Eh, pamiętam jak 12 lat temu, w 2010 roku przeglądałem jak gówniak YT na neostradzie 10 Mbps i patrzyłem co tam ciekwego. Przypadkiem natknąłem się na tą serię letsplay Minecrafta. Jak pierwszy raz oglądałem te filmy to nie chciałem uwierzyć że ktoś zrobił taką grę. Losowa, olbrzymia mapa? Prosta mechanika? Można robić co się chce, kopać każdy kamień i przestawiać gdzie indziej? Potem, gdy pierwszy raz odpaliłem Minecrafta też w wersji alfa wszystko było ciekawe. Każdy kamień, najmniejsza jaskinia, dziura, każda góra, plaża, wszystko było niesamowite.
Szkoda, że po 12 latach kiedy wracam do MC (regularnie bardziej lub mniej) to już nie ma takiej ekscytacji. Gra zrobiła się skomplikowana, dodano wiele mechanik, człowiek zapomniał frajdę jaką dawała ta podstawowa, prosta wersja gry.
Jeśli macie ochotę, odpalcie playlistę, oddajcie się nostalgii i nasiąkajcie klimatem:
@NrmvY Gram od czasów pierwszej alphy. Jeszcze nie dawno wracałem do MC po każdej większej aktualizacji, żeby pograć przez miesiąc - dwa, aż do ostatniego Nether update.
Uważam że ostatnie aktualizacje powodują, że dla pewnej, zwłaszcza starszej grupy graczy, którzy nie mają po kilka godzin dziennie na granie, gra przestała być atrakcyjna.
Na przykład, Nether update spowodował, że czas potrzebny na znalezienie fortecy wydłużył się kilkukrotnie, a Caves & Cliffs doprowadził do tego, że dużo ciężej znaleźć sensowne ilości diamentów.
Rozumiem, że dla osób, które mają dużo czasu na granie w gierki, mogą to być fajne wyzwania, ale dla takiego starucha jak ja, niestety powoduje to, że gra wydaje się strasznie mozolna. Może jeśli dodadzą jeszcze inne ciekawe struktury do Netheru, jaskiń i gór, gra się stanie bardziej grywalna - teraz wydaje mi się strasznie pusta, mimo wszystkich nowych elementów, jakie dodali.
Próbowałem grać w starsze wersje - ale one są już dla mnie nudne, bo znam je od podszewki.
Tak, czy inaczej, uważam że jest to jedna z najlepszych i najbardziej przełomowych gier, jakie powstały.
@the_good_the_bad_the_ugly nie jesteś za stary tylko możliwe że spoglądasz na tą grę powierzchownie. Ja również nigdy w Minecrafta nie grałem ale fenomen tej gry rozumiem, wyobraź sobie że można tam zrobić praktycznie wszystko, nawet takie rzeczy jak działający kalkulator czy nawet komputer.
Dzisiaj będzie o prawdziwym kozaku, a był nim swego czasu tytuł, który budził podziw ilością jednostek na polu bitwy. Kozacy: Powrót na Wojnę to w zasadzie samodzielny dodatek do pierwszej części Kozaków: Europejskie Boje. Najbardziej kompletny i uzupełniony o nowe nacje, scenariusze i jednostki.
Kozacy to strategia czasu rzeczywistego osadzona gdzieś pomiędzy XVI a XVIII wiekiem. Przejmujemy kontrolę nad jedną z 17 dostępnych nacji i zmagamy się na obszernych polach bitew z dość wymagającym przeciwnikiem komputerowym bądź z innymi graczami w grze sieciowej. Początkowa faza gry opierała się na budowie zaplecza gospodarczego gdzie wydobywaliśmy surowce (drewno, kamień, złoto, węgiel, żelazo) oraz uprawialiśmy plony, które żywiły naszą armię. Brak któregoś z kluczowych surowców powodował niemałe problemy: brak żywności sprawiał, że jednostki zwyczajnie umierały, brak złota powodował, że jednostki buntowały się i traciliśmy nad nimi kontrolę, z kolei brak chociażby żelaza mógł doprowadzić do sytuacji, kiedy jednostki korzystające z broni palnej... nie mogły wystrzelić.
Jak już uzbieraliśmy surowce i zrekrutowaliśmy odpowiednie oddziały, mogliśmy rzucić je od razu na przeciwnika jako samodzielną hordę... bądź sformować z nich pełnoprawne oddziały tuptające w rytm bębenka, w który uderzał podążający za wojakami, niestety bezbronny i bogu ducha winny dobosz. Prócz wojsk lądowych mieliśmy do dyspozycji także okręty. Kto grał ten wie jakie spustoszenie siała Victoria - ogromny okręt flagowy, kosztujący miliony surowców, który niszczył wszystko co się ruszało niemalże z kilometra
W grze mamy dostępnych kilkanaście scenariuszy z zadaniami do wykonania oraz pojedynczą kampanię, która w zasadzie przez cały okres jej trwania jest samouczkiem, który prowadzi nas za rękę.
Pamiętam, że najwięcej radości z gry - paradoksalnie - przynosił dość rozbudowany edytor map, który wyróżniał się dosyć ciekawą cechą, mianowicie pozwalał na tworzenie mapy i grę w czasie rzeczywistym! Mogliśmy kontrolować wszystkie nacje, zmieniać stan surowców, zmieniać ukształtowanie terenu, budować natychmiastowo budynki i spawnować sobie kolejne oddziały. Tak naprawdę edytor map pełnił rolę piaskownicy, w której spędziłem najwięcej czasu, a który dawał dużo możliwości. Mogliśmy chociażby ustawić naprzeciwko siebie armie złożone z setek żołnierzy i kontrolować bitwę po każdej ze stron. Pamiętam nawet, że z kumplami utworzyliśmy system turowy, podczas którego każdy z nas kontrolował swoją nację i miał określoną ilość ruchów, które mógł w swojej turze wykonać.
Jako dzieciak lubiłem sobie dodawać do tych swoich zabaw jakąś fabułę, konkretne jednostki odgrywały jakieś role i generalnie dawało to dużo funu, tym bardziej, że gra odpalała się na moim leciwym sprzęcie, a ilość jednostek jakby nie miała żadnego znaczenia dopóki tysiące muszkietów nie zagrały tango w tym samym czasie.
Jeśli chcecie zagrać, to gorąco zachęcam do spróbowania Cossacks 3, wydanej w 2016 roku kontynuacji, która jest duchowym spadkobiercą Powrotu na Wojnę - do tego stopnia, że gra jest niemalże identyczna. Zmieniła się tylko oprawa graficzna, dodano scenariusze i nowe kampanie, ale jakby się temu przyjrzeć, to dalej stary dobry kozak i co ciekawe - dalej z wybitnym edytorem map Tym bardziej polecam część trzecią ze względu na zintegrowanym ze steam lobby multiplayer gdzie możecie bawić się ze znajomymi.
// Ten post jest częścią prowadzonej przeze mnie serii dostępnej pod tagiem#staregrygdzie przywołuję starsze tytuły z przeszłości, w które miałem przyjemność grać i które na zawsze zakorzeniły się w moich growym umyśle.
@PanHeniek American Conquesta to nawet potem GSC miało dodać do Stalkera w charakterze smaczka... Jest też i Fallout, ale ćśśś - nie będę spoilerować tym, którzy dopiero idą do Zony!
Tym razem na warsztat bierzemy serię gier, które zajmują w moim serduszku szczególne miejsce. Mowa o serii gier Cultures, które na naszym rynku dostępne były kolejno według części pod nazwą: Cultures 2, Wyprawa na Północ i Ósmy cud Świata (było jeszcze Cultures 1, ale nie odwołuję się do niego, ponieważ nie miałem z nim do czynienia). Seria dosyć specyficzna, ponieważ mimo, że tytuły wydawane były oddzielnie, była to tak naprawdę ta sama gra, która różniła się od siebie dostępną kampanią oraz dołączonymi scenariuszami. Technicznie - pod względem rozgrywki, grafiki etc. był to ten sam produkt, być może z trochę lepszym AI w Wyprawie na Północ i Ósmym cudzie świata.
