Odkąd przeprowadziłem się nad morze, to moim śmiertelnym wrogiem stały się mewy.

Tak, mewy.


Te gnojki codziennie rano wydzierały się jak opętane, a że mam sen twardy jak typowy Sebastian JP100% kiedy zawiną go na komisariat, to budziły mnie za każdym razem rano.

Z czasem przestałem je słyszeć i zacząłem się nimi interesować. Okazało się, że te raszple krzyczą, bo są zwierzętami stadnymi. Informują się o zagrożeniach, żerowiskach, porozumiewają się między sobą itp.


Zacząłem im się bardziej przyglądać, obserwować ich zachowania, itp.

Są to naprawdę inteligentne ptaki, choć przebiegłe. Dosłownie, takie cwaniaczki Sebastiany, tylko że się nie rozpruwają na psiarskich. Dodatkowo zauważyłem, że młode mają inną szatę niż dorosłe osobniki.


Po ponad pół roku obcowania z mewami, stały się to jedne z moich ulubionych ptaków. Serio.

Są dostojne, szczególnie duże osobniki, wydają różne dźwięki, od skrzeku, przez krzyk, trochę nie lubię ich charakteru, ale to czyni je idealnie przystosowanymi ptakami, do życia obok człowieka.


Głównie mówię tu o mewach serbrzystych, które chyba nad Bałtykiem są największe i najczęściej spotykane w okolicach miejskich w Trójmieście, ale dorzucam jeszcze fotke mewy śmieszki, którą ustrzeliłem dzisiaj na plaży.


#zwierzaczki #smiesznypiesek #przemyslenia

2948bdce-eed6-43c0-b872-e3a241d7d723

Komentarze (14)

Moim ulubionym ich zachowaniem jest to kiedy o 3 rano w lato panuje ta krótka chwila prawie zupełnej ciszy na osiedlu i nagle jedna mewa się poderwie i krzyknie bo przez sen zobaczyła śledzia w śmietniku a za nią ruszają całe stada śpiących mew na okolicznych dachach bloków. I potem tak już do 7 rano krążą i drą p⁎⁎dy (▀̿Ĺ̯▀̿ ̿)

@l100e Mieszkałem kilka lat w Brighton i tam są takie wielkie mewy, które Anglicy zwą "seagulls". Nienawidziłem ich. Były wielkie, wrzeszczały, wszędzie się panoszyły, lądowały na stoliku i dojadały frytki po ludziach, rozgrzebywały worki swoimi wielkimi dziobami i śmieci walały się wszędzie. Już nie mówię o tym jak srają wszędzie, czasem nawet w locie. Gościu miał otwarty szyberdach i mewa wycelowała dokładnie do wewnątrz, wszystko było obryzgane. Inny kolega też został obsrany idąc ulicą, ja na szczęście nie.

@Lemon_ poznałem kiedyś ogrodnika z pałacu królewskiego w Brighton.

Nie mogę powiedzieć czym handlował, ale miejsce do degustacji zapewniał iście królewskie.

Zaloguj się aby komentować