Zaległości rowerowe z majówki. W sobotę pojechaliśmy sobie na #szosa bardzo przyjemne 200 km z Chodzieży do domu. Asfalty przeważnie lepsze niż gorsze, widoki bardzo ładne, z kilkoma wsiami i miasteczkami włącznie (a tymi rzadko się zachwycam). Jak zwykle jechaliśmy przede wszystkim bocznymi drogami, ale trafiły się też piękne cepeery, jak ten w Złotowie wzdłuż brzegu jeziora, czy trasa z Porostu do Bobolic - tym piękniejsza, że prowadziła głównie w dół. xD Jedyny ujeb trafił nam się nieco wcześniej, za Jeziernikiem - zaczynał się od krótkiego podjazdu z kostki brukowej, a dalej było już tylko coraz więcej piachu, aż w końcu szybciej było prowadzić rower niż jechać. Incydentów brak (przypominam sobie tylko jednego miszcza, który wyprzedził nas, żeby natychmiast skręcić na pusty parking), bilans gmin zwiększony o 12, #kwadraty o 118.
W niedzielę natomiast w ramach rozjazdu przejechaliśmy się jeszcze nad morze, tym razem na #gravel. Pogoda zdążyła się już pogorszyć i zbliżał się deszcz, więc na plaży byliśmy tylko chwilę. W drodze powrotnej @Mordi narzucił żwawsze tempo, ale i tak nie zdążyliśmy. xD
Kilometry z ostatniego tygodnia, w tym trzecie 200 km w sezonie - tym razem z Piły do Koszalina, żeby zobaczyć Johna Rambo (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) oraz przejechać się Starym Kolejowym Szlakiem. Oczywiście z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。)
Odcinek z Wałcza do Wierzchowa - cudowny, ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju - do remontu. Całość objechana na granicy komfortu termincznego, a może i nieco poniżej, i (między innymi dlatego) tylko 1 godzina i 20 minut pauzowania.
#200km sprzed tygodnia, kiedy to pojechaliśmy z Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) na niezbyt dalekie południe.
Pierwsze dziury i ujeby zafundowałam nam ja, bo zależało mi na kilku #kwadraty, które zdawały się być po drodze. Tym sposobem najpierw wylądowaliśmy na długiej brukowanej drodze zakończonej piachami (tam odpuściłam i zawróciliśmy), a następnie pod bunkrami w Podborsku. Do bunkrów dojechliśmy drogą , która składała się po równo z szutru i asfaltu, i trudno powiedzieć co było uzupełnieniem czego. Wyjechaliśmy natomiast po betonowych płytach - im dalej, tym gorszych. Czasu na zwiedzanie nie było, tylko szybki postój na zrobienie zdjęć i ucieczka przed wyjątkowo natrętnymi owadami. Reszta trasy miała być o wiele łatwiejsza i początkowo nawet była.
Na pierwszy popas w Tychowie dojechaliśmy drogą wojewódzką nr 169. Złapaliśmy trochę wiatru w plecy, na drodze spokój, jakieś nieliczne osobówki, za to motocykli - mnóstwo. Kawałek za Tychowem zjechaliśmy z DW, a mnie coraz bardziej zaczął dokuczać wiatr w mordę i ciepełko zdecydowanie większe niż lubię. Przejeżdżaliśmy sobie przez kolejne wsie i przejazdy kolejowe (trasa co chwilę przeskakiwała przez linię nr 404), Mordi zadowolony, a mi się dłużyło, bolało i żałowałam, że nie zostaliśmy na DW, żeby dojechać prosto do Bobolic.
Kilkanaście zapadłych wsi, dziurawych i wyboistych dróg później w końcu i tak tam dojechaliśmy, a na miejsce najdłuższego planowanego postoju wybraliśmy wspaniały bobolicki rynek w zaawansowanym stadium betonozy. Jeszcze nim wyruszyliśmy w dalszą drogę, zerwał się wiatr z przeciwnego kierunku niż dotąd, żeby nadal wytrwale wiać nam w mordy. Wspaniale. xD Do tego ciąg dalszy dróg w stanie wskazującym na zużycie.
