W pobliżu wodospadów zlokalizowanych na terenie Japonii mają podobno ukazywać się niezwykłe duchowe hologramy, które przybierają wizerunek bóstwa, najczęściej jest to podobizna Fudo Myoo. Obrazy te emanują siłą, przed którą padają na kolana wszelkie rodzaje duchów, demonów czy jakichkolwiek innych istot nadprzyrodzonych.
Taki reio po raz pierwszy został opisany przez Toriyamę Sekiena w książce "Konjaku hyakki shui".
******************
Takiwaro to małpie bóstwa znane z prefektury Yamaguchi. Żyją one w rejonach nadmorskich klifów, jednak tylko przez określony czas, dokładnie trzy lata, by następnie przenieść się do rzek, gdzie spędzają kolejne trzy lata. Ostatecznie po tym okresie ulegają transformacji w nowy byt znany jako enko.
Jeśli chodzi o wygląd taka onna, przez większość czasu istoty te niczym nie różnią się od zwyczajnych kobiet. Posiadają one jednak moc pozwalającą im wydłużać swoje ciała, dzięki czemu mogą urosnąć nawet do 3-4 metrów wysokości.
Taka onna należą do grupy yokai ściśle powiązanych z dzielnicami "czerwonych latarni", których praktycznie nigdy nie opuszczają. Ich główną rozrywką jest spoglądanie w okna tamtejszych burdeli i obserwowanie zabawiających się par. Od czasu do czasu wyłamują się z tej rutyny, by postraszyć niektórych klientów, którzy ich zdaniem nazbyt często odwiedzają owe "miejsca rozkoszy". Ma to być przejaw zazdrości o fizyczną przyjemność, której same w życiu nie miały okazji poznać.
Za życia taka onna miały być najzwyczajniejszymi w świecie kobietami, tyle że wyjątkowo nieatrakcyjnymi, co przełożyło się na brak szczęścia w miłości(i w seksie). Zazdrość i inne złe uczucia wypaczyły je psychicznie i ostatecznie spowodowały przemianę w taka onna, istoty karmiące się seksualną energią osób żyjących.
Osoby osłabione po ciężkiej chorobie mogą stać się celem wrednego pasożyta znanego jako taibyo no kesshaku. Ciało tego stworka porównuje się do żarówki, a głowę do młotka. Posiada on też porządny ogon, który pozwala mu w pierwszej kolejności przedostać się do żołądka żywiciela i tam sobie "pływać". Młotkowa głowa pomaga istocie przebić się przez ścianę żołądka, dzięki czemu może ona utworzyć sobie drogę do serca, gdzie karmi się krwią.
Osoba będąca ofiarą owego yokai staje się niezwykle słaba, a jej skóra przybiera bardzo blady odcień. Medycyna w celu pozbycia się pasożyta zalecała wywołanie wymiotów, a następnie posypanie go specjalnym środkiem znanym jako shukusha.
***×***×**×********×*****
Drugi z dzisiejszych bytów to bardzo bliski krewny mikoshi nyudo, który to był już bohaterem jednego z poprzednich wpisów. Taka nyudo przypomina japońskiego kapłana i potrafi urosnąć do gigantycznych rozmiarów. Największe szanse na spotkanie z nim są na odosobnionych drogach, gdzie czai się na samotnych podróżnych.
Mikoshi nyudo to krwiożercze olbrzymy kochające zabijanie ludzi, za to taka nyudo są od nich w tym temacie zdecydowanie przyjemniejsze, cieszy je bowiem samo straszenie napotkanych osób.
Istota ta jest jednym z ulubionych przebrań stworów zmiennokształtnych: tanuki, kitsune czy też kawauso.
"Wojna totalna" to pozycja wywodząca się z tzw. literatury pulpowej czyli książek dość niskich lotów mających zapewnić wyłącznie odrobinę rozrywki bez potrzeby wysilania makówki. Książka(czy raczej książeczka, bo jest wybitnie króciutka) jest pierwszą częścią z całej serii postapo opowiadającej o hipotetycznej wojnie atomowej i jej następstwach. Bohaterem jest spec od technik przetrwania, niejaki pan Rourke, który musi przetrwać na zniszczonych przez atomówki terenach USA, gdzie podróżuje poszukując swojej rodziny.
Pierwszy raz z tą serią miałem okazję zetknąć się mając jakieś 12 - 13 lat i wciąż będąc "dziewicą", jeśli chodzi o kontakt z postapo. Wtedy to byłem nałogowym czytaczem "czyszczącym" swoją miejscową bibliotekę z co ciekawszych pozycji, a ta wydała mi się jedną z bardziej interesujących(pamiętam, że pierwszy przyciągnął mnie wygląd okładki, który jako szczyl uznałem za całkiem fajny). Wtedy też cała seria była przeze mnie uznana za niezłą(przynajmniej do czasu). Zagłada ludzkości, żądne krwi bandy motocyklistów, śmierć, zniszczenie, czegóż chcieć więcej.
Ostatnimi czasy(czyli z pół roku temu) przypomniałem sobie o tym wiekopomnym dziele i postanowiłem, że czas zweryfikować wspomnienia(i spodziewałem się, że wrażenia będą pewnie sporo gorsze). Dlatego nie zawiodłem się, gdy okazało się, że pozycja ta zasługuje na miano pulpy. To typowo prosta(może nawet prostacka) historyjka z rodzaju "co by było, gdyby supermocarstwami rządzili idioci". Gdy świat zmierza ku zagładzie, my towarzyszymy głównemu bohaterowi, który kreowany jest tutaj na supermaczo, któremu niestraszne wszelkie rzucane na niego przeszkody. Autor prawdopodobnie pisał całość na kolanie raczej nie namyślając się wiele nad zwrotami akcji, dlatego są tutaj takie kwiatki jak 6-latek zabijający na miejscu dorosłego mężczyznę czy też nasz rambo, który bezproblemowo radzi sobie z grupą 40 motocyklistów. Ech, bieda, bieda, bieda. Całość czytałem "skromne" pół roku, kiedy akurat nie miałem pod ręką nic bardziej interesującego. Czy warto było wrócić? Przyznam, że w pewnym sensie tak. Idealnie zapełniła nudę podczas różnych krótkich wyjazdów(dentysta, PKS-y i takie tam). Człowiek mógł przynajmniej zapchać głowę czymś lekkim. Fanom dobrej literatury z pewnością odradzam.
@Helio09. Jeśli dobrze pamiętam, to ta seria była strawna mniej więcej do czasu, gdy wpadły motywy sci-fi i motyw supermaszyn do hibernacji, tam już było czuć, że autorowi zaczyna się mocno odklejać. Wcześniej historia też nie była wysokich lotów, ale dało się to czytać. W tamtym momencie jakoś nie dałem rady już pochłaniać kolejnych części, także do tych nazistów chyba nawet nie dotarłem(albo czytałem, tylko po prostu wyparłem te głupoty z pamięci)