Heh, młodość w '90.... My żeby zjeść coś słodkiego uprawialiśmy ekstremalny sport - takie połączenie biegów z myślistwem. Otóż ścigaliśmy na piechotę furmanki wiozące buraki cukrowe na skup, celem kradzieży jednego lub dwóch. Dreszczyk emocji był, bo jeśli pojazd był konny, to można było dostać batem, a jeśli ciągnikowy - to klasycznie wpierdol. Za to jak się misja udała to Matka robiła czasem przaśniaka. Albo i nie.
Dla niewtajemniczonych przaśniak to taki drożdżowy placek, gdzie zamiast słodkich jabłuszek dawało się buraka cukrowego. Taki słodycz dla biednych, nie jadłem ze 30 lat...
Zaloguj się aby komentować