do gospodarki tego państwa, to kojarzę. Dalej dajesz też dawkę wiedzy, którą zrozumieć dopiero będę miał szansę, jak się zagłębię. Kredyt na mieszkanie dla Polaka też ma swoje spore zalety. Ja jednak od zawsze na zawsze wolę kupować coś za gotówkę niż na kredyt. Wiem, że nie zawsze się da, szczególnie takiego mieszkania, więc takie obligacje też są lepsze niż kredyty w przypadku państwa. Irytuje mnie jednak, że lecimy na kredyt, zamiast jakoś spróbować ułożyć budżet, żeby hmmm... Zyski przewyższyły wydatki xd Wiem, to pewnie jest bardziej skomplikowane itd. Ale rozumiesz moje proste życzenie. Jeszcze raz dzięki za długą odpowiedź. Doceniam coś takiego zamiast "poczytaj".

@RogerThat nie no, oczywiście zgadzam się, że najlepiej byłoby mieć budżet bez deficytu i finansować wszystko z jego wpływów. Ale jeżeli mamy możliwość przyciągnąć kapitał zagraniczny (który w innym wypadku po prostu popłynąłby gdzie indziej, niż do Polski) i tym samym wzmocnić pozycję naszego kraju, to ja powiem stanowcze czemu nie.


Kredyt hipoteczny to najtańszy pieniądz na rynku i jeżeli brany jest z głową (czyli nie na 30 lat, a max 20, nie ze stałą ratą tylko malejącą, i z możliwością wczesniejszej spłaty), to nie ma lepszego sposobu finansowania dla przeciętnego zjadacza chleba. Wiec jak najbardziej warto zeń korzystać I sobie spłacać mieszkanie niż wynajmować przez dodatkowe 10 lat, żeby kupić mieszkanie za gotówkę.


Z punktu widzenia wolnego rynku, kredyt sam w sobie to też jest dobra rzecz dla gospodarki, bo de facto kreuje już teraz pieniądz (z pokryciem!), który w przeciwnym wypadku musiałby być odkladany przez x miesięcy (będąc przy tym zamrożony) i trafiłby do gospodarki po określonym czasie, nadgryziony zębem inflacji.

Też należy nań patrzeć jako na narzędzie, które ma pomagać nam zrealizować cele - koniec końców pożyczamy pieniądze od samych siebie z przyszłości, a nie od banku.

Co nie zmienia faktu, że też wolę zakupy robić za gotówkę, a wszelkie kredyty spłaciłem kilka lat wcześniej - samochodowy w półtora roku zamiast 5 lat, hipoteka w ciągu 7 lat zamiast 20.

Ale - był czas, że kredytu hipotecznego nie opłacało się nadpłacać, bo te same pieniądze na giełdzie zarabiały więcej, niż zyskałbym nadplacajac kredyt. I to nie na pojedynczych akcjach, a zwykłych ETFach. Z czymże byłem mądry i przeszedłem na ze zmiennego na stałe oprocentowanie kredytu, zanim stopy wyjebało w okolice 7%

@Rafau ten komentarz mi się podoba w 100%. A jak już o tym gadamy, to się spytam ciebie, bo w necie pewnie znajdę 3 różne info, żadne prawdziwe. Na revolucie widzę, że można kupić obligacje Polski. Chciałbym na próbę, czy też żeby w ogóle wejść w temat, kupić takie do bodajże listopada 2027 roku. Jak rozumiem: kupuje i w ten sposób zamęczam pieniądze do tego czasu? W sensie jeśli wycofam się wcześniej, to nie dostanę zysku. Zysk dostanę tylko, gdy dotrwam do listopada 2027. A po drugie: co potem? Automatycznie wypłaca? Akrobatyczne rolluje? Nic nie robi?

@RogerThat https://www.obligacjeskarbowe.pl/oferta-obligacji/obligacje-roczne-ror/ror0427/

Jak chcesz kupić i zamrozić pieniądz na x czasu, to kup bezpośrednio od emitenta. Wszystkie warunki masz na stronie, zależne od rodzaju obligacji.


Nie wiem jakie warunki ma Revolut, ale podejrzewam, że jakieś prowizje za transakcję pobiera I pamiętaj, że masz tam opcje kupna obligacji które juz są na rynku, w obrocie. A nie te, które dopiero są emitowane.

Więc komuś dajesz zarobić, część zysku dostaje ktoś inny


W zależności od tego jakie to są obligacje, możesz mieć (albo I nie, ale większość naszych obligacji jednak je ma) wypłacane odsetki w odstępach miesięcznych, kwartalnych, półrocznych lub rocznych. Wszystkie szczegóły, oprocentowanie tychże powinieneś mieć wyszczególnione przed zakupem. Jeśli kupisz przez pośrednika, na giełdzie, to będziesz mógł je oczywiście sprzedać przed datą zapadalności, na podobnych warunkach, jak te, za które kupiłeś - czyli warunkach rynkowych.

Jeśli mam być szczery, to raczej bardziej opłaci Ci się zakup obligacji bezpośrednio od emitenta.

@Boski przypatrz się nitce komentarza powyżej, masz tam zaprezentowane solidne wyjaśnienie, w którym również jest wytłumaczone, dlaczego emisja obligacji nie oznacza z automatu tragedii.

@Boski Emitowanie i handel obligacjami to technicznie rzecz ujmując proces który zapoczątkował kapitalizm. Dosłownie na tym polega cała wysoka płynność finansowa kapitalizmu. Chłop się wybudził z kilkusetletniej hibernacji xD

Zaloguj się aby komentować