Cholera, to będzie moja 10 zima w Norwegii. Słońce poszło się j⁎⁎ać, wprawdzie błyśnie przez chwilę raz na parę dni, ale na dobre wróci dopiero za parę miesięcy. Co roku mocniej wchodzi mi jesienna deprecha, chociaż "depresja" to chyba zbyt duże słowo jak na mój stan, w końcu są ludzie, którzy naprawdę borykają się z tą chorobą. Czuję się nieuprawniony do używania tego terminu tak samo jak do odczuwania radości. Mam masę gier a w nic nie chce mi się grać, mam wspaniałą żonę, ale nie chce mi się z nią kochać, mam dobre życie, ale trudno się nim cieszyć. Naprawdę chce mi się napić, chyba tylko żelazna zasada, że nie piję na smutno trzyma mnie z dala od alkoholizmu. Zaczynam rozumieć Norwegów i przyczyny ich problemów z alkoholem i wszelkimi rozweselaczami. Wybrałbym się gdzieś za równik złapać słońca, ale różowy zmienił pracę i nie należy jej się jeszcze urlop. Byle do śniegu, będzie jaśniej, otworzą stoki to będzie co robić... Nie potrzebuję porad ani współczucia (bo i nie mam żadnych realnych problemów), musiałem po prostu wylać strumień swoich myśli. Nie taguję, niech to zniknie w ciemnej toni internetów. Smacznej kawusi, trzymajcie się tam w tą jesień.