Hejto.pl

Dziwne to uczucie stracić sens życia. Ale, co zrobić, samo przychodzi, tak myślę.

Od razu informacja dla osób które będą podejrzewać depresję itepe - serio, nic z tych rzeczy.

Ale ostatnio ciągle rozkminiam o co w życiu chodzi. I dochodzę do wniosku że o gonienie króliczka. Bo wtedy jakoś się to kręci.

Jeszcze parę lat temu byłem typowym piwniczakiem przegrywem, choć teraz wiem że nie ze swojej winy - to raczej wypadkowa środowiska w którym się wychowałem, nie wchodząc w szczegóły, i statusu materialnego.

Ale, znalazłem swoje miejsce w życiu - muzyka, gry, adrenalina, sporty - jakoś się kręciło, choć samotność czasem bardzo bolała a jeszcze przywlokła się choroba przewlekła.

Później, udało się na kolejnych studiach poznać drugą połówkę, dostać pracę, kupić mieszkanie.

Ale "starość" z której tak się tutaj śmiejemy nadeszła.

Stare zajawki już nie cieszą, grono znajomych ograniczyło się do tych z pracy, sąsiadów z klatki i wirtualnych znajomych z hejto, do których można napisać. Poza tym - każdy ma swoje życie i można ciągle próbować coś inicjować ale nic z tego.

A życie? Polega na pracy, nienormowanej ale niech będzie że te 40h tygodniowo. Jakiejś tam wegetacji przez resztę dnia. Soboty na ogarnięcie mieszkania itd. I niedziele na jakiś odpoczynek, przeplatany myśleniem że zaraz poniedziałek. A jak dodamy do tego jakieś spotkania rodzinne, które też trochę czasu zabierają to i tego wolnego mniej.

Kiedyś pamiętam że myślałem jak wiele osób, że "odpocznę na emeryturze" i będę cały dzień jeździł na rowerze jak lubiłem. Teraz? Uważam że to bez sensu. Że ten system jest jakiś chory. Zapitalać żeby mieć za co żyć. Po to, żeby "żyć" popołudniami i w weekendy.

Drugie wyjaśnienie - porzucenie etatu to nie to, próbowałem. Dochodzę do wniosku że jedyny sens ma to słynne rzucenie wszystkiego, wyjechanie w góry, pasienie owiec, karmienie kur, plewienie marchewki, i biedne życie za to co uda się wyhodować na kawałku ziemi na który mnie nie stać. Wtedy praca ma sens, jest jakaś zmienność pór roku, zieleń za oknem. I susza.

#przemysleniazdupy #rozkminy #doroslosc #zalesie #samotnosc

1d051953-2906-4fff-9ffd-ff5718d8c583

Komentarze (37)

@jedzczarnekoty Ja dzisiaj sprawdzałem kiedy jakiś kolejny dzień ustawowo wolny, dopiero chyba 11 listopada. Może takie myśli, to kwestia tego, że był krótszy poprzedni tydzień i niedziela wieczur wchodzi mocniej. Ja zawsze po dłuższym wolnym mam takie myśli, że trzeba się szanować, odpoczywać, nie ma co gonić za hajsem, a potem i tak mało co tego wolnego biorę w ciągu roku, bo wpada się w rutynę.

@HmmJakiWybracNick u mnie akurat cały był pracujący, ale to prawda, to efekt niedziela wieczur. Za hajsem nie gonię, tylko spłacimy kredyty (już niedługo) to już sobie szukam bardziej satysfakcjonującej pracy. Ale, to ciągle 40h wyjęte z życia każdego tygodnia a mózg zadaje sobie pytanie czemu musi tak być. Kiedyś przez prawie rok brałem drugie zmiany głównie, ale co mnie nakręcało - kolega często też, więc jak skończył, jakoś później bo czekałem zwykle kebab i na godzinie dwie na rower. Ale, ma swoje życie. Poza tym teraz poza pracą to trudno o jakieś tematy do rozmowy. To wolne w ciągu roku właśnie niedawno nam zabrali, a jestem z tych osób co mają jeden dłuższy urlop bo mi starczy, a cały pozostały przewalam właśnie na tygodniu, pojedyńcze dni.

