Cześć. Prawdopodobnie mam autyzm - psychiatra tak uważa. Ujawniło się to po zmianie pracy. Wiele lat stabilnej roboty, a teraz pracuje intensywnie, dużo się dzieje i po 1-2h mam już przeciążenie sensoryczne. Pytanie do osób, które mają tę przypadłość - jak sobie z tym radzicie? Dla mnie to nowość


P.S. mam też ADHD, ale wiem od lat


#autyzm #asd #adhd

Komentarze (45)

@Pocisk_Nuklearny spektrum autyzmu jest bardzo szerokie, więc ciężko miałby ci ktoś doradzić, bo nie wiadomo jaki rodzaj i jaki stopień. Osoby na przeciwnych biegunach mogą być bardziej różne od siebie niż od osoby bez autyzmu.

To co mówi @onpanopticon Tomeczku @Pocisk_Nuklearny: są różne levele, od małego do takiego, że np. masz dziwne zafascynowanie w daty, liczby, przez taki że zwracasz uwagę na detale, a masz problem z ogarnianiem całości (np. patrząc na obraz) kończąc na tym, że gapisz się w pralkę przez 2h jak wiruje albo zapamiętujesz całą książkę słowo-w-słowo jak sawanci.

Mnie zdiagnozowali jako dorosłego: testy + rozmowy z lekarzem. Moje "objawy':

  1. Naturalnie mam problemy z nawiązywaniem znajomości z ludźmi. Czuję, że jestem inny, wiem że byłem, jestem i będę samotny.

  2. Czasem mam problem załapać żarty, ironię. Mam wrażenie, że ciężej mi zrozumieć ludzi, a zdecydowanie łatwiej komputery.

  3. Stresuje mnie kontakt wzrokowy, a jak już zdarzy się z BABAMI to dopiero, poza tym nie cierpię rozmawiać przez telefon, wolę wysłać mejla, czy smsa, więc aż dziw że przebolałem i spotkałem się na #hejtopiwo po czym okazało się, że było miło... ale nawet jakbym znów miał się spotykać z tą samą ekipą to czułbym taki... strach?

  4. Jeżeli jest jakaś duża zmiana, np. wyjazd czy coś to mnie to podświadomie MEGA, MEGA, MEGA stresuje. Przed pierwszym wyjazdem do Niemiec (jechałem w delegację) w ciągu 3 dób spałem łącznie ZERO minut. Ale to już po tych rozmowach w lekarzami. Im mówiłem, że np. spałem też 0 minut przed maturą z polskiego (pierwszy dzień) czy zdawaniem prawa jazdy i pokiwali głową w zrozumieniu.

  5. Jestem detalistą (nie, nie daltonistą, DETALISTĄ xd... choć już udało mi się jako-tako nad tym zapanować). W pracy praktycznie nigdy błędów nie popełniałem i dawali mi najgorsze gunwo do roboty które dowiozłem, a przy tym sam znajdowałem "problemy na każde rozwiązanie" jak to mawiali bo nie było problemu, a ja już myślałem 3 kroki dalej... Nie, nie umiem grać w szachy. Oprócz tego #grammarnazi, choć również udaje mi się teraz "popełniać" błędy jak neurotypowi (tzn. normalni).

  6. Zdarza mi się coś powiedzieć, co wydaje się śmieszne, albo normalne ale ludzie się dziwią, że nie przystoi. Mam wrażenie, że czasem mam problem zrozumieć sytuację, to co wypada czy to co nie. Dlatego chyba tu pasuję na Hejto i jeszcze bana nie mam, bo bierzecie mnie albo na poważnie, albo że śmieszkuję, bo u mnie to jest mix xD

  7. Oprócz tego lubię także pewne "wzorce" choć nie jestem fanbojem tego, ciężko mi to opisać. Niby nie segreguję ubrań, czy ikon na pulpicie ale czasem lubię mieć coś zrobione od linijki. Np. jak robiłem sprawozdania z labek na studiach to bardzo dbałem o estetykę, mimo że wiedziałem że mało kto na to zwróci uwagę, bo ważniejsza jest treść.

  8. Kompletnie nie umiem into small talk.

  9. Zrozumienie własnych emocji, uczuć albo innych za każdym razem próbuję analizować, w sensie przyczyna -> skutek. Spotaniczność jest dla mnie ciężka, czymś nielogicznym.

  10. Czuję, że nie umiem into wiele rzeczy, dlatego jak chcę coś zrobić, to potrafię to robić godzinami, nawet jeśli to mało opłacalne. Taka... upartość? Tylko, że wtedy zamykam się w swoim świecie (pudełku nicości #pdk) i cyk mija parę godzin.

@Atexor 3,4,8, 9 i 10 też mam na 100%. Pozostałe nie do końca. :) Każdy trochę sam musi poznać swój typ, ważne by wiedzieć że się go szuka

@Ragnarokk te punkty nie mają tutaj niczego związanego z powtarzalnością, schematami i zwracaniem uwagi na szczegóły (daty, liczby, wzorce)... Może po prostu nieśmiały jesteś? Choć daleko mi do bycia lekarzem. Oczywiście, każdy ma swój typ i summa summarum cieszę się, że miałem możliwość "bycia pod obserwacją" i zrobienia oficjalnych tych testów. Pomogły mi nie tyle zrozumieć siebie (bo nadal nie rozumiem), ale wyjaśnić że nie jestem całkowicie zje...ny bo jestem zje...ny, ale że część tego wynika właśnie z tego, że mój łeb trochę inaczej funkcjonuje.


@CzosnkowySmok (づ•﹏•)づ

@Atexor Nie, to nie nieśmiałość, na pewno. Ja nie mam oficjalnej diagnozy, ale pół mojej rodziny z młodszych pokoleń już ma :)

@Ragnarokk cóż, w sumie nie ma ludzi zdrowych*, tylko niezdiagnozowani :D
*choć autyzm to ponoć nie choroba, ale ciężko mi to tak traktować, bo de facto utrudnia życie

@Atexor tak przeczytałem i mam w sumie po trochu wszystkiego. Różnica zapewne jest taka, że u ciebie jest to na poziomie 9/10, a u mnie 4/5 i stąd łatwiej mi oswoić, albo wręcz przyzwyczaić. Wszak o ile kiedyś stresowały mnie rozmowy telefoniczne, to po tysiącach rozmów z klientami już tego nie mam. Z resztą jest podobnie. Im więcej obcuję, tym naturalniejsze się staje, co zapewne u ciebie nie ma miejsca.

@onpanopticon 9/10 to raptem o 1/10 więcej od 4/5. O tym właśnie mówię, ale domyślam się że chodzi Ci o 4-5 z 10 xD
Ja w pracy mam niemal codziennie meetingi po angielsku i niemiecku na Teamsach, zdarzy mi się z nimi na żywo gadać po angielsku i też stres jest... ale do fona nadal tak mam. Nie czuję, aby tutaj mój progres "urus". Dużo też pewnie wynika z tego, że jestem takim stereotypowym piwniczakiem i może jakbym więcej przebywał wśród ludzi to by było lepiej.


Na razie w biurze mieliśmy powrót ludu z pracy zdalnej (wcześniej było raptem parę osób, teraz od 2 tygodni przed świętami koło 25), więc zawsze to szansa na wyrobienie jakichś skilli... tylko czy po 30 jest jeszcze szansa na uspołecznienie się?