O czym mówimy? Cultures (tak będę nazywać wszystkie wymienione tytuły) to strategia czasu rzeczywistego, w której przejmujemy kontrolę nad grupką wikingów. Gra opiera się głównie na budowie prężnie rozwijającej się osady, w której będziemy wznosić budowle napędzające kolejne gałęzie naszej wikińskiej gospodarki. Co ciekawe, nasi wikingowie obdarzeni są imieniem, a wykonując określone czynności zyskują doświadczenie. I tak, wiking przydzielony do pracy na farmie - siejąc i zbierając plony - uzyska doświadczenie, które pozwoli mu na pracę w młynie. Kiedy zmieli odpowiednią ilość mąki, będzie mógł zostać zatrudniony jako piekarz etc. W tym samym czasie jego poprzednie "posady" obsadzamy innymi ziomkami, którzy wypełniają lukę w całej produkcji. Stwarza to niesamowicie ciekawy mechanizm, podczas którego, utrata kluczowego wikinga może doprowadzić do tragedii. A do utraty wikinga wystarczy czasami mały spacer po lesie.
No właśnie: żeby nie było tak łatwo, każdy z naszych wikingów ma potrzeby. Musi się wyspać, musi zjeść, porozmawiać z innymi wikingami. Na początku naszym źródłem utrzymania będą leśne jagody, które szybko się kończą. Jeśli nie zagwarantujemy mieszkańcom szybkiej dostawy żywności, to Ci będą szukać jedzenia coraz dalej... a to zazwyczaj źle się kończy.
Dla utrzymania porządku w osadzie musimy zapewnić sobie stały dopływ nowej krwi. Przydzielamy mieszkańcom domy, a ich samych łączymy w małżeństwa, co pozwoli nam dosłownie - spłodzić nowe potomstwo. Po krótkiej scence miłosnej do naszych domów nadlatuje wesoły bocian i zrzuca dzieciaka na ziemię. Dzieciak potrzebuje czasu na dorośnięcie, a kiedy osiągnie odpowiedni wiek - może zostać przydzielony do odpowiedniego zawodu.
Profesji jest kilkanaście, a praca w każdej z nich otwiera drogę do kolejnych. Zbieracz gliny wkrótce stanie się garncarzem. Zbieracz kamienia rzuci kilof i stanie się kamieniarzem wyrabiając bloki kamienia, a drwal zostanie cieślą. Idziemy dalej: garncarz po wylepieniu kilkunastu bloków gliny będzie mógł stworzyć dachówki. Kamieniarz z kanciastych bloków zacznie wyrabiać marmur, a cieśla zamiast drewnianych narzędzi wystruga nam... chociażby łódź, którą popłyniemy odkrywać nowe ziemie.
Surowców jest całkiem sporo i zbieramy je skrupulatnie w magazynach. Tak naprawdę aspekt gospodarczy gra tutaj pierwsze skrzypce, choć nie zabrakło elementu militarnego. Każdego cywila możemy posłać do koszar gdzie zostanie dzielnym wojakiem. Wojaków wyposażamy w sprzęt. I tak, nasz stary druh cieśla może w przerwie na struganie łodzi wystrugać nam parę ostrych włóczni, a kamieniarz, który znudził się już blokami marmuru i od dawna pracuje jako kowal - wyrzeźbić parę ostrych mieczy. Nie zapomnijcie tylko założyć butów. Wspominałem chyba, że myśliwy może stać się szewcem i szyć buty i inne wdzianka, prawda?
Do dyspozycji w każdej z części mamy kilka scenariuszy oraz kampanie fabularne. Scenariusze to zazwyczaj motyw pt. pokonaj wszystkich wrogów, zbierz jako pierwszy X surowca - choć zdarzają się też wyjątki gdzie mamy małą fabułę i cel (np. uratowanie księżniczki). Kampania skupia się na postaciach tzw. heroesach. Głównym bohaterem serii jest Bjarni, z którym będziemy podróżować po całym świecie. Przygód jest co nie miara, a największe wrażenie robił na mnie zawsze Ósmy cud Świata, w którym rozpoczniemy wędrówkę po siedmiu monumentach, które będziemy wznosić i naprawiać.
Gra posiada tryb dla pojedynczego gracza oraz sieciowe multi. Tytuł jest dostępny na steamie, choć na nowych systemach potrafi płatać figle (np. po zminimalizowaniu gry i po powrocie do niej mamy graficzną kaszkę z mleczkiem). Mimo to odpala się w wysokich rozdzielczościach i jest niesamowicie grywalna.
