No dzień dobry w poniedziałek. Kto z Was miał tego małego potwora, zdzieracza łokci i kolan? Nazwa była adekwatna do jego możliwości. A kto miał taką pierdzącą dokładkę do wigraka to był król na dzielni, zwłaszcza latem jak trzeba było pedalować naście kilometrów nad wodę, żeby się ochłodzić.

Takie i inne wspaniałosci możecie zobaczyć w Sępólnie Krajeńskim w muzeum PRL.

#rower

#nostalgia

#prl

#nivaznegdziedroga

a9db9ae3-12d1-41e5-9efc-1ca96bcf83a8

Komentarze (35)

Ja zaczynałem swoja karierę od smyka, a później przesiadka na Reksia, którego kolega mi złamał


Swoją drogą to muzeum wygląda jak szopa na przydasie.

@Rzeznik dlatego jest takie zajebiste, to są dwie hale z czego jedna półotwarta i tam sobie chodzisz jakby po starym garażu i babci na wsi. Dla mnie bajka.

853b5cdd-c0a7-4d44-ab6a-6de34057285e

Ja zaczynalem od wigry, kiedys zostawilem go pod ojca kompanią, wlazlem sobie do środka, wychodze po minucie a rower jest plaski. Chłopaki rozjechali mi go BWPem. Na przeprosiny dostalem stara kolażówke-wyprawowke belgijska ktora sluzyla mi 20 lat.

Mój pierwszy rower to był Pinokio, ale pamiętam, że z niewiadomych powodów nie lubiłem na nim jeździć. Salto oczywiście pamiętam. Te małe kółka były niesamowicie denerwujące. Jak jechałem do babci na wakacje, to z kuzynką mieliśmy rowery i zawsze był wyścig kto chwycie pierwszy Wigry, bo na Salto żadne z nas nie chciało jechać.

Natomiast na osiedlu brylowałem w towarzystwie miłośników dwóch kółek, bo miałem BMX z Rometu. Biały z niebieskimi oponami. Ojciec go dostał za grosze, bo przyszła dostawa do sklepu a ten rower miał zostać odesłany, bo podobno miał jakąś wadę. Ja ta nie wiem. Całe lata na nim śmigałem.

@cebulaZrosolu W sportowym w moim rodzinnym mieście można było kupić takie nakładki na koła, które zasłaniały szprychy. Okropnie to wyglądało, ale sporo osób, które miały te BMX-y kupowało nakładki.

@Maciek Mój pierwszy, który pamiętam, był mniej więcej taki jak na załączonym obrazku. Czerwony, a wiadomo, że czerwone są szybsze.

7f7be4f3-290b-4c08-891c-fc47fb5e792c

@yoowki ja też miałem jako pierwszy rower dokładnie to samo co @jonas, tylko niebieski. Z bocznymi kółkami, których na szczęście dość szybko się pozbyłem.

Potem miałem pomarańczowe Salto po kuzynie, które mi zajebali (początek lat '90 to był prawdziwy dziki zachód xD).

Ale żeście mi feelsy zrobili tymi zdjęciami Panowie...

@FoxtrotLima Boczne kółka też początkowo były, ale ojciec je w końcu odkręcił, bo to nie wypada, żeby pięcioletni prawie-dorosły mężczyzna jeździł z czymś takim. Potem chytrze zamocował wystający kijek i nawigował nim tak, żebym się nie wykopyrtnął. Któregoś razu uznał, że już umiem jeździć sam, puścił kijek i faktycznie trochę ujechałem, a potem się obejrzałem gdzie on jest i wykopyrtnąłem widowiskowo.

Koledzy mieli Reksia i bmxa. Ja miałem jakieś pożyczane do nauki jazdy aż w wieku jakichś 6 lat (jakiś 1994) rodzice kupili mi Rometa Olimp z tego co właśnie wyszukałem. Zielony, damka. 5 przerzutek ale nigdy jedynie nie chciała wejść. Wyciąganie go czy chowanie do piwnicy czy wózkowni to był dla mnie dramat.

7452c8d9-26a3-4375-bbc8-62bb424af870

@InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz W 1994, miałem 12 lat i dostałem swojego pierwszego "górala". Byłem bardzo zawiedziony, bo miał prostą kierownicę, a bardzo chciałem taką "z rogami".

Mój góral, był tak cholernie ciężki, że miałem duży problem żeby go znieść do piwnicy, gdzie trzeba było niewielkie schodki pokonać. Był jednocześnie niezniszczalny i do dziś jest w pełni sprawny. Jeszcze rok temu na nim jechałem, jak byłem na urlopie u rodziców.

@WatluszPierwszy cholerne żelastwo były też takie rogi ale dokładamy, proste. Na komunię dostałem takiego z prawilnymi rogami. Był tak duży, że wchodziłem na niego wchodząc najpierw na ławkę pod blokiem. Ukradli mi go niedługo potem z piwnicy

@InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz Kradzieże rowerów z piwnicy, to była norma w okresie mody na "górale". Na moim osiedlu kradziono masowo. Jak ktoś trzymał rower w piwnicy to dodatkowo się go przypinało jeszcze np. do szafki czy jakiejś rury, która przechodziła przez piwnicę.

@InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz U mnie spółdzielnia po latach apeli lokatorów wreszcie zrobiła rowerownię. Mamy solidne, metalowe drzwi, stojaki, kamery i można zostawić rower w bezpiecznym miejscu. Wcześniej trzymałem na balkonie, co było bardzo wkurzające.

o ile dobrze pamiętam, to mój pierwszy rowerek to był radziecki "Byk".

ten cud technologiczny pozwalał pedałować zarówno do przodu, jak i do tyłu

Brat miał Reksia. Ja byłem trochę starszy i poważniejszy, więc dostałem zielony rower Domino. Śmigaliśmy we dwóch po wiosce u babci. O rowery w ogóle nie dbaliśmy, zero smarowania łańcucha, czy innych fanaberii. Tylko raz bratu koło przednie odpadło, ale dziadek przykręcił i był git!

Pierwszy był turkusowy Reksio. Moje pierwsze Wigry 3 było dokładnie w takim zielonym kolorze. Potem dostałam kolejny na komunię, nówkę sztukę, ale dojrzewał najpierw u babci w piwnicy. Też zielony, ale ciemny metalik

Raz prawie straciłam życie na kwietniku jadąc z górki jak kuzyn dał się przejechać kolarzówką Romet, komunijny oczywiście. Kto to widział brak hamulca w pedałach, jako dziecko Wigry nie znałam innego. Jakoś się udało nie popsuć siebie i roweru, ale mialam pełno w gaciach.

@SilverMonkey Żeby było ciekawiej w tamtym czasie nikomu się nie śnił kask. Pamiętam, jak ścigając się z kumplem po drodze ułożonej z betonowych płyt zaliczyłem glebę. Rozbiłem łeb, łokcie, kolana. Jak mnie w szpitalu zobaczyli to tylko "ooo" powiedzieli. O dziwo nic nie połamałem, tylko się konkretnie rozbiłem. Blizny mam do dziś.

Miałem niebieskie salto. Koledzy ze mnie pizgali trochę, bo to nie była kolarzówa, ani góral, ani bmx, ale uwielbiałem ten rower i był mega.

Zaloguj się aby komentować