W gimnazjum, z ziomeczkiem testowaliśmy jego pierwszy wykrywacz metali. Znaleźliśmy pocisk moździerzowy jak na zdjęciu. To było tuż przy dużym, jedynym właściwie w okolicy, zakładzie przemysłowym - właściwie przy ogrodzeniu firmy Fructodor w Bolimowie. Zadzwoniliśmy na policję, przyjęli zgłoszenie, poczekaliśmy godzinę - nikt nie przyjechał, zbagatelizowano. Zadzwoniliśmy do znajomego detektorysty, opisaliśmy rzecz... "nie dotykajcie tego k⁎⁎wa, już dzwonię". Schowaliśmy się za jakąś "styrtą" i obczajamy. Pół godziny później przyjeżdża tandem rodzimych milicjantów (pozdrawiam Kunata i Miszte) - postali nad wykopkiem, podrapali się po głowach, zakopali i odjechali xD
Dopiero druga interwencja znajomego poskutkowała ogrodzeniem miejsca taśmą, a kolejne 2 godziny później przyjazdem pirotechników.
A to gówno wyglądało tak: