Z jednej strony myśl jest taka, że widać brak środków, ale z drugiej pojawia się taka, że to przecież nie Rachoń rysuje, tylko ktoś, kto Rachoniowi wierzy. Rachoń społecznie nie pracuje, dostaje kasę to mówi, za co mu płacą. I to jest godne pogardy dla mnie - sprzedawanie siebie (gdyby ktoś mu zapłacił za mówienie czegoś innego to by to mówił).
Natomiast nie jest godne pogardy to, że ktoś tam wierzy w te różne głupoty i szczerze, zgodnie ze swoimi przekonaniami poświęca swój czas i energię na takie arcydzieła. To jest jedynie smutne.