Taaaa... Zanim swoją różową nieco "wychowałem" to czasem były rozmowy w podobnym stylu.
Widzę, np. że coś markotna to pytam jak człowiek:
- co się stało?
- nic
- ok
i szedłem do swoich zajęć. Ta przychodzi za jakiś czas z pretensjami, że w ogóle się nie interesuję jakie ona ma problemy