Dla inteligentnych dzieci edukacja publiczna jest jedną wielką zgadywanką, jaka odpowiedź zadowoli Grażynkę o IQ równym 95.
#4konserwy

Dla inteligentnych dzieci edukacja publiczna jest jedną wielką zgadywanką, jaka odpowiedź zadowoli Grażynkę o IQ równym 95.
#4konserwy

@To_Stan_Umyslu cały okres edukacji tłukli do głowy czytanie ze zrozumieniem i stosowanie się do poleceń. Tutaj polecenie jest po prostu nieprecyzyjne i nie można uznać odpowiedzi za złą.
Na mojej maturze z polskiego mieliśmy opisać relacje ojca z córką (i tu haczyk) na podstawie zamieszczonego fragmentu Chłopów Reymonta. Jeśli ktoś opisał te relacje na podstawie całej powieści to otrzymywał 0 pkt za niezrozumienie polecenia.
@To_Stan_Umyslu ale to nie pasuje do narracji xD "co z tego, ze uczyli sie analogowego, patrz jaki mundry dzieciak, narysowal cyfrowy a zua pani nie zaliczyla!!1one". Jesli mialbym oceniac inteligencje jak to op tutaj podnosi to ocenilbym tego dzieciaka negatywnie xd. Jedyne czym zaplusowal to ewentualnie poczucie humoru, ale na pewno nie inteligencja. Jak szef w pracy mu kaze dokonczyc papierkologie a on przyniesie origami to tez wg opa bedzie swiadczyc o inteligencji?
@MurrayRothbard "Dla inteligentnych dzieci edukacja publiczna jest jedną wielką zgadywanką, jaka odpowiedź zadowoli Grażynkę o IQ równym 95"
Zależy na kogo się trafi. Miałem na maturze (w c⁎⁎j lat temu ;)) na ustnym "przedstaw dowolne dzieło kinematograficzne poruszające wątki moralności i wiary"(mniej więcej).
Co op zrobił? Przedstawił Pulp Fiction (mało czasu było na zastanawianie się) jako dzieło takie właśnie tematy poruszające, nie stronił od barwnych opisów gwałtu homoseksualnego, przedawkowania narkotyków i zabójstwa ziomków od walizki oraz przemianę Julesa.
Op dostał celujący a Pani polonistka (notabene na nazwisko miała Szymborska lat jakoś 65) jak po maturze opa spotkała na mieście z rok później, mówiła że otworzył jej oczy na nowoczesne kino i że obejrzała wszystkie filmy Tarantino - na ów czas było ich 5 - a pulp fiction 3 razy.
Sir Ernest Rutherford, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki i przewodniczący Royal Academy, opowiedział kiedyś następującą historię:
Pewnego dnia zatelefonował do mnie pewien kolega. Właśnie miał oblać jednego ze swoich studentów za błędną odpowiedź na pytanie z fizyki, lecz tamten upierał się, że powinien dostać maksymalną ilość punktów. Obydwaj zgodzili się, aby tę kwestię rozstrzygnął niezależny sędzia i wybrano do tego celu mnie.
Czytam więc pytanie egzaminacyjne: „Wykaż, w jaki sposób można określić wysokość budynku za pomocą barometru.”
Student odpowiedział: „Bierzemy barometr na szczyt budynku, przywiązujemy barometr do liny, opuszczamy go na ulicę, zwijamy z powrotem i mierzymy długość wykorzystanej liny. Jej długość odpowiada wysokości budynku.”
Faktycznie, jego żądanie dotyczące maksymalnej ilości punktów było w pełni uzasadnione, gdyż jego odpowiedź była jak najbardziej prawidłowa! Z drugiej strony, oznaczałoby to przyznanie mu najwyższej oceny z fizyki, podczas gdy jego odpowiedź nie potwierdzała takiej wiedzy. Zasugerowałem, aby spróbował jeszcze raz. Dałem mu sześć minut na zastanowienie się, ale zastrzegłem, że odpowiedź powinna zawierać jakiś element wiedzy z fizyki.
Po pięciu minutach zauważyłem, że nie napisał nic. Zapytałem więc, czy chce się poddać, ale odpowiedział, że zna wiele rozwiązań i zastanawia się nad najlepszym. Przeprosiłem go zatem i kazałem kontynuować. Po kolejnej minucie odpowiedź była gotowa:
„Bierzemy barometr na szczyt budynku i wychylamy się poza krawędź dachu. Upuszczamy barometr na ziemię, mierząc czas jego lotu stoperem. Następnie za pomocą wzoru x=0.5at^2 obliczamy wysokość budynku.”
W tym momencie zapytałem mojego kolegę, czy chce się poddać. Pokiwał głową na tak i przyznał studentowi niemal najwyższą ocenę.
Kiedy wychodziłem, zawołałem do siebie jeszcze raz studenta i spytałem go o te pozostałe odpowiedzi, nad którymi się zastanawiał.
Cóż – odpowiedział – jest wiele sposobów na określenie wysokości budynku za pomocą barometru. W słoneczny dzień można np. zmierzyć jego wysokość, następnie wysokość cieni jego i budynku i z prostej proporcji określić wysokość samego budynku.
No dobra, a co z tymi pozostałymi metodami?
Jeśli pan chce, można obliczyć to podstawową metodą mierzenia wysokości. Bierzemy barometr i zaczynamy iść po schodach budynku. Podczas tej wspinaczki odmierzamy na ścianie długości barometru i docierając na samą górę znamy jego wysokość w długościach barometru.
Dosyć bezpośrednia metoda.
W rzeczy samej. Jeśli chciałby pan coś bardziej wyszukanego, możemy przywiązać barometr do końca sznurka i użyć go jak wahadła. Mierzymy wtedy siłę grawitacji na wysokości ulicy, a później na szczycie budynku. Z różnicy tych wyników można łatwo obliczyć jego wysokość.
Na tej samej zasadzie możemy przywiązać barometr do liny i opuścić go do poziomu ulicy i wtedy z okresów wahadłowego ruchu obliczyć samą wysokość.
No i w końcu prawdopodobnie najlepsza metoda. Bierzemy barometr, idziemy do piwnicy i pukamy nim w drzwi kierownika. Kiedy nam otworzy, mówimy: „Panie Kierowniku, mam tutaj świetny barometr. Jeśli powie mi pan, jaka jest wysokość tego budynku, barometr jest pański.”
W tym momencie zapytałem owego studenta, czy zna konwencjonalną odpowiedź na to pytanie. Przyznał że owszem, zna ją, ale miał dość mówienia mu przez szkołę, nauczycieli i kolegów tego, w jaki sposób ma myśleć.
Student nazywał się…
Niels Bohr
@michal-g-1
nigdzie nie jest napisane, że nie można tego narysować keczupem, albo narysować na plecach koleżanki siedzącej z przodu.
Keczupem bym uznał. Rozrysowanie na serwetce też. Pleców koleżanki nie można dołączyć jako załącznik do testu, więc odpadają z powodów formalnych.
Zadania powinny być tworzone możliwie precyzyjnie albo odpowiednio zawężone. Kontekst kontekstem, ale szkoła powinna też uczyć i doceniać odpowiedzi prawidłowe, które nie zostały przewidziane. Dzięki temu obie strony uczą się precyzji, a nie funkcjonowania w obszarze domysłów, kontekstów i "jednej możliwej opcji".
Oczywiście są granice absurdu, są nimi np. plecy koleżanki.
XD dzieciak poprawnie zrobił zadanie a tu dzbany porównują do rysowania ketchupem na plecach koleżanki xD
Jeśli zadanie nie jest sprecyzowane to nauczyciel nie ma prawa uznać tego za niepoprawną odpowiedź. Wystarczyło w zadaniu dopisać dosłownie jedno słowo żeby sprecyzować, ze chodzi o zegar analogowy.
@Reminev nie sranie do paczkomatu wynika z kultury osobistej. Tutaj mamy sytuację, gdzie prawdopodobnie dziecko było sprytniejsze od nauczycielki. Tz. ono rozumiało czym jest zegar i rozwiązało zadanie zgodnie z poleceniem. Gdyby nauczycielka realnie była inteligentniejsza to napisała by narysuj zegar, którego wskazówki pokazują 10 po 11. I owszem bronił bym nauczycielki, gdyby nie fakt, że jest ot uczenie dzieci podążania schematami. Potem w szkole średniej okazuje się, że uczeń obliczający miejsca zerowe funkcji kwadratowej przy wykorzystaniu wzorów Vieta mimo zapisania z jakiej równości to wynika dostaje banie bo wszystko trzeba robić tak jak krok po kroku opisano w podręczniku. Idąc tym tokiem rozumowania to po co uczyć się mnożenia, dzielenia, dodawania i odejmowania jak można nauczyć się wciskania klawiszy na kalkulatorze?
@Reminev pytanie powinno być skontruowane tak aby nie było pola do dowolnej interpretacji. To jest właśnie precyzja wydawanych poleceń. I nie, nie trzeba pisać niczego w postaci kodeksu drogowego, ch⁎⁎⁎wa hiperbola. Jak ktoś wyżej wspomniał, wystarczyło dodać JEDNO słowo. I polecenie byłoby precyzyjne i niepozostawiające pola do nadinterpretacji.
Jeśli to jest test dla dzieci, to ważniejsze jest nauczenie ich nieszablonowego myślenia, kreatywności w rozwiązywaniu problemów i odwagi w wychodzeniu przed tłum. Niestety typowa szkoła robi dokładnie odwrotnie. Moje dziecko może nie umieć odczytać zegara z wskazówkami, nie wiedzieć w którym roku była bitwa pod Grunwaldem, ani umieć tabliczki mnożenia (wszystko może sprawdzić na komórce), ale jeśli uda się przejść przez edukację z cechami wymienionymi na wstępie to będzie miało sto razy większe szanse na sukces niż kolejny pilny uczeń z czerwonym paskiem, który boi się myśleć samodzielnie, odezwać inaczej niż inni oczekują i jedyne co potrafi to powtarzać to co przeczytał...
@MurrayRothbard taaa, przeintelektualizowani ludzie ktorzy myślą ze sa sprytni, zdolni, tacy k⁎⁎wa alterntywni a jedyne co utrudniają wszystkim wokoło życie.
normalnie typowe kuce z polibudy, albo korwinisci.
@drhab i przez takie myślenie polska wygląda jak wygląda, bo każdy do⁎⁎⁎⁎dala sie niewiadomo do czego, jak jest zakaz srania psem to tacy jak ty będą debatowac czy sraczka też sie liczy, albo czym jest pies.
@michal-g-1
W pewnym sensie tak, choć mi bardziej chodziło o precyzję drugiej strony - czyli samej szkoły. Jeżeli w zadaniu byłoby podane słowo "wskazówki" a nie "zegar", to nie byłoby problemu, odpowiedź nie mogłaby zostać uznana.
Podobny problem dotyczy metody rozwiązywania zadań - jeżeli ta nie jest sprecyzowana, można posłużyć się dowolną metodą, nawet jeżeli nie ma jej w programie nauczania.
Oczywiście nikt nie wymaga od nauczania początkowego, żeby kształciło precyzję
@MurrayRothbard mieliśmy dwie identyczne pracę oddane z kumplem w gimnazjum w tej samej klasie na tym samym sprawdzianie. On 4-, ja 3 +. Od tamtej pory zacząłem mieć wyjebane na oceny a i tak kończyłem klasy do matury ze średnia powyżej 4. Dla inteligentych ludzi nauka w szkole to "depresja" dla chęci przyjmowania wiedzy
@MurrayRothbard Publiczna edukacja to zrównywanie do poziomu szarej, bezmózgiej masy i ekspozycja na wszelakiej maści patologię, która nigdy nie powinna trafić do placówki edukacyjnej.
muh bez publicznej edukacji wszyscy byliby gupi!!!!!!
Pokłosiem publicznej edukacji jest to, że kilkadziesiąt % Polaków myśli, że nie płaci podatków, a pieniądze rosną na drzewach, albo można je drukować.
Ciekawostka - w 1890 w USA 95% Amerykanów powyżej 15 r.ż. potrafiła czytać i pisać. Dzisiaj 40% dorosłych Amerykanów ma problem z przeczytaniem i zrozumieniem tekstu na poziomie szóstej klasy
Bo gdyby publiczne szkolnictwo miało kształcić, to system dupokratyczny upadłby pod ciężarem własnych absurdów.
Wszyscy się mylicie, bo szukacie rozwiązania "problemu" w sposobie oceniania tego zadania.
Problem nie leży w sposobie oceniania, a w samym fakcie oceniania. Przecież prawdziwym celem tego zadania nie jest uzyskanie obrazka, tylko sprawdzenie, czy uczeń potrafi odczytywać godziny z zegara. Niezależnie od tego, czy ocenimy to rozwiązanie pozytywnie, czy negatywnie - nadal nie będziemy tego wiedzieli. Bo być może uczeń potrafi, ale jest śmieszkiem, a być może nie potrafi i cwaniakuje (jest jeszcze możliwość, że niezależnie czy uczeń potrafi czy nie, to naprawdę nie zrozumiał istoty zadania, i narysował ten zegarek zupełnie serio).
Tutaj nie ma błędu, ani ze strony ucznia, ani ze strony formułującego zadanie. Tutaj mamy nieporozumienie, które należy wyjaśnić. Nauczyciel powinien po prostu zwrócić dziecku ten arkusz, i powiedzieć, o co mu chodziło. Tylko tyle, i aż tyle.
W pierwszej klasie mój syn miał arkusz z obrazkami, pod którymi miał napisać ilość spółgłosek w danym słowie.
Na jednym z nich był schematyczny rysunek kota, pod którym mój syn wpisał liczbę 4.
Poproszony o wyjaśnienie, ze śmiertelną powagą zaczął literować: T, Y, G, R, Y, S.
Zaloguj się aby komentować