@Atexor z telefonu pisałem i się jebłem, a nie przeczytałem przed wysłaniem Czasami tak mam, że piszę jeszcze poprzednie zdanie, ale myślami jestem już przy następnym i wychodzą bzdury. Na kompie jeszcze ogarnę zanim wyślę, ale na telefonie chuja widzę w tym okieneczku


Nie wiem jak trudno tobie przychodzą zmiany, ale mi po 30 weszło sporo i z czasem weszły w krew. Sądzę, że nawet łatwiej niż wcześniej, bo ogólnie zeszło ze mnie "ciśnienie oczekiwań". Zarówno swoich jak i otoczenia. Czyli mniej się przejmuję jakimiś faux pas, jakimiś porażkami, wtopami, czy że coś zrobiłem inaczej niż ktoś sobie życzy. Nadal mi niefajnie, ale już mnie to nie dręczy, więc szybko zapominam. Kiedyś jednak te wszystkie pierdoły za mną chodziły i trudniej było powtarzać, skoro się non stop parzyłem. A dzisiaj "fire walk with me", mam w dupie. Dużo tego życia nie zostało, to nauczyłem się olewać co tam komuś nie pasuje. I dzięki temu też po tej trzydziestce jakoś "same" się ponaprawiało sporo dokuczliwych dziwactw. A uspołecznienia nigdy nie będę miał w pełni naturalnego, bo jestem osobą specyficzną, raczej ludzie sądzą, że ich nie lubię, bo tak się zachowuję (potrafiłem w żartach kogoś tak obrazić, że się popłakał, a ja myślałem, że to zabawne). Aczkolwiek samo obycie i ciągłe wystawianie się na to sprawiło, że się odnajduję i to rozumiem. Dlatego się czasami nie odezwę xD

@onpanopticon heh, mam podobnie, tylko że akurat na PC - tylko ja zaczynam pisać następne zdanie aby nie zgubić myśli, a zapomnę dokończyć/poprawić starego i potem widzę babole xD. Kiedyś tak nie miałem. Z pozostałymi rzeczami mam jak Ty, miej wyjechane a będzie Ci dane :P. Z tym obrażaniem to czasem tak w pracy sobie robimy dla żartu. Może nie do płaczu, ale raz udało mi się zasadzić coś grubego/czarnohumorowego co wkurzyło kolegę xD


Szkoda, że socjal skille jednak z wiekiem nie rosną. Trochę ta samotnia w piwnicy czasem doskwiera, a i moje "dziwactwa" nie pomagają rozwiązaniu tego

@Atexor trzeba znajdować podobnych do siebie i nie mieszkających na drugim krańcu kraju, to jest dużo łatwiej. Nawiasem to też dużo uczy. Spotkałem kiedyś gościa bardzo podobnego z charakteru do mnie. Na początku się polubiliśmy, ale zauważyłem też, że zajebiście mnie wkurwia czasami. Uświadomiłem sobie wtedy, że ja robię dokładnie tak samo i skoro to irytuje mnie, który to jakoś tam rozumie, to jak mocno musi wkurwiać osoby o innym podejściu. Zobaczenie siebie w krzywym zwierciadle wiele daje

@bojowonastawionaowca na #hejtopiwokatowice - te pierwsze

<owca_teraz_obczaja_który_to_ja_na_zdjęciu>


@onpanopticon no tak, tylko weź poznawaj ludu jak siedzisz w piwnicy - sam nie wyjdziesz przecież gdzieś do ludu. A na hejto są tylko 3-4 kobiety i to mężatki xD. Z 2x na rok może się spotykam z paroma kolegami i raz byli zdziwieni, że nigdy nie byłem w gruzińskiej a innym razem że nigdy ramenu nie jadłem - no ale gdzie, sam mam ze wyjść i jeść? Bez sensu. Najłatwiej poznawać ludu przez znajomych. Raz pomyślałem, że może na grupkę rowerową dołączę na fb (w sumie nadal jestem) i tam ludzie non stop się zapraszają w trasy po 100-200km, a nawet i więcej. No ja z moją kondychą i kością ogonową to 30-40 km może, a samemu dupy nie chce mi się ruszyć.


Ale fakt - słyszałem o takiej technice, z nurtu psychoterapii gdzie musisz patrzeć na siebie jakbyś stanął obok i był dzieckiem i byś oceniał te zachowania dorosłego siebie, ponoć łatwiej ogarnąć własne przywary

@Atexor na hejto możesz poznać facetów. Szukanie kobiet po internecie może być zwodniczą techniką xD Trochę ich tak poznałem i ogólnie... nie polecam. Choć i na hejto widać, że bywa inaczej, to mi się jakoś tak nie poszczęściło.


