Start prawie w Jarku zakończony gumą po 1,13 km od noclegu. Dętka się przetarła temu elektryku.
Później gravel miał pompowanie, później jednak mleko nie zakleiło bezdętkowej dziury z boku opony.
Dojechaliśmy do Łeby na 18:00 i to dzięki dwóm skrótom. Dostaliśmy po odwłokach, stara trasa R10 ma jakiś przekop, trzeba przebijać się niczym jadąc wisłę 1200.
Tydzień temu dostałem pytaniem "jedziesz?". Odpowiedziałem "nie wiem, zastanowię się.
W ten oto sposób dziś trafiłem do Świniowyjścia.
Podróż pkp (gardzę), to koszmar. Nie przespałem nawet minuty z podróży trwającej prawie 9 godzin.
"Szybkie dotarcie do frog shopa żeby zdobyć prowiant startowy i o 8:30 jechaliśmy już na granicę, na start trasy R10.
Efekt jest taki, że dotarliśmy do Rewala, zabunkrowani już.
Obrazki po kolei: stamtąd niemce przyszli, granica z koniem, macierz @Dziwen - Dziwenów, jakieś tam mury w Trzęsawicaczu, zamek w Rewalu.
Wpis na równik będzie jak dokończę trasę, w ten czy inny sposób. Nie zwyczajnym jednak do takich dystansów, tym bardziej z zerowym snem dnia poprzedniego
A, coś korbka robi "pyk, pyk", więc to dodatkowa atrakcja.
@macgajster nice. Robiliśmy tę trasę ze znajomymi po maturze, ale tempo mieliśmy turystyczne, ok 30-40km na dzień planowaliśmy, dwa tygodnie w drodze. Nawigacja papierowa, baza noclegów spisana wcześniej na kartkach, nieśmiertelna nokia 3310 jako zapasowy telefon... Eh, nostalgłem
Kasie i Tomeczki muszę się podzielić z Wami moim planem, bo jest k⁎⁎wa sprytny ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Za okolo 10 tygodni wybije mi 40 i żeby uczcić ten nadzwyczajny jubileusz, postanowiłem przejechać trasę R10 wzdłuż naszego wybrzeża. Kiedyś jeżdziłem sporo na rowerze ale po urodzeniu młodej (wiadomo) swoje plany i marzenia poszły w odstawkę. Wreszcie po ponad 6 latach jest możliwość do nich wrócić. W majówkę zacząłem treningi i jaram się jak małe dziecko na myśl o tej wyprawie.
Jednak co prawda, to prawda chłop musi mieć wyzwania, żeby samopoczucie dopisywało, tak więc oficjalnie zaczynam 10 tygodniowy cykl przygotowań, z dala od używek, że zdrową michą i regularnymi treningami.
Parę lat temu na moto taką trasę z różową zrobiliśmy. Oczywiście nie po R10, choć kilka nielegalnych skrótów było. Jak pogoda dopisuje i nie ma pospiechu to jest bardzo fajna wycieczka, choć pod koniec nuży, bo wybrzeże wszędzie takie samo prawie. Ciekawsze jest zwiedzanie różnych pobocznych rzeczy - rezerwatów, parków narodowych, jakiś przejazd wąskotorowką, jakiś koncert organowy, jakiś prom, itp. I oczywiście nie w sezonie, bo sezon to dramat.
Dzisiaj po 2-dniowym odpoczynku wybrałem się na Hel, tam i z powrotem ~70km.
Wschodnią stronę -Trójmiasto, Mierzeję Wiślaną i Elbląg zostawię sobie na inną okazję.
Moim założeniem było, aby część noclegów była w namiocie i to mi się udało, bo w zeszły piątek spałem w lesie, a w sobotę na polu kempingowym. Czwartek był w hotelu kiedy to przedziurawiłem dętkę i zabrakło 4 km do dzikiego kempingu z mapy Grupy Biwakowej.
Jeździłem rowerem trekkingowym (Unibike Globetrotter) ze wzg)ędu na duża wagę (105 kg) , który niekoniecznie nadaje się do ścigania mając dodatkowo sakwy i plecak. Kiedyś jak nadarzy się okazja to spróbuje to przejechać gravelem. Jazda trekkingiem 7h+ przerwy by koniecznie dojechać do celu oddalonego o 110 km nie należy do zbyt komfortowych. Biorąc pod uwagę to, że na miejscu rozbija się namiot, przygotowuje się jedzenie na gotującej wodzie i warto by było się umyć. Trzeba być przygotowanym, że będzie się to robić po ciemku o tej porze.
Kluki pominąłem.
Do Ustki trasa była głównie asfaltowa lub kostka, za Ustką płyty betonowe (okolice Rowów), piachy (Łeba), szuter (
(za Ustką oraz dojazd do półwyspu)
Podsumowanie trasy:
1. dzień Świnoujście - Kołobrzeg (117km)
2. dzień Kołobrzeg - Orzechowo Nadmorskie (obok Ustki) (128 km)
3. dzień Orzechowo Nadmorskie - Dębki (117 km)
4. dzień Dębki - Władysławowo (25 km) i przerwa
5. dzień przerwy
6. dzień Władysławowo - Hel - Władysławowo (~70 km)
7. dzień powrót pociągiem do domu
Gdybym jechał ponownie trekkingiem nie robiłbym tak dużych dystansów. Robiłbym pewnie połowe tego. Jechałbym bardziej touringowo niż tak jak teraz na długość. Miałbym czas na zwiedzanie i plaże. Przyjemniej by było. Czas na biwak również by sie znalazł
Gdybym jechał gravelem to nocowałbym w hamaku albo w hotelu. Dystanse bym pewnie sprawniej pokonywał. Może kiedyś spróbuję.
W hamaku fajnie się spi nad morzem bo nie ma komarów, z drugiej strony piździ w nocy i zatyczki do uszu są must have. Ja miałem wrażenie że nawet w śnie słyszę szum wody
@nocnyfilm Zdziwiłbyś się, byłem 14 września w Krynicy Morskiej i tam pod granicą nocowałem. Komarów były całe chordy. Pierwszy raz się spotkałem z takimi bestiami. Więc z tym "nie ma komarów" to bym uważał
Wczoraj swój przejazd zakończyłem w Dębkach NS polu. Zagotowałem się strasznie i nie dało rady pocisnąć do Władka. Po drodze spotkałem kilka osób, z którymi przez chwilę grupą się podjechało.
Słonecznie i duszno przez co, co chwila trzeba było uzupełniać płyny. Jazda w południe nie należała do najłatwiejszych.
Za Ustką, Rowy i dalej płyty betonowego była masakrą. Dojazd po piachu do Łeby również dość wymagający.
Dzisiaj jestem po dojeździe do Władka i mam przerwę, więc na ten moment mam
Wczoraj zależało mi na dojechaniu do Orzechowa tj. za Ustkę i się udało. Nocleg w namiocie. Pod klifem kolacyjka z nocną kąpiel przy ujściu strumienia do morza, gdzie cały syf z kempingów spływał, ale znalazłem miejsce za wąską plażą gdzie jeszcze ujdzie
Dzisiaj zobaczymy gdzie dojedziemy, idealnie to Władek.