Napisze swoje przemyślenia z najnowszych obserwacji osiedlowo-społecznych. To będzie coś, co niektórzy uznają za kontrowersyjne. Bo teoretycznie gówno mnie to powinno mnie obchodzić, a jednak mnie to oburza.


Moje osiedle zamieniło się w jedno wielkie targowisko, gdzie handlarzami są dzieci.


Pod sklepami siedzą godzinami z tymi swoimi lemoniadami, na placach zabaw wysiadują z różnymi koralikami oferując innym dzieciom (i ich rodzicom) bransoletki.


I teraz napisze grubymi, żeby nie umknęło. Nie oburza mnie fakt, że te dzieciaki mi przeszkadzają. Oburza mnie, że dzisiejszy świat jest tak do szpiku kości materialny, że nawet dzieciaki zamiast beztrosko się bawić, spędzać fajnie czas, wysiadują pod sklepami lub w innych miejscach i handlują.


Dlaczego tak robią? Bo są nauczone, że pieniądze są ważne. Że "trzeba zarobić żeby mieć". Teoretycznie to szlachetne zasady, ale to nie jest tak, że można ich się nauczyć nic nie tracąc. Wręcz przeciwnie - priorytetyzujemy w życiu dzieci pieniądze są w tym samym worku co relacje międzyludzkie, nauka i inne wartości, którymi wychowujemy dzieci.


Jedni być może uznają, że to OK, dla mnie to nie jest OK. Ale to być może wynika z jakiegoś spaczenia, albo boomerstwa, że pieniądze nie są neutralne. Że są złe albo dobre. I że jeżeli przesiadujesz cały dzień na placu zabaw albo pod sklepem po to by coś sprzedać, to jednocześnie tracisz coś bardziej wartościowego.


Jestem ciekaw co wy myślicie na ten temat.


#przemyslenia

2f11f277-45a7-43c9-99ff-5851feb3f0ea

Komentarze (28)

Zależy jakie mają intencję i co ich skłania do tego typu aktywności. A powodów może być bez liku:

wychowawcza forma zapracowania na rzecz materialną; wsparcie materialne rodziny, aż po wyzysk małoletnich, by uniknąć rejestrowania i płacenia podatków <sic!>.

@dradrian_zwierachs jest jeszcze jeden detal. Niektórzy ludzie popatrzą na uśmiechnięte dziecko za pseudoladą pseudosklepiku i robią "aww, jak słodko, masz tu 50zł za tę lemoniadę/bransoletkę/cokolwiek".


I jak rodzic zbiera hajs to jest wyzysk tym bardziej gruby.

Jak dziecko zbiera, no to cóż. Uczy się, że hajs można zarobić łatwo i szybko, trzeba tylko grać sobą. Co z tego może być w przyszłości to nie wiem.

Może to jakieś specjalne osiedle, że tyle tam przedsiębiorczych dzieci Ja jakoś tego nie zauważyłem. U mnie w okolicy dzieciaki co roku mają akcję ze szkoły — chodzą po domach i sprzedają ciastka albo papier toaletowy, ale to bardziej zbiórka na dofinansowanie klubu sportowego.

@Prytozord nie wiem, ale na osiedlu jest 8 placów zabaw, żabka, i inny spożywczak. Za każdym razem gdzie nie wyjdę - napotykam dzieciaki, które chcą mi coś opchnąć. Czuje się jak na wakacjach we Włoszech.

@RogerThat O to mi chodzi, mam wrażenie, że teraz kurwa wszystko kręci sie wokół kasy. Nawet wyjście na plac zabaw!

Widzisz bo jak My byliśmy w ich wieku to walczyło się z pokrzywami…oni nie popełniają naszych błędów i zbierają kasę na pierwszego flipa xD

Ja widzę problem w książkach typu "Dzieci mądre finansowo" promowanych przez fin ninjów i crafterów wszelkiej maści.

Te książki uczą, że relacje rodzinne należy monetyzować, a kieszonkowe są w rozwiniętym kraju nie przywilejem bezwarunkowym tylko zyskiem za wykonaną pracę na rzecz gospodarstwa domowego.

To jest kurna chore takie przenoszenie kołchozu do warunków domowego ogniska. Mam teorię, że takie zachowania handlowe to jest właśnie spin off przeczytania przez rodziców takich książek, ewentualnie naśladownictwo dzieciaków, których rodzice takie książki łykali jak pelikany.

Myślę, że jednorazowa akcja (typu sprzedaż lemoniady żeby uzbierać na coś co dziecko chce sobie sprawić np. zegarek, nie wiem, cokolwiek) w celu nauki o zarobku jest ok. Ale kiedy zaczyna się z tego robić dochód podstawowy dla dziecka to należało by to ograniczyć.

Być może jest to duże osiedle i różne dzieci próbują lub są do tego zachęcane a Tobie się wydaje, że to ci sami.

Możesz dołączyć do ich wychowywania i nauczyć je dumpingu cenowego jak masz czas XD

@bishop @Arkil no wiecie, nie prowadze dziennika zdarzeń, ale pod Żabką i tym drugim wiecznie jakiś handel. Na placach zabaw to samo. Nie wiem czy to te same dzieci czy różne, ale zjawisko permanentne.

Zależy jak do tego podejść. Jak to nie jest nagminne i od czasu do czasu tak sprzedają, żeby na coś "dorobić", to wydaje się spoko. Jak to jest jedyna forma spędzania czasu i liczy się tylko "kasa, kasa, kasa", to faktycznie to w złym kierunku idzie. Niemniej, słuchając opowiadań starszych pokoleń, w młodości też "zbierali papier czy butelki". Oczywiście trochę splaszczylem odpowiedź, bo możnaby było się rozpisać więcej. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru

@tosiu 

tymi swoimi lemoniadami

Przecież to stary dobry protestancki etos pracy, uczenie dzieci od małego co to praca i pieniądz, co w tym złego?

Chyba że w twojej okolicy się to przerodziło w jakąś patologię.

@Opornik no właśnie o to chodzi. Mam wrażenie, że to jakieś stałe źródło dochodu. Wciskać szajs starym naiwniakom i innym dzieciakom.

Myślę, że to taka chwilowa moda. Dzieciaki za jakiś czas stwierdzą, że ciekawsza jest zabawa na placu zabaw niż czychanie na klienta.

@tosiu Już powie sto lat temu Fromm się nad tym zastanawiam w "Mieć czy być" i zauważył tendencje społeczeństwa do podążania w stronę materializmu. Nie widzę nic złego w uczeniu dzieci zaradności i pracy, ale może rzeczywiście coraz częściej sprowadzamy wszystko do gromadzenia pieniędzy na koncie.

@tosiu za gówniaka próbowałem się bawić w sprzedawanie lemoniad, gazetek, noszenie kartonów do skupu. To jest zabawa. Zabawa która uczy że praca jest ciężka. A potem wraca jednak entuzjazm robienia innych rzeczy. Dzieciaki niech się bawią, zobaczą co to jest konkurencja. Nie chodzi o pieniądze. To taki etap. Przejdzie im szybko.

@osobliwy ja też to robiłem. Najwięcej hajsu miał kumpel co mył szyby pod sklepami. Żyła złota wtedy. I nie krytykuję tego, że dzieciaki chcą dorobić, ale... czy nie sądzisz, że przesiadywanie godzinami pod sklepem z lemoniadą albo na placu nagabywanie ludzi o jakieś plastikowe gówno to jednak jakaś przesada?


Też mam dziecko i jednak bym powiedział córce jak będzie większa i wpadnie na taki pomysł, że jeszcze w życiu się napracuje i zarobi i żeby spędzała czas ze znajomymi, bo to kiedyś przeminie i nie będzie można tego zrobić "kiedyś". A pieniądze mozna zarobić zawsze.

@tosiu Nie wydaje mi się że chodzi o pieniądze, tylko raczej zabawa. Te kilka złotych za lemoniadę to dzisiaj są grosze. Zresztą każdy ma inne podejście. Mi też rodzice odradzali, "jeszcze się w życiu napracujesz", co inni powiedzą itp. Trochę szkoda że tak robili bo odebrało mi to śmiałości.

@tosiu jak za gówniaka dawno temu próbowałem tak na coś zarobić to tylko sobie kosztów narobiłem bo nikt nic nigdy ode mnie nie wziął.

Zaloguj się aby komentować