Liczyłem na zdrowy rozsądek w komentarzach tutaj (bo to nie wypok). No ale się przeliczyłem.
Mimo wszystko spróbuję...
Zauważcie: Każdy taki turysta przywozi pieniążki. Płaci za hotel, za żarcie, za "atrakcje". W "twardej" walucie, czyli w Euro.
Pomyślcie: Jeżeli chcemy żeby rosja padła na pysk, to co trzeba zrobić? Ano wydrenować ich z kasy. Dopóki mają kasę, będą zagrożeniem.
Dlatego niech tutaj przyjeżdzają i niech wydają jak najwięcej! Kasa zostaje "U NAS".
Wizy należy zostawić, tylko podbić cenę tak, żeby ich maksymalnie wydoić (nie za wysoko! - pamiętajmy o krzywej Laffera). Niech płacą.
Podobnie, należy przywrócić handel luksusowymi towarami z rosją, ale tylko pod jednym warunkiem: Mogą kupić sobie różne rzeczy, ale za Euro, żadnego barteru. Jakieś torebki z diamentami, zegarki czy buty (drogie, włoskie) nie przydadzą im się do budowy rakiet, a nam Euro - owszem.
Oczywiście nie wolno handlować z nimi żadną technologią, nawet samochody bym zbanował, bo oni mogą wymontować chipy z ECU i użyć tego w dronach.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że samymi wizami turystycznymi i drogimi zegarkami nie wygramy starcia z ruskimi. Ale kropla drąży skałę i KAŻDE, nawet bardzo skromne działanie w dłuższym rozrachunku osłabia przeciwnika. Głupotą byłoby z tego nie skorzystać.
A szpiedzy przez granicę przejdą tak czy owak, nawet jak zrobimy żelazną kurtynę 2.0
Edit: Ja bym nawet poszedł dalej. Pamiętacie wrocławskie "Cocomo"? Służby EU powinny zorganizować sieć takich luksusowych burdeli dla bogatych ruskich i tam czyścić im z kasy karty kredytowe. Jeden taki oligarcha dostarczy więcej zasobów niż 100 zwykłych ruskich.
I co zrobi? Gdzie się poskarży? Wynajmie adwokata w EU? Adwokat weźmie odpowiednią stawkę i... też będzie współpracował ze służbami w EU.
Cel uświęca środki.