@Taxidriver to już jest "TEN" etap, gdzie trzeba się poważnie zacząć zastanawiać, czy człowiek oddziela pracę od czasu poza nią Ale żeby nie było- szczylem będąc w którejś klasie gimby jak to co dzień wstałem rano, ojebałem śniadanie, kanapki, spakowałem się, ubrałem i polazłem do szkoły. Idę przez miasto- dziwne się wydało że jest aż tak takie puste, ale no ciul, zawsze mocno rano wychodziłem, to przecież nie środek dnia, a sobota to chyba też nie jest. Chyba. Idę przez rejon, na którym była szkoła- no nie no, tu już zdecydowanie powinienem spotkać kogoś idącego do szkoły, no ale co, idę dalej, bo co mam zrobić. Może się zaraz przekonam, że sobie zapomniałem o jakiejś szkolnej wycieczce, wyjściu do kina czy innym tałatajstwie, co już się zdarzało. Przychodzę pod szkołę- cisza, spokój, żadnego hałasu, żadnego auta na parkingu, jest tak cicho, że słychać ćwierkające ptaki w przyszkolnym parku, drzwi do szkoły zamknięte na głucho o czym poinformowała mnie mając w dupie moje szarpanie klamka. No i w tym momencie sobie przypomniałem- przecież jest jakieś magiczno-fantastyczne ruchome święto lasu w kościele i wszystko jest pozamykane na głucho. Wracając z powrotem w sumie to się zastanawiałem ile osób zobaczyło jakiegoś totalnego debila drącego do szkoły w pełnym rynsztunku z samego rana w dzień wolny, gdzie wszystko jest zamknięte xD