Co do roweru, to widzisz, ja jeżdżę sam i nie płaczę Teraz to już nawet odrzucam niektóre zaproszenia, bo najlepiej mi się jeździ samemu. Kondycję zrobisz rach ciach. Zaczynałem w maju po 30km, a już w czerwcu robiłem 100 dziennie. Rower nie jest aż tak wymagający jeśli liczy się tylko dystans, każdy udziubie, trzeba tylko odgruzować nogi i pójdzie. Wystarczy kręcić regularnie i co ważne - wolno, bez napiny. Tak, żebyś nie sapał, tylko mógł w teorii rozmawiać bez łapania oddechu. Tak robisz bazę i szybko zwielokrotnisz kilometry i formę do pyrkania. Z miesiąc niezależnie od zdrowia i możesz się umawiać na wspólne jazdy. Tam zawsze są też ludzie którzy jadą na robienie bazy, więc tempo wolne jest. Jak daleko nie mieszkasz, to możemy się kiedyś zgadać. A kość ogonowa nie ma nic do rzeczy tak nawiasem xD Może mieć i cały ogon, nie przeszkodzi ci jak weźmiesz odpowiednie siodełko.


Punkt zaczepienia masz, idź w to.

@onpanopticon no... powiedzmy że kiedyś 2 poznałem i okazały się mówiąc bardzo lekko... rąbnięte. Jezu, co by to było jakby z tego miała być jakakolwiek relacja. Brrrr.

U mnie z kością ogonową serio jest jakiś problem xD, nawet za dzieciaka miałem problem robić brzuszki na WFie na parkiecie, nie z powodu kondycji ale bo mnie ta kość bolała. Musiałem leżeć lekko krzywo, bo inaczej czułem że sobie coś wbijam. Miałem rower z szerokim siodełkiem, teraz mam z jakimś węższym z pianką, wydaje się wygodnie ale max na nim zrobiłem jakoś 60km (tylko raz) i nie czułem nie tyle co nóg, bo to "życiówka", co dupy xD. Ogólnie kojarzę że tam się mierzy od spodu do pachwiny, jakieś kąty i wuje-muje-dzikie-węże aby prawidłowo dobrać siodełko. Co prawda nie ustawiałem tego i nie dobierałem tak siodełka (bo było kupowane z całym rowerem), ale czuję że to nie tu problem. Nawet pieluchomajty rowerowe mam kupione i nic nie dały xD. Jak księżniczka na ziarnku grochu.

Poza tym kiedyś chyba już na hejto wspominałem, że jestem leń. Muszę mieć pewien cel/motywację, bo nie umiem się niejako bardziej odprężyć. Jak się na czymś zafixuję to nie ma zmiłuj. Tak było z hejtobry, tak miałem z przechodzeniem Wiedźmina 3 (ponad 700h spędziłem i zgłosiłem kilkaset bugów to CDP xD), tak mam z pracą i dodatkowymi zleceniami gdzie miesiąc w miesiąc tyram po 300h aby nazbierać na mieszkanie (bo nie chcę kredytu).


Ogólnie domyślam się, że pewnie jadąc (czy robiąc cokolwiek poza smalltalkiem i nauką niemieckiego xD) częściej to poprawiam swoje skille. Kiedyś miałem małą fazę na bieganko. Myślałem, że raz zdechnę po 3km, potem miałem 5, 7 a rekordowo 11 km w listopadzie :P

Tak w ogóle z jakich okolic jesteś?