Wiecie nad czym bardzo ubolewam? Że nikt nie pokusił się na odświeżenie tego tytułu. Jest świetny, ma genialny koncept i jak cholera nadawałby się do gry multiplayer. Niestety, steam nie wspiera gier po sieci i musimy kombinować z hamachi Mimo wszystko do dziś gra pozostaje jedną z moich ulubionych.
// Ten post jest częścią prowadzonej przeze mnie serii dostępnej pod tagiem #staregry gdzie przywołuję starsze tytuły z przeszłości, w które miałem przyjemność grać i które na zawsze zakorzeniły się w moich growym umyśle.
@hubby O, moja siostra w to grała. A parę lat później się spięła i przeszła ją od początku do końca. Ja lubię gry strategiczne, ale do Cultures jakoś nie za bardzo mogę się przekonać.
Zanim przejdę do wpisu chciałbym zakomunikować, że w growej społeczności pod tagiem #staregry będe umieszczać wpisy, w których będę przywoływać starsze tytuły gier komputerowych, w jakie miałem przyjemność grać kiedy byłem młodszy. W zdecydowanej większości będą to gry strategiczne (bo to był i w sumie jest mój ulubiony gatunek) ale znajdzie się parę wyjątków.
#1 Warcraft II: Tides of Darkness + Beyond the Dark Portal (PSX/PC)
Zaczynamy od tytułu, który poznałem w dość ciekawych okolicznościach, bo pierwszy kontakt z tym tytułem Blizzarda miałem w okolicach roku 2001 na pierwszej konsoli Playstation. Wiecie, ogrywanie RTSa na padzie, szczególnie kiedy nie masz żadnego pojęcia o tym gatunku, było dosyć intrygujące, ale jak się okazało po czasie - pozostały mi po tym tytule same miłe wspomnienia, które w przyszłości zaowocowały zainteresowaniem do gier strategicznych w ogóle.
Jeśli nie kojarzycie to Warcraft II jest grą strategiczną typu RTS gdzie mamy do wyboru - w prostym uproszczeniu - dwie frakcje: orków i ludzi. Podstawowa wersja gry pozwala na rozegranie po jednej kampanii dla każdej z ras. Dodatek dorzuca nam dwie kolejne kampanie, nieco bardziej nacechowane fabularnie gdzie częściej pojawiają się specjalne jednostki i bohaterowie. Prócz tego w grze mamy kilkanaście pojedynczych scenariuszy, które możemy dowolnie modyfikować pod względem ilości graczy, surowców etc. Z tego co się orientuje wersja PC-towa miała jeszcze w zanadrzu edytor map. Gra pozwala na rozgrywkę dla pojedynczego gracza oraz wielu graczy w trybie sieciowym.
Z punktu widzenia czasu Warcraft II ma bardzo prostą mechanikę opartą w głównej mierze o część pierwszą. Kontrolujemy szereg jednostek - lądowych, morskich i powietrznych - za pomocą których pozyskujemy surowce, rozbudowujemy swoje osiedle oraz walczymy. Różnice pomiędzy rasami nie są zbyt wielkie. Każda jednostka ma swój odpowiednik u przeciwnej rasy, choć niektóre różnią się umiejętnościami i czarami. W dodatku każda z frakcji może przeznaczyć surowce by zbadać odpowiednie ulepszenia i technologie. Absolutna klasyka jeśli chodzi o gry RTS.
Pewnym ograniczeniem technologicznym gry jest możliwość zaznaczenia określonej ilości jednostek jednocześnie (chyba 8, bądź 9), co przy większych oddziałach zmuszało nas do wielokrotnego zaznaczania armii, bądź, do przypisywania jednostek do skrótów klawiszowych (na PSX było z tym raczej słabo).
Najprostsze detale: duże wrażenie robił na mnie fakt, że robotnicy wycinający las... wycinali las (xD), po którym co prawda zostawały pniaki, ale pozwalało to na przemarsz naszych jednostek. Zdarzały się mapy, które oparte były o ten zaawansowany ficzer i tak, musieliśmy najpierw wyrąbać sobie ścieżkę do nowych surowców bądź bazy przeciwnika. Istniały też inne przeszkody terenowe jak skały, które mogliśmy wysadzić za pomocą jednostek... wybuchających? W każdym razie eksplodowały dokonując aktu samobójstwa skutecznie niszcząc skały i raniąc pobliskie jednostki jeśli akurat jakieś napatoczyły się po drodze.