@jedzczarnekoty Może brakuje Ci dobrego ziomeczka, z którym spędzisz miło czas. Ja miałem taką paczkę 2-3 dobrych znajomych, z którymi spotykaliśmy się co jakiś czas. Ale jeden wyprowadził się na drugi koniec polski, drugi na drugi koniec europy, a trzeci ma dziecko. Z drugą połówką można spędzać masę czasu, ale nie zastąpi to męskiej relacji, a przynajmniej mi tego bardzo brakuje. Nowe relacje nawiązać ciężko, bo rówieśnicy, to dziwni starzy ludzie, a młodzi to dzieciaki, o starszych nie będę wspominał.

Mam chyba podobny stan do Twojego, ale lżejsze objawy, albo tak mi się przynajmniej wydaje i utożsamiam to z kryzysem wieku średniego. Mam wrażenie, że nie czepię pełni z życia, że czas płynie coraz szybciej, a życie przecieka mi przez palce. Mam pracę umysłową, która przez AI nie daje mi już tyle satysfakcji, ile dawała wcześniej - wszystko robi się szybciej i byle jak. Zarabiam wystarczająco, ale wydawanie tych pieniędzy nie daje takiej satysfakcji. A jebnięcie wszystkim i wyjechanie w Bieszczady wypasać owce, też jest pozornym rozwiązaniem, które też znudzi się po chwili. Ja to bym chciał zostać podróżnikiem-odkrywcą, ale nie ma co odkrywać

1e0e0d3d-20fd-4813-920d-a2aaee6dc582

@HmmJakiWybracNick coś w tym jest, cała moda na "podróżowanie" bierze się chyba z jakiejś natury odkrywcy, choć z odkrywaniem jak wspomniałeś nie ma to nic wspólnego.

Ale to prawda, ekipa ziomeczków się rozpadła, nie ma nawet do kogo napisać, tzn. napisać można ale czasem po paru dniach odpowie. Albo i nie. Był taki moment że przez nowe zainteresowania próbowałem kogoś szukać, ale jakoś to nie idzie, uznałem że to ze mną jest problem.

Wydaje mi się, że rozumiem, o czym piszesz. Mam wrażenie, że nie tyle straciłeś sens życia, co rzeczy, które kiedyś dawały Ci energię i poczucie celu, przestało działać.

Nie wydaje mi się, żeby było coś dziwnego w zadawaniu sobie pytań to, kiedy człowiek dochodzi do takiego momentu. Część dawnych celów znika, a nowe nie pojawiły się jeszcze w ich miejsce.

@jedzczarnekoty Czyli jakby brakowało Ci nie tyle samego celu, co ludzi, z którymi można było to przeżywać. Bo wygląda na to, że teraz zajęcia dające radość dają ją tylko częściowo — drugą częścią było poczucie wspólnoty.

Chyba rozumiem, że może być trudno, kiedy patrzysz dookoła i widzisz, że większość ludzi skupia się już głównie na pracy, rodzinie i swoich obowiązkach.

Tylko zastanawiam się, czy to naprawdę utrata sensu życia, czy może po prostu skończył się pewien etap i rzeczy, które dawały Ci energię. Może problem nie jest w braku sensu, tylko w tym, że jeszcze nie znalazłeś kolejnego króliczka, za którym chciałoby Ci się biegać.

@Prytozord z tymi ludźmi to i tak i nie, jak byli to jakoś każdy się dzielił codziennym życiem, jakoś "pchało" się ten syf razem. Marzyło się o lepszym rowerze, lepszym pensjonacie w górach, aucie które zastąpi busa. Teraz to wszystko jest - tylko chętnych na wyjazd nie ma, bo ten termin nie taki, ten też, a w ogóle to nie wiem jak w robocie będzie. Słowo klucz, punkt wyjścia, odniesienia, wszystkiego. No i jak tak wyglada to "dorosłe" życie to ja to mam w nosie. Z drugiej strony - teraz bym sobie bez nich życie zaplanował.

A króliczki - wiele już dogoniłem, powinny cieszyć ale, nic z tego. Więc przestałem wierzyć w kolejne.

@jedzczarnekoty Jak czytam to, co piszesz, to mam wrażenie, że najbardziej rozczarowało Cię nie to, że czegoś nie osiągnąłeś, ale że osiągnąłeś wiele rzeczy, które miały cieszyć, a nie dały tego, czego się spodziewałeś.

I nie wydaje mi się, żeby to było coś dziwnego. Chyba sporo ludzi prędzej czy później dochodzi do momentu, w którym odkrywa, że nowy rower, mieszkanie, samochód czy kolejny cel nie rozwiązują wszystkiego.

@Prytozord ostatnio się okazało że bardziej pasuje do pokolenia X niż millenialsów - ot uroki wychowania na wsi, gdzie po upadku komuny dłużej wszystkiego brakowało. Ale, tak jest, jak już sporo tych dziur sprzed lat zostało zapełnionych dobrami dotarłem do miejsca gdzie zastanawiam się co teraz, i czy 40h w tygodniu i to w "prime time" muszę komuś oddawać.

@jedzczarnekoty Wydaje mi się, że Cię rozumiem, bo też chyba wychowywałem się w podobnym miejscu i w podobnych czasach.

Szczerze mówiąc, nie jestem osobą, która powinna dawać innym rady. Ale akurat uważam, że dobrze jest zadawać sobie takie pytania.

Ostatnio też trochę o tym myślałem i czytałem różne książki. Jedna myśl szczególnie mi została. Nie pamiętam już autora, ale był to filozof, człowiek już w podeszłym wieku. Na pytanie o sens życia odpowiedział mniej więcej, że: Nie ma jednego celu, ani jednej filozofii, której człowiek powinien się trzymać przez całe życie.

Gdyby tak było, to znaczyłoby, że się nie rozwijamy i stoimy w miejscu. Przecież przez życie uczymy się nowych rzeczy i mamy inne potrzeby niż wcześniej, więc zmieniają się też nasze priorytety.

@Prytozord mądrze powiedziane, w zeszłym tygodniu to nawet szukałem magisterki z filozofii żeby się nieco "dobranżowić" od strony humanistycznej ale i dla siebie dokształcić. Może zacznę od czytania, tylko potrzebuje chyba dużego auta z karimatą żeby sobie leżeć wygodnie i czytać z dala od świata, znaczy sąsiadów. Nawet mam to w planach na przyszły rok.

Podobno sens życia odnajdujemy w przyjętej na siebie odpowiedzialność. Masz kogoś albo coś za co jesteś odpowiedzialny? Może tego jest za mało?

@Lubiepatrzec to prawda, jest tego mało. Ale, za co mógłbym być ciężko powiedzieć. Na razie jedyne odpowiedzialności są w pracy choć i tam jest teraz kryzys bo nauczyciele to przecież zbędny zawód, odkąd jest pewien czat.

@Lubiepatrzec sw Paweł napisał, że lepiej byłoby mu umrzeć (i być z Chrystusem) ale żyje bo jest potrzebny.


"Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne".

@AdelbertVonBimberstein coś w tym jest, ja lubię 7 rozdział księgi Hioba

Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik?
Jak niewolnik, co wzdycha do cienia,
jak robotnik, co czeka zapłaty.

Tylko, zawsze w takim miejscu pojawia się bunt - że faktycznie, walcząc codziennie o zdobywanie pożywienia, schronienie ma to większy sens, niż posiadanie wszystkiego, ale tkwienie w systemie którego nie można opuścić. Choć, pewnie można. Niektórzy mówią że bezdomni są naprawdę wolni. Ale nie da się ukryć że świat się zmienił.

@jedzczarnekoty tu niestety każdy sam musi znaleźć swój "krzyż", który poniesie. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, bo każdy z nas idzie inną drogą i ma inny cel.

@Lubiepatrzec w pracy na pewno, takie autentyczne poczucie że jest się komuś potrzebnym, że ktoś się cieszy jest świetne. Ale świadomość że "każdego specjalistę da się zastąpić skończoną liczbą stażystów" czy jakoś tak - już nie. Pamiętam to z kursu angielskiego, jak rozmawiałem z prowadząca pracując sezonowo w sklepie rowerowym, że jak ludzie wracają, cieszą się, w ogóle zwiedzają świat i dbają o ruch - to daje frajdę. Ale jest też druga strona medalu i stąd mnie w tej branży nie ma.

@jedzczarnekoty rel.

Ana dodatek, niby człowiek robi te wszystkie "aktywności co dają dopamine" ale i tak c⁎⁎ja to daje xD

@jedzczarnekoty moim zdaniem mimo wszystko warto mieć hobby. Właśnie po to żeby po powrocie z roboty nie wegetować. Jak nie cieszy Cię to co kiedyś, szukaj nowego, hobby i zainteresowania też się zmieniają.