9448e12d-353b-42c3-9c5a-ef96a46992c9

@Atexor na początku dupka i tak trochę boli i musi się przyzwyczaić. Tego się nie uniknie Siodełko najlepiej twarde, z miejscem na jądra (czyli nie takie płaskie jak na zdjęciu, tylko z tunelem). Możesz sprawdzić jaki masz rozstaw kości guzicznych i na tej podstawie sobie domierzać siodło. Żebyś siedział głównie na tych kościach właśnie i były one na siodle Niektórzy mają szeroki rozstaw, kupią wąskie i siedzą w sumie na tkankach miękkich i boli. No i siodło trzeba pochylić w przód trochę, żeby więcej ciężaru dać na ręce, a nie siedzieć jak w fotelu. Trochę przyzwyczajenia dupy i obtrzaskania, a po dwóch tygodniach tematu nie ma. Kość guziczna nie uczestniczy w ogóle w procesie, bo masz być pochylony do przodu, a nie na tronie siedzieć xD Ofc pieluchę bierz.


Wieśka koło świąt, jakoś 19 chyba zacząłem i już mam prawie 200h tak nawiasem xd (edit, zerknąłem na steama i przeszacowałem 130 xd z czego 10 wbite kiedyś jak mi nie podszedł)


Bieganie jest na pewno trudniejsze do wejścia i bardziej obciążające. Rower jest taki, że jak się przyzwyczaisz i wykręcisz trochę kilometrów, że te pierwsze bóle znikną - to można jeździć już non stop. Potem się jeździ rzecz jasna coraz szybciej, ale jeśli głównym celem jest dystans do pokonania, to w sumie ile wytrzyma dupa i głowa, a nie same nogi, czy kondycja Więc temat odległości odpada szybko, a jedynie będziesz trenował prędkość. Zrobić 100km na rowerze można hmm w tydzień? 200 w miesiąc. A przygotować do maratonu wielokrotnie więcej.


Jestem spod Częstochowy

@onpanopticon Na myśl o tym żeby jeździć rowerem z kimś to by mi się odechciało. Po to wsiadam na rower by wreszcie mieć te 2h by nie mieć nikogo innego na głowie, najlepiej równy asfalt by się nie przejmować samą drogą, tylko jechać przed siebie ze swoimi myślami

@Atexor Wiesz, ja ogarnąłem że to mam mając 35 lat kiedy diagnozowałem kaszojada.

"Przecież on jest taki sam jak ja byłem w jego wieku" - potrzebowałem za dużo czasu by dodać 2 do 2


Teraz to mi dużo wyjaśnia z mojej wcześniejszej historii, ale jakoś funkcjonuję bez większych problemów. Podobnie jak @onpanopticon - przeszedłem od nienawidzenia telefonów do bycia głównym odbierającym w firmie, rodzinę mam - żona zapewne też nieco w spektrum ale wyżej jak ja. Wiem też teraz czemu tak nienawidzę centrów handlowych, jarmarków i podobnych

@onpanopticon nie wiedziałem, że są takie tunelowane. Kojarzę z wgłębieniami, ale nie na całą długość. Akurat przód mi nie przeszkadzał nigdy, tylko tył ale takie z dziurą na oko Saurona wieżę Saurona byłoby ideolo. W sumie z tą pochyłką też fakt. U mnie taka regulacja jest dość poryta i mogę odkręcić śrubę, ale dość średnio mogę dać lekki uchył (obecnie jest minimalnie skierowane w dół do przodu). Z perspektywy czasu też myślałem, że jest on lekki (bo poprzedni miał 20kg, ten 17kg), że aż koledzy się zdziwili... polsko-chiński romet. Pewnie waga też swoje robi, ale jak go kupowałem z dekadę temu to tani nie był a i chciałem trekkingowy, aby ew. było gdzie dać dodatkową wodę xD


Wieśka zazdroszczę Ci tego "nieprzeszednięcia" jeszcze. Grałeś w 1/2? Albo książki? Dla mnie jedyneczka (czwarty rozdział) jest najbardziej klimatyczna, swojska... ale ludzi odstrasza obecnie sterowanie. Aczkolwiek samo to jak Geralt nadnaturalnie wywija mieczem to jest jak dla mnie najbliższy opisom z książek.