Na pierwsze oznaki cywilizacji w postaci nowej, równej nawierzchni natrafiliśmy dopiero kawałek przed Cetuniem (ok. 50 km przed końcem), ale na tym etapie i tak było mi już wszystko jedno. xD Pomimo mojego nie najlepszego stanu (napie*dalało mnie już chyba wszystko, co mogło) postanowiliśmy, że jedziemy zgodnie z planem i nie skracamy. Bliżej domu tempo zrobiło się nawet bardziej żwawe, chociaż finalnie dojechaliśmy i tak sporo później, niż przewidywałam. Może i wszystko mnie bolało i byłam wykończona, ale za to następnego dnia się rozchorowałam. xD Drugie 200 km w tym roku i najgorsze w życiu zaliczone. ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ
Ostatnie dwa tygodnie na rowerze, w tym moje pierwsze 300 km. W planach był co prawda Poznań, ale zapowiadał się nudno i z wiatrem w mordę przez cały czas, więc wybór padł na pętelkę przez Kaszuby, narysowaną na szybko przez Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。)
Start przewidziany był w Słupsku, gdzie dojechaliśmy pociągiem krótko po wschodzie słońca. Było chłodno, ale nie chciało mi się wyciągać z podsiodłówki ultralighta ani rękawiczek. Temperatury przez cały dzień wahały się od 9 do 24°C, ale całość objechałam na krótko.
Pierwsze 90 km przejechaliśmy w pięknych okolicznościach porannej mgły. Widoki wynagradzały niedogodności w postaci odcinków z gorszą nawierzchnią, czy debila w samochodzie, który na pustej drodze zahamował z piskiem opon kilka metrów za nami. Na szczęście tego dnia spotkaliśmy już niewielu takich mistrzów kierownicy. W międzyczasie wróciły problemy z tylną przerzutką, które miałam kilka tygodni wcześniej podczas jazdy ze Szczecina, ale jechało się fajnie, a średnia podskoczyła powyżej oczekiwań, więc na razie to ignorowałam.
Prawdziwa jazda zaczęła się po pierwszej i najdłuższej pauzie w Lęborku. Zaliczaliśmy jeden podjazd za drugim, ale wydawały się dłuższe i bardziej wymagające niż te, które pokonywaliśmy na Kaszubach rok temu. Przerzutka działała coraz gorzej i pierwszy raz poprosiłam Mordiego o regulację. Sam też miał problem, ale z przednią, co odkrył na 12-procentowym podjeździe. xD
179 km było już za nami i zaczynało się robić nudno, gdy chwilę po kolejnej regulacji zerwała mi się linka. Łańcuch spadł na najmniejszą koronkę, co przy tym profilu trasy i mojej lichej nodze oznaczałoby dla mnie koniec jazdy. Znowu uratował mnie Mordi, któremu udało się zablokować łańcuch na jakimś bardziej znośnym przełożeniu w połowie kasety, a wszystko to przy pomocy patyka. ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚
Nie wiedząc, jak długo ta konstrukcja wytrzyma i co nas jeszcze czekało na trasie, narzuciłam wyższe tempo (czyt. spanikowana zap*erdalałam co sił, żeby jak najdalej dojechać przed zmrokiem). Prawie mnie pokonała jakaś śmieszna hopa z nachyleniem 4%, a bardzo dobrze wiedziałam, że najbardziej wymagające (przynajmniej dla mnie xD) podjazdy zaczynały się za Polanowem, 40 km od domu. Przy okazji przestałam wierzyć, że dojadę.
Ostatnią dłuższą pauzę zrobiliśmy w Miastku tuż przed zachodem słońca, resztę trasy mieliśmy przejechać już po zmroku. Godzinę później w Polanowie Mordi wymienił patyk w przerzutce i z tak profesjonalnie przygotowanym napędem zaczęłam najtrudniejszy etap jazdy, który... okazał się wcale nie taki trudny. xD Pod koniec nawet uciekłam trochę do przodu, gdy Mordi zmagał się z wypinającym blokiem, bo przecież dawno nic się nam nie zepsuło! Szczęśliwym zbiegiem okoliczności prowizorka z patyka wytrzymała akurat tyle, ile musiała i rozleciała się kilkaset metrów od domu.
Następne takie wygłupy w przyszłym roku, a teraz już pora na krótsze jazdy blisko domu i trenażer. (ꖘ‸ꖘ)
Szosowe kilometry z ostatniego dnia sierpnia, