@GtotheG @nobodys
Fajna dyskusja, jednak IMO pominęliście jeden mały szczegół, przez który zaczynam rozumieć czemu warto czasami wpadać do biura. Zaznaczam że piszę to też z perspektywy korpoludka.
Słowo klucz: networking czyli po polsku - sieć kontaktów. PO prostu pracując w domu, nie jesteśmy w stanie jej stworzyć.
Przed covidem zawsze gdzieś w kuchni ucierały się różne rozmowy i poznawało się osoby z innych działów. Czasami szło coś załatwić przy ekspresie, czasami dowiadywało się o nadchodzących zmianach itp. Nie doceniałem tego jak bardzo człowiek jest w stanie ugrać na takich rozmowami. Do tej motywacji i 'bata' o którym piszę @DiscoKhan to ja bym dodał że mam wrażenie że ludzie z działów które kiedyś spotykały się w kuchni nie miały maniery 'zapadania się pod ziemię'. No bo jak ktoś nie odpowie na maila na który czekałeś od dawna, to jak taka osoba spojrzy Ci w oczy w kuchni?
Do aktualnej firmy przyszedłem już po lockdownie i widzę jak osoby które mi się przewijają na meetingach kojarzę raczej po nazwiskach i głosie a nie z twarzy. Do tego, jak złapać nowe znajomości z innych działów? Przecież nie zagaiasz na timsie, a kiedyś zwykłe wspólne poszukiwanie słodzika po szufladach mogło spowodować że poznałeś jakąś ogarniętą osobę z innego działu.
Drugą kwestią (a może tą samą) jest zwykły kontakt z człowiekiem. Przed lockdownem jak czegoś nie rozumiałem albo miałem szybkie pytanko to wystarczyło podjechać te kilka metrów na krześle i pogadać w 4 oczy. Teraz teams, pytanko czy 'zdzwonka', zakładanie słuchawek, szerowanie ekranu a i tak nie ma tego kontaktu, nie ma tej ekspresji która byłaby na żywo. Ja do tego mam manierę przekazywania jak największej informacji, więc mi wychodzą elaboraty na czacie, przez które marnuje czas. Kawki online są jakieś jałowe, poznać kogoś z doskoku też trudno bo musisz mieć zaproszenie na spotkanie. A kiedyś jak Ci się nie chciało siedzieć przed kompem to szło się do kuchni i zaraz się pojawił ktoś z kim można było porozmawiać - i to konkretniej niż na teamsie.
Ofkorz, piszę to z własnej perspektywy i doskonale sobie zdaje sprawę że nie każdy lubi się 'networkingować'. Piszę to jako introwertyk, który nie ma problemu z socjalnymi relacjiami (nie mylmy introwertyzmu z fobią społeczną). Pracując od lat w korpo widzę jednak ile ten networking daje i ile drzwi otwiera. Można klepać swoje i mieć wywalone na innych, natomiast ja lubię poznać osoby z którymi spędzam 1/3 swojego dnia. Teraz, to ja nawet nie wiem z kim pracuje bo większość zespołu w Azji albo Ameryce. Czy daje radę? Tak, do szczęscia nie jest mi potrzebne. Czy byłoby fajniej jakbym wiedział co słychać u moich znajomych z pracy - myślę że tak. Płaszczyzna kontaktu z niektórymi byłaby inna. Teraz taką płaszczyznę trudniej wypracować