PS. Częstochowa... myślałem, że środek Polski, albo okolice Gdańska jak wielu. Czyli not great, not terrible, bo ja (od)Bytom. 60km w jedną stronę :P
Może by dało radę... choć akurat bieganko chyba było łatwiejsze xD

4d8a5915-9518-4f64-93f8-c1c0bbbf05bc

@Ragnarokk rozumiem spokój i odpoczynek od przeboźdźcowania. Wbrew pozorom introwertycy i osoby nielubiące zgiełku mają więcej energii od ekstrawertyków dlatego potrzebują odpocząć w spokoju od emocji, a ekstra naładować akumulatory towarzyskie. U mnie jest tak, że samemu właśnie nie mam za bardzo motywacji na nic. Tłumów też nie lubię, ale taki ktoś kto daje kopa w dupę od razu +10 do chęci do życia i innych tego typu


Fajnie, że udało Ci się znaleźć żonkę na podobnych falach, chyba łatwiej tak funkcjonować niż ekstra vs intra. A tak kameralnie można gdzieś razem porobić, pojechać, pozwiedzać, bez potrzeby bycia w centrum uwagi na parkiecie w jakichś klubach.

@Atexor Bytom to kawałeczek, to ja w zasadzie co drugi dzień mogę jeździć w twoich okolicach, bo latem takie dystanse robię, że luzik xd i tak muszę kwadraty tam pozbierać, to będzie sporo okazji.


Co do tunelu, nie chodzi na całą długość, ale większość na pewno. Nie musi być dziura, może być wnęka, byle nie siedzieć na płaskiej desce.


Waga spora, chociaż jeździłem kilka miesięcy na 15kg mtb i git. Na bikepackingu się więcej tobołów wozi i jakoś bardzo się to nie odbija.


Co do pochyłu to możesz wymienić od razu i siodło i sztyce, to wyregulujesz dowolnie.


W kwestii Wieśka dopiero wsiąkam. Już kupiłem książki, będą czytane. A starsze gierki też mam zamiar ograć, ale to swoją drogą. Trochę mi zeszło żeby wejść do tego świata, bo zawsze miałem na oku coś ciekawszego, ale już mnie na tyle zajaralo, że przyswoje wszystko w temacie w tym roku xd

@LuigiGDA nazw testów nie pamiętam, pamiętam jeden z nich - robiłem go chyba przez prawię godzinę. Zawierał kilkaset pytań i odpowiedzi typu ABCD. Jedyne pytania jakie pamiętam dotyczyły ognia, bo było kilka typu czy lubię się nim bawić etc. mniej lub bardziej zawoalowane i pytałem się po co powielają je (albo inne), a to chodziło o to aby sprawdzić, czy ktoś nie kłamie w tych pytaniach. A leki? Brałem na deprechę, ale nic nie dawały (poza paroma kilo w nadmiarze). Nawet skutków brania/odstawienia nie miałem. Mam bardzo upartą psychikę i jak nawet miałem rozmowy z lekarzami, to oni próbowali złamać mój sposób myślenia (bo na tym de facto polega często terapia, znaleźć punkt zaczepny aby zauważyć luki w tego pojmowaniu i spróbować inaczej na coś spojrzeć). A ja w tym samym czasie miałem na wszystko odpowiedzi i "atakowałem" (niespecjalnie) ich sposób myślenia xD. To są te 3 kroki do przodu które opisywałem. Bardzo analizuję niektóre sytuacje aby być na wszystko gotowym. Na autyzm nie ma leków. A te co brałem to przestałem je brać po jakoś 2-3 latach, bo to nie miało sensu.

@onpanopticon heh, kawałeczek XD. 60km w jedną czyli mój rekord. A to w teorii bo "pod Częstochową" możesz mieć też na północy więc jeszcze dalej. Co do dziury, to właśnie patrzyłem na stricte te tunelowe, czyli wgłębienie na sprzęt i parę modeli, gdzie owy tunel przechodził przez całość jak na focie poniżej i tutaj faktycho moja kość ogonowa byłaby chyba w powietrzu (jeśli siodełko by się nie zapadło).

w sumie nie wiedziałem, że ten pręt do siodełka to sztyce - dobrze wiedzieć. Ale jak patrzę, to wszystkie są podobne na kształt klucza francuskiego a siodełka mają takie szprychy-rurki. Myślałem, że są inne "montaże" i regulacje, ale jak patrzę na foty w necie to wszystko jest na jedno kopyto O.o. Jak tu regulować kąt?


Co do Wieśka - ja miałem bodajże 3 podejścia do W1. Za pierwszym razem mama mi zabroniła w to grać bo dzieciak byłem a gra dla dorosłych. Za drugim razem przerwałem grę w pierwszym akcie po prologu bo nie rozumiałem jednego dialogu z Dzikim Gonem, stwierdziłem że za dużo tracę bo nie znam książek. No i do biblioteki rausss. Wszystko przeczytane i potem na nowo zacząłem :D

Polecam serio. Dużo smaczków się poznaje znając książki.

e7154d42-60ca-42e9-aaa1-a77a109da2d0
ce92314e-4933-4c82-81a3-64fb7201159f
49cf53a0-8f2b-48f8-8c29-0a2301f6e59d

@Atexor każda sztyca ma regulowanie pochylenia i twoja też ma Ten taki wózeczek na którym montujesz - po odkręceniu można go przesuwać w rowkach na boki i tym samym zmieniasz pochylenie. Nieraz nie trzeba tego robić, jeśli zmieniasz tylko troszkę, bo samo siodełko na tych jak to nazwałeś drutach xd często ma też narysowane miarki. Czy do kąta, czy do odległości siodła od kierownicy. Bo nie musisz go montować idealnie pośrodku, możesz przysunąć bliżej kierownicy bądź dalej i też się deczko zmieni pochylenie. Niemniej to akurat polecam mniej. W każdym razie regulację masz. Wygooglaj sobie jak się to robi i będzie najprościej.


To siodło z pierwszego zdjęcia - superanckie. Tylko jak mówiłem, zmierz sobie rozstaw kości na dupsku, żeby one były pośrodku tych gąbek. Nie trzeba jakoś idealnie, niemniej jak masz specyficzny układ kostny, to może ci być niewygodnie na zajebistym siedzeniu i odwrotnie. Nie bierz tylko miękkich - one są fajne na 20/40 kilometrów. Im dalej w las, tym gorzej, bo niby wygodnie, ale obciskają ci tkanki dupska szerzej, a potem boli i łatwiej o obtarcia.


W okolicach Bytomia będę zapewne z 10/15 razy w tym roku, żeby zbierać kwadraty Pewnie ze 3 razy podjadę pociągiem, objeżdżę stówkę i wrócę normalnie rowerem do chaty. A dokładnie do centrum Bytomia mam 45km.


Wieśka jak pisałem, będę ogarniał. Książki rzecz jasna wejdą jak złoto, ale ja wszystko tak poznaję od dupy strony. Też najpierw oglądałem filmy Władcy Pierścieni, a dopiero później czytałem książki.

@onpanopticon w końcu przed kompem i na spokojnie mogłem nadrobić wszystko :D
Dzisiaj już kaput, ale zaciekawiłeś z tą zmianą nachylenia, bo faktycznie mam tam narysowane miarki (w sumie nie wiem po co no ale pogoogluję). Po prostu dziwi mnie to, że zamiast czegoś w kształcie uciętego poziomo koła "U" jest coś na zasadzie "\__/" , zn. górka, płasko, płasko i znowu górka i że niby to lepsza regulacja, tak wydaje się że lekko przesunę za bardzo i od razu leci w górę/w dół. Muszę w weekend to zobaczyć, bo mnie serio ciekawi.

