Komentarze (24)

@damw sztuką nie jest udawanie debila, sztuką jestudawanie że się ciężko pracuje.


Na przykład:

jeżeli gdzieś idziesz (na przykład srać, albo na kawę) idź szybkim, stanowczym krokiem, z marsową miną i koniecznie trzymaj jakieś papiery w ręku.

@rith i jeszcze brak podwyżki często - bo skoro tak dobrze pracujesz, to chyba jest ok i jesteś zadowolony prawda?

@damw nie no, to akurat było. Moje korpo brało kiedyś tak 5-6x wiecej za godzinę mojej pracy niż mi płaciło, to wiedzieli żeby cośtam co roku dosypać. I tak się żyło.

@rith no w moim od 2 lat chujnia. Z prawie 100 "wyoutsourcowanych" ludzi do tego korpo z mojej alfonsiarni, raptem 7 czy 8 dostało podwyżkę w zeszłym roku. Reszta usłyszała: nie podoba się, to sie możecie zwolnić

@damw Tu akurat stara historia, 10 lat temu jak były 'złote czasy' consultingu.

A teraz taki niestety mamy klimat. Od pewnego czasu u mnie też podwyżek brak ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Ale jakoś powoli idzie.

@damw pro tip, jesli za kazdym razem jak manager/brygadzista bedzie cos od Ciebie chcial, przy okazji daj mu tez jakas robote, im bardziej upierdliwa i pierdolowata tym lepsza i za kazdym razem dopytuj o wszystko o co zapytales wczesniej a jeszcze nie ogarnal. Bardzo szybko zostawi Cie w spokoju

Standardowe zjawisko pracy w zespole:


Rób dużo, rób z entuzjazmem, pomagaj

Więcej pracy

Wysycenie, zmęczenie, zawodzenie oczekiwań


By się przed tym zabezpieczyć:

- zawsze jasno określaj swoje granice

- sygnalizuj brak mocy przerobowych

- jeśli trafiłeś na januszy, którzy nie reagują na powyższe, powtórz powyższe - jeśli nie pomaga, zmień pracę

- nie trać energii na konflikty

@Dzemik_Skrytozerca dwie sytuacje ode mnie, które się ocierają o to co napisałeś:


  • jadę do centrali firmy na SPOTKANIE w konkretnym celu, spotkanie ryj w ryj nie zdalne, no trudno jadę, Dotarcie tam zajmuje mi około 5 godzin w 1 stronę, czasem biorę hotel dzień wcześniej no ale to też jedno popołudnie w dupie. Idę na spotkanie - robię co do mnie należy, jeśli je organizowałem rozsyłem loga. Idę się przejść i przywitać z ludźmi z którymi nie zdążyłem rano, pytam co tam czy coś potrzeba (praktycznie nigdy nie potrzeba). Godzina 14, dowidzenia pozdrowienia pokiwam prezesowi i zium, do fury - tu nadchodzi krytyczny moment bo w 9 na 10 przypadków ktoś jak zobaczy że wychodzę to w ciągu 5 minut mam telefony, których nie odbieram, jak już oddzwaniam to z auta i "oj sorry już jestem na wylotówce korek jest. A są tam ludzie, którzy dla pokazówki siedzą póki prezes nie wyjdzie a ten lubi posiedzieć do 19.

  • Spotkanie online - wyznaczony czas 90 minut. Moje tematy gdzieś w połowie spotkania potem siedzę i gniję. NIC dla mnie tam nie ma no ale zaakceptowałem taki czas to siedzę. Ale jak mija 90 minut a oni są gdzieś w 70% listy tematów, ja na chacie piszę - dzięki za spotkanie, ja już zmykam. Zero ludzie mają szacunku dla ram czasowych spotkań ale to nie ze mną


Generalnie mogę sobie na to pozwolić choć są asy co mnie podpierdalają za te wyjścia o 14 (gdzie sami mają 11 minut piechotą do domu) ale mam kompletnie w nich wyjebane bo jeszcze nigdy nikt z "góry" do mnie z tym nie przyszedł, no i oczywiście jak już MUSZĘ robić coś w weekend lub wieczorami to "się nie liczy".

Absolutne minimum do optymalnego wykonania pracy za jaką mi płacą - nic więcej.

"Co właściwie zyskała? Nagrodą za trud jest większy trud. Jeśli ktoś kopie najlepsze rowy, dają mu większą łopatę."

Carpe Jugulum

#uuk

@damw hołduję zasadzie takiej, że "wyceniam" zadania na maksymalnie ile uda mi się przeciągnąć strunę, robię wszystko co się da w maksymalnie krótkim czasie + krótka dokumentacja dla siebie i wolne do dedlajnu :]

Jak jakiś "trybik" konieczny do realizacji zadania się rozchoruje, pójdzie na urlop nagle - wykorzystuję bez skrupułów by uzyskać dodatkowy czas.

Efekt jest taki, że realizuję wszystko w zaakceptowanym ogólnie czasie, dostaję premię za OKRy jakie były jej warunkiem i mam dużo czasu

Oczywiście uzyskanie takiego stanu rzeczy zajęło mi trochę czasu i na początku zapierdalałem jak maszyna ale po tym czasie już mogłem sobie zacząć to organizować tak jak lubię.

A co najlepsze, nikt na tym nie traci a jedynie zyskuje: bo robię dokładnie to za co mi płacą (z łatwością mógłbym zająć bardziej eksponowane/wymagające stanowisko) a ja jestem z tego zadowolony, nie chcę więcej i mam czas dla siebie bo nikt nie sprawdza u nas nic poza rezultatem / realizacją zadań a te są spaniałe

Dla tego nawet mi nie w głowie szukania jakichś kosmicznych zarobków, które są w moim zasięgu praktycznie od ręki.

@damw O, to ja w januszexie u niejakiego Marcina! Marcin był mistrzem dokładania obowiązków małymi cegiełkami, tak że aż nieuprzejmie byłoby odmówić. I tak dokładał, dokładał, aż z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że jestem jego niewolnikiem za minimalną. Kiedy odchodziłem z tej roboty, to był bardzo zaskoczony, zaprosił mnie wraz ze swoją żoną do restauracji, ale nie dałem się przekonać.

Być może w mojej nieugiętej postawie pomogło to, że miałem już nagraną inną robotę.

@damw z niejamkim smutkiem zauważyłem swego czasu, że im bardziej się opierdalam, tym bardziej mnie chwalą za pracowitość. Jeszcze w szkole. To ukształtowało moją psychikę i daje skutki po dziś dzień.

Zaloguj się aby komentować