Panie i Panowie, ponieważ weekend zbliża się wielkimi krokami dziś będzie muzycznie. Amy Lee, czyli wokalistka Evanescence (mojego top 10 zespołów lat nastoletnich).
Grali, oj grali ich na okrągło na Vivie, MTV i innych stacjach muzycznych na początku lat 2000. Byli w tamtym czasie jednym z niewielu zespołów gothic metalu, który wszedł do mainstreamu.
W 2008 roku, magazyn Hit Parader zaklasyfikował Amy na 69 (huehue) miejscu listy 100 najlepszych metalowych wokalistów wszech czasów.
Mimo upływających lat, wokalistka nadal aktywnie koncertuje, a ja nadal często słyszę jej głos na słuchawkach.
Pamiętam jak dziś, gdy z gównogustem muzycznym wyrobionym na RMFach i ZETkach (gdzie lecieli Scorpionsi i Cher do porzygu jak Koń Rafał) i nie wiedząc, że istnieje inna muzyka - trochę przypadkiem dostałem do odsłuchania Fallen + EP.
Z początku podchodziłem sceptycznie do nieznanego, bo jak to tak, jakaś laska będzie śpiewać jak w kościele, ale wystarczyły pierwsze dźwięki przesterowanych gitar, pianino, jakieś gotyckie organy no i oczywiście głos Amy, wszystko razem brzmiało jak jakieś czary, a poziom osiągniętego mistycyzmu przekroczył masę krytyczną.
Jakaś część mnie wtedy umarła i urodziła się na nowo, płyta była katowana kilka miesięcy non stop, a Amy jest do dziś w moim sercu
@zmaroo ja miałam tak z Anathemą. Kiedyś opiszę na hejto bo to dość złożona historia. Ale też z gowno popu/hiphopu (polskiego xd) przepadłam w rock alternatywny.
Grali, oj grali ich na okrągło na Vivie, MTV i innych stacjach muzycznych na początku lat 2000
UWAGA! poniżej tylko moja opinia
grali jeden kawałek do porzygania, który w dodatku ciężko nazwać metalowym. zawsze miałem bekę z "prawdziwych metali" słuchających jakichś Gorgorothów, a tasujących się do żeńskiej wersji Linking Park na VIVIE
przykro mi jeżeli uraziłem czyjąś metalową czarną duszę, mogę nie mieć wyczucia, bo sam metalem nie byłem nigdy. ale serio to 'wake me up' to dla mnie będzie zawsze kwintesencja komercyjnej numetalowej czy już naprawdę ujwiejakiej papki, która zalała wtedy wszystko, na szczęście tylko na chwilę. czysty produkt, symbol komercji. dzisiaj "prawdziwsze" rzeczy robi AI xD
@voy.Wu "bring me to life" znałem wcześniej ale od początku mi się nie podobał, chyba na wiki wyczytałem, że wytwórnia na siłę dorzuciła im wokal tego kolesia wbrew zespołowi, żeby kawałek był bardziej radiowy - no cóż, widać presja wytwórni to norma i cel osiągnęli, ale dla mnie zawsze ten kawałek był miałki
następny puszczany na vivkach był "going under" wg mnie dużo lepszy
a co do fałszywych metali - jak ja się cieszę, że te wszystkie subkultury mnie ominęły i słuchałem tego co mi się podoba
Nie ma to jak piękna muzyka w super melodyjnym języku drutu kolczastego. Ktoś ostatnio mi przypomniał o nich, i o fakcie że Liv Kristine w swoim prime-time była świetna. Jak dla mnie tylko Tarja (parę lat później) ją przebiła jeśli chodzi o budowanie nastroju wokalem.
@LondoMollari zajbista płyta. A mi się kojarzy fajnie, bo dostałem ją od siostry w parze z nemesis divina i tłukłem te dwie kasety w walkmanie na zmianę non stop.
@maly_ludek_lego a ja lubie kicz, dlatego wychowalem sie na powermetalu i pokrewnych, a ostatnio nawet disco polo mi wpada w ucho. nie kazda muzyka musi byc trv off zeby cieszyc
Dokładnie dzisiaj mija dwudziesta rocznica wydania albumu Nymphetamine, extreme-metalowego zespołu Cradle Of Flith. Nymphetamine, przez fanów często krytykowany jako zbyt "normalny", stał się jednym z bardziej popularnych albumów zespołu. Duży wkład (zarówno w normalność, jak i popularność) miał typowo goth/symfonic metalowy wokal Liv Kristine (znanej np. z Theatre of Tragedy).
Autorem wszystkich tekstów jest lider grupy – Dani Filth. Wokalista jako inspiracje wymienia twórczość literacką Lorda Byrona, Percy’ego Shelleya, H.P. Lovecrafta oraz filmy grozy. Filth w tekstach posługuje się językiem staroangielskim. Posłużyły one w brytyjskich szkołach jako przykład użycia staroangielskiego języka literackiego we współczesnych tekstach rockowych.
@tomwolf oni byli kiedyś na Woodstocku, pamiętam, jak straszliwie długo się stroili. Ostro w nocy zaczęli grać, coś koło 3. Po nich byli jeszcze Acid Drinkers, oni już zagrali rano ok 5-6.
Przez ponad 20 lat uważałem się za metalheada a tak naprawdę zawsze kręciły mnie połączenia metalu z folkiem, industrialem czy synthwave. Nigdy nie kręcili mnie "klasycy" - czy to Iron Maiden, Metallica, czy Judas Preist. Szanować - szanuję. I tyle.
Trafiłem przez lata na mnóstwo dziwnych i mało znanych kapel i projektów, jakimi uważam że warto się z Wami podzielić - od Power Metalu aż do Grindocre.
Zrobiłem listę i wychodzi na to, że mogę postować coś ciekawego przez nabliższy rok (wliczając ciut mniej znanych klasyków) - tak więc zaczynam swój autorski tag #dziwnestopymetali . Codziennie (mam nadzieję - a jak zapomnę to dwa jednego dnia) będę wrzucał coś wartego uwagi.
Z powodów osobistych nie wrzucałem niczego pod #dziwnestopymetali bo obecnie moja prywatna sytuacja jest przejebana jak w ruskim czołgłu. Jako, że dla odmóżdżenia pograłem sobie godzinę w Chernobylite (i w c⁎⁎j polecam postsowiecko-stalkerowe klimaty) ani też że nie chcę postować raz na ruski rok...postanowiłem dzisiaj wrzucić kilka kapel rosyjskich.
Uprzedzając dyskusje: tak, wiem, obecny trend jest taki, że ruskie=gówniane. Nie do końca się z tym zgodzę w przypadku muzyki. Po pierwsze dlatego, że poniższe kawałki (pomijając jeden, ale o tym dalej) powstały zanim Putler rozpoczął inwazję na Ukrainę, po drugie trzecia kapela nie istnieje od kilku lat i c⁎⁎ja ma wspólnego z wywołaną wojną (a dwie pozostałe - dalej istniejące - wyraźnie protestowały na swoich profilach społecznościowych przeciwko tej wojnie) a po trzecie to - jak to mi przyjaciel: Polak hajtnięty z Rosjanką, mieszkający w Kaliningradzie raportuje: "Putin C⁎⁎j" słychać na koncertach sceny punk/grind częściej niż w Polsce "J⁎⁎ać PiS".
Tak więc, podsumowując - dyskusje polityczne pod tym postem proszę sobie wsadzić z żopę.
Jedziemy!
Post 7:
Na pierwszy rzut moi ulubieni dostawcy ciężkiego gruzu: Slaughter to Prevail. Osobom w klimatach deathcore kapeli przestawiać nie trzeba a co potrafi Alex słychać doskonale w 2:26.
Chłopaki zaraz po wybuchu wojny w Ukrainie wydali oświadczenie mówiące o tym, że chociaż śpiewają o przemocy, robili sobie brand "Russian Hate" to kompletnie sie odcinają od tego co odpierdala Putler - i zawinęli do US. Tam powstał ten antyputiniwski kawałek:
Jedną z cech jakie lubię w ruskich kapelach jest dojście do poziomu kiczu, w którym przekształca się on w image. Tak jest w przypadku wszystkich płyt Imperial Age. Stroje zakoszone z planu "Xeny-Wojowniczej Księżniczki", ch⁎⁎⁎we CGI na wideoklipach, wokalista z gębą, która mogła by służyć za budżetowego Aragorna gdyby "Władcy Pierścieni" nie kręcił Peter Jackson w Nowej Zelandii tylko Waszka pod Władywostokiem, tekst o obszarze północnych Indii...ale mimo wszystko świetne głosy które na pewno były ćwiczone w szkołach muzycznych:
Od tej kapeli zaczęła się moja sympatia do ruskiego metalu. To, co mnie urzekło na ich płycie to ten amatorski zapał do tworzenia i robienie video po kosztach. Wydaje się, że średnia wieku członków kapeli to 17 lat i cztery miesiące.
Płyta jest dopracowana, ale na pewno nie była dopracowywana przez profesjonalne studio tylko przez amatorów. Brzmienie może nie surowe, ale na pewno amatorskie - i dlatego jest za⁎⁎⁎⁎sta. Do tego wokal jest wzorowany na technice nieżyjącej Andrei Nebel z Hagalaz Runedance. O kapeli wiem niewiele poza tym że wolakistka z pierwszej płyty została zastąpiona jakąś grubą świnią a następnie jakąś słodką blondynką. Pierwsza płyta "Dance of Druids" przypadła mi mocno do gustu, przez nich nawet liznałem kiedyś podstawy rosyjskiego.
Nie wydaje się Wam, że perkusista w tym kawałku był zajebany z jakiegoś wiejskiego wesela i w czasie zwrotek wszystko kaszani?
Wcześniej pisałem o amarotskim zapale, poniżej kolejny jego przykład: Xe-None. Wystartowali nieźle z pomysłem połączenia rave i metalu, niestety chyba plan im nie wypalił albo nie mieli pomysłu na siebie i na pormocję. Łupie za to przyjemnie