Mnie wkurza tracenie czasu na pracę skoro wszystko za oknem żyje. Kończysz o 15 czy 16 i jest obecnie na tyle gorąco że nie da się z tego skorzystać. Ewentualnie leje. Tracimy czas na gonienie zajączka tylko czy jego złapanie da nam szczęście? Ja jestem na etapie aby ogarnąć to rzucenie wszystkim w pizdu. Zrobić sobie ewentualne miękkie lądowanie aby przeżyć bez wkladu finansowego. Niektórzy nazywają to wypaleniem zawodowym. Ja widzę w tym trend ucieczki od gonitwy za niczym.

@30ohm wyjąłeś mi to z ust. Wszystko za oknem żyje, a my zamknięci w betonie, czasem bez widoku na zieleń, słońce, świat. O 16 to i gorąco, i głowa sprana po całym dniu, tak że ciężko już o jakieś aktywności. Najbardziej lubię właśnie takie wolne dni "w tygodniu" - pochodzić po mieście, pojechać gdzieś pociągiem, pospacerować po parkach, pojeździć tramwajami. Tyle mówią o AI, robotyzacji itd a dalej zapitalalamy 5 dni w tygodniu.

Myślałem o branżach co po 10/12h pracują ale jak na razie żadnej sensownej nie odkryłem. Ale, zastanawiam się czy nie jest się wywalonym po takich 12, że kolejnego dnia to wychodzi.

Co do reszty - pełna zgoda, to nie wypalenie, tylko właśnie ucieczka od gonienia za niczym.

@30ohm są na liście, na urlopie będę robił badania lekarskie żeby w ogóle zobaczyć czy się nadaje, ale to z deszczu pod rynne, z jednej postPRL budzetówki w drugą. No i, służba nie drużba, niby wolne a mogą wezwać. Ale choć poczucie sensu jest większe że ludzi do roboty zawiozę.

@jedzczarnekoty A może to kwestia umysłu, równowagi przekaźników, przesycenia tanią dopaminą. Ja czasem mam że też mnie mało cieszy a jak jest dobry stan to cieszy zwykły spacer w naturze czy kawa na tarasie.

@Enzo a co masz na myśli pisząc o taniej dopaminie? Bo od mediów społecznościowych itd. skutecznie się odciąłem, mrugających obrazków nie oglądam.

A kawka wiadomo, zawsze spoko ale prędzej na działce niż balkonie.

system jest do d⁎⁎y, robimy słabe, niesatysfakcjonujące rzeczy po 40h tygodniowo, żeby utrzymywać fanaberie miliarderów, landlordów i inwestorów, nikt nie dzieli się z nami korzyściami postępu technologicznego, wkurza mnie to, ale nie wiem jeszcze, co z tym zrobić, poza ograniczeniem konsumpcjonizmu

@krasti_kurosant nie zastanawiałem się nad tym, ale coś w tym jest, skoro ciągle nie pracujemy 4 dni albo po 6h.

Pracowałem na 3/4 etatu kiedyś, i lubiłem ten tryb. Niby tylko 2h dziennie a robiło różnice.

@krasti_kurosant Decathlon Przynajmniej kiedyś zatrudniali w ten sposób żeby był czas "na realizowanie sportowych pasji". Ale, chyba bym już nie wrócił.

@jedzczarnekoty W życiu nie liczą się cele które osiągnąłeś lub nie. Najważniejsza rzecz to droga która musiałeś przejść do celu. Zdobycie celu to radość chwilowa ale jak sobie wspomnisz drogę która przeszedłeś i przygody jakie miałeś to wtedy będziesz bardziej wspominał swoje życie. Za dziecka dużo chłopców lubiło słuchać opowieści o przygodach naszych ojców, dziadków, wujków itp. Cel jest tylko punktem a podróż jest pełna niespodzianek.

@MESSIAH mądre słowa, lubię często opowiadać studentom w ilu miejscach pracowałem na studiach i ile się tam nauczyłem. A była to podróż z niespodziankami. Może też ona pokazała że chyba miejsce idealne do pracy nie istnieje. Dużo łatwiej pogodzić się z tym że 40h tygodniowo trzeba oddać i się nie zastanawiać nad tym.

Zaloguj się aby komentować