I tak, słyszałem że na króciutkie trasy lepiej miękkie, na dłuższe lepiej twarde siodełko xD
Kwadraty na rowerze... kojarzę takich świrów co robili #zaliczgmine - też masz tak w planach? A 45km to faktycho "w dobrą stronę" blisko :)

A wieśka mocno, mocno, mocno zazdroszczę że masz możliwość poznania to od zera. Mam problem z pamiętaniem dat urodzin niektórych członków rodziny, a 18 maja i 19 maja 2015 pamiętam dobrze xD. Najpierw pirat pobrany dzień wcześniej aby sprawdzić czy działa bo miałem GPU za słabe (na premierę miała być reszta plików), następnie okazało się że działa i to jeszcze na wysokich (!), więc cyk do EURO RTV po ory-płytę. Nie żałuję ani złotóweczki :P

W sumie z racji, że poznajesz od dupy strony to potem będzie okazja, aby móc zrobić drugie przejście jak już przeczytasz książki ^^

@Pocisk_Nuklearny no jeśli zmiana roboty nie wchodzi w grę (a nie czarujmy się, że to jakiś amerykański film)- robić jedno konkretne zadanie tak długo, aż się je skończysz i dopiero wtedy w ogóle patrzeć na kolejne. Wcześniej to nawet się nie interesować żadnym tytułem, skrótem ani innymi sneak peakami. Nie dawać sobie wciskać, że już-teraz-natychmiast w jakimś oczekiwaniu, że wyrośnie ci druga para rąk. I polecam słuchawki z ANC- całkiem dobrze odcinają otoczenie, które też często jest głośne i nie pozwala się skupić na tym co robisz

@Pocisk_Nuklearny zależy od tego jaka praca i jakie masz opcje. Przede wszystkim staram się nie doprowadzić do samego przeciążenia np. unikając potencjalnie negatywnych interakcji. Miałem takiego gościa w robocie, co ignorowałem przez 2 lata, nic do niego nie mówiąc i nie reagując na to, co on mówił. Pomagało. Warto też mieć coś co mechanicznie rozładowuje stres, czy to co prowadzi do przeciążenia. Dla mnie to mazianie po ekranie telefonu, inni mają własne sposoby na stimming. Dla przykładu można sobie kupić jakąś małą piłeczkę co ma różne sekcje z różnym oporem w nacisku, albo kostkę co ma różne przyciski. Fajnie jest mieć coś co można po prostu dotknąć i sama tekstura i kształt sprawiają, że świadomość wędruje gdzie indziej. Ja miałem czasem ze sobą gumkę do warzyw w kieszeni, taką różową, dużą. Nie wiem czemu, ale jak się denerwowałem, to pomagało bawienie się nią w kieszeni. Kolega kiedyś mi dał długopis pokryty taką gumą czarną, co miała przypominać oponę. Też było spoko.


To wszystko pomaga też jak już się przekroczy granicę przeładowania sensorycznego. Ja dodatkowo zawsze mam przygotowany zestaw na taki wypadek. Słuchawki - choć te noszę cały czas, ale w poprzednich pracach nie zawsze na to pozwalano i wtedy miałem je tylko do sytuacji awaryjnych - i coś co powoduje, że wracam gdzieś w pozytywne miejsce myślami. Dla mnie to soundtrack z filmu Oblivion lub serial The Big Bang Theory. Po godzinie słuchania nawet najcięższe przeładowanie trochę ustępuje.


Co też jest ważne, wiek ma znaczenie. Młodzi ludzie mają znaczenie więcej problemów z takimi rzeczami, niż starsi, bo z biegiem lat łatwiej jest sobie radzić z trochę ustępującym nasileniem. Nie tylko przez doświadczenie, ale też przez to, że "objawy" stają się mniej dotkliwe, a limity wyższe.

@Pocisk_Nuklearny masz w sobie dwa wilki i wygrywa ten, którego karmisz. Jak nakarmisz pierwszego (wyzwanie w ADHD) to musisz później spłacić dług u tego drugiego (regeneracja w bezpiecznym dla ASD środowisku). Trochę życie na huśtawce i raczej nie są się do tego przywyknąć, ale mając tę wiedzę można sobie to jakoś zaplanować w czasie. Chociażby po to, żeby świat zewnętrzny mógł boleśnie weryfikować nasze plany

To jest projekt i łamigłówka sama w sobie. Powodzenia!

Zaloguj się aby komentować