Muzyka i udźwiękowienie. Do dzisiaj mogę z pamięci zanucić kilka tracków z soundtracka. Jest świetny, fajnie się wpisuje w klimat i uniwersum tej gry. Motyw przewodni ludzi... absolutna klasyka, w rytm której sprawni robotnicy nosili woreczki ze złotem do naszego ratusza. No i dźwięki jednostek, które zaznaczamy i którym wydajemy polecenia nie do podrobienia.
Jeśli nie grałeś - zagraj. Jeśli boisz się rozdzielczości 800x600, kwadratowego okna i pikselozy - na to też jest sposób:
https://en.war2.ru/ - tutaj znajdziesz fanowską wersję Combat Edition z wersją widescreen, działającymi serwerami multi a nawet polskim dubbingiem (całkiem rozsądnym!)). Tę wersje polecam.
https://stratagus.com/ - tu jest coś ciekawego. Silnik przepisany na nowo, mnóstwo ficzerów, zmian, modyfikacji. Poczytajcie, sprawdźcie.
@jbc_wszystko Widzisz, ja mam całkowicie inne odczucia względem tego renesansu. Wydaje mi się, że ten chwilowy boom z reedycjami to było okienko, w którym korporacje wykorzystały dobre produkty (chociażby Age of Empires, to zwyczajnie dobra gra) i odpowiednio je podgrzały. My byliśmy zadowoleni, ale jakby się temu bliżej przyjrzeć to nadal to samo Age of Empires tylko w ładnym opakowaniu za całkiem pokaźną sumę pieniędzy. Ja myślę, że gatunek RTS jest na swój sposób specyficzny i jego atutem ale jednocześnie bolączką jest fakt, że ciężko w tym wypadku wymyślić koło na nowo. Efekt jest taki, że dostajemy tytuły, które doskonale znamy... i właśnie: są piękniejsze, płynniejsze, ale już pod tym pysznym sosem, którym polano nasz przysmak jest nadal ten sam kotlet. Podobnie było np. z Cossacks 3, podobnie było z Rise of Nations: Extended Edition, Stronghold i chociażby Total War Rome.
Z kolei gry Indie... ja z nimi mam taki problem, że w zdecydowanej większości okazuje się, że te gry wychodzą w early access, zapowiadają się świetnie, mają swoje pięć minut, a potem przygasają powoli i okazuje się, że nowości nie pojawiają się tak często, jakbyśmy sobie tego życzyli.
@lizakoo W3 Remaster z tego co pamiętam był tak ważny dla Blizzarda, że nie dało się w niego grać przez niedziałające serwery, ograniczono graczom możliwość gry w starą wersję Warcrafta III i generalnie splunięto na nich całym systemem gier rankingowych, a cut-scenki, które mieli odświeżyć czasami w ogóle nie zostały zmienione, bądź zmiany były tak śladowe, że wręcz nie do odróżnienia. W tym wypadku doszukiwałbym się bardziej skoku Blizzarda na kasę opartą o zaufanie i oddanie graczy do marki. 30 euro? Spore niedoszacowanie.
@lizakoo @hubby W3 remaster i inne remastery właśnie pokazują, że jest jednak miejsce na rynku na RTSy i są gracze, którzy w RTSy chcą grać i korpo to zauważają na razie odcinając kupony od nostalgii, bo to łatwiejsze niż stworzenie czegoś nowego.
Ale zapowiedziane chociażby Tempest Rising czy Stormgate pokazują, że są tacy, którzy chcą się starać coś z tego tortu uczknąc.
Nawet Crossfire Legion mogę wymienić, który gameplayowo jest IMO bardzo dobrym RTSem, ale marketingowo to porażka, bo znowu geniusze (pewnie z zarządu) chcieli wejść od razu w e-sport i mikrotransakcje zanim jeszcze gre dopracowali i zdobyli zainteresowanie...
Tutaj koleś fajnie wyjaśnia co sprawiło, że stare RTSy przetrwały próbę czasu (np. Original War z 2001 czy DoW1 z 2005 do tej pory mody dostają) i czemu nowe są niewypałami (jak właśnie Crossfire Legion):
@Nebthtet to był ich pierwszy i ostatni kontakt z Ubisoftem i od tamtej pory deweloperzy z Arkane Studios trzymają z Bethesdą. Ubisoft rozwalił sdk i master serwer i uwłaszczył się serii Might&Magic nabywając prawa również do tego tytułu.
Wiecie na jaki dzisiaj pomysł wpadłem? Odpaliłem sobie Myth II, cóż to była za seria (gry wydawane w 1997, 1998 i chyba w 2001)... Obok starych X-comów, Settlersów i późniejszego Baldurs Gate to mój ścisły top (zapomniałem o Dark Colony), rzadko który tytuł tak głęboko wrył mi się w pamięć jak Myth. Zaryzykowałbym tezę, że to jest to b. silny pretendent do mojej ulubionej gry wszech czasów
@lubieplackijohn ja się nie podniecam byle czym . Trudno u mnie uzyskać maksymalną ocenę, ale wspomniane tytuły zbliżają się właśnie do mojego maksa. A grałem w setki gier - klasyczny ze mnie maniak przeżywający największa przygodę z komputerami pod koniec lat 90. Chyba Myth najbardziej się zbliża do 10, ale Dark Colony też było świetne, X-Com: Terror from the deep, Settlers II i BG również... Dzisiaj każdej z nich dałbym 10/10. I chyba żadnej innej (ale mogłem o czymś zapomnieć, chociaż nie sądzę ). Jak będziesz chciał ściągnąć serię Myth - obie pierwsze części są za oficjalnie dostępne za free. Część II jest supportowana do dziś przez grono wiernych fanów, a ostatni patch do tej części pochodzi z września 2020 xd.
@lubieplackijohn Ściągnij dwójkę i do niej pakier misji z pierwszej części, to chyba najlepsza opcja. Jest to dostosowane pod WIn10, są lepsze tekstury, rozdziałki HD, poprawiony silnik jest to wydanie mniej zabugowane. Ponoć jedynka na silniku dwójki jest nawet dziś zjadliwa. Natomiast część I jest od dawna nieruszana. Misje z 1 na silniku dwójki ponoć zostały odzwierciedlone z prawdziwym fanowskim perfekcjonizmem,
Początek weekendu więc ponownie wracam z #propozycjagry
A dzisiaj o darmowej platformówce w klimatach sci-fi o której mało kto słyszał - Iji
Iji czyli imię głównej bohaterki którą poznajemy zwiedzającą ośrodek badawczy wraz z rodziną, gdy nagle pochmurne niebo przeszywają nienaturalne promienie światła. Iji traci przytomność i budzi się miesiąc później by dowiedzieć się, że zostali zaatakowani przez robotycznych obcych, wybili niemal wszystkich w ośrodku w tym jej ojca i siostrę a ona sama została zmieniona w żołnierza cyborga której zadaniem jest dotrzeć do przywódcy obcych i skłonić go do wycofania inwazji. Chociaż fabuła gry jest liniowa, interakcje z postaciami niezależnymi (NPC) zmieniają się w zależności od działań gracza, prowadząc do jednego z 28 zakończeń.
Iji może d⁎⁎y nie urywa, ale przyjemnie się w nią gra. Nazwałem grę platformówką ale po prawdzie niewiele w niej skakania po platformach nad przeszkodami. Gra skupia się na pokonywania przeciwników różnymi sposobami, dlatego też spotkałem się z określeniem arkadowej gry akcji a sam twórca określił ją jako "System Shock 2 in 2D". Grę zaczynamy uzbrojeni w shotgun, z czasem poszerzając arsenał o karabin maszynowy, wyrzutnię rakiet czy inne śmiercionośne zabawki korzystające z technologii obcych co po łączeniu ich ze sobą za pomocą hackowania daje w sumie 16 rodzajów broni. Oprócz broni możemy rozwijać także brutalną siłę do przyjemnego skopywania robotycznych tyłków czy też hackowanie by skierować ich bronie przeciwko sobie - przydatne przy "pacyficznej" ścieżce, w końcu to nie ty ich zabijasz tylko sami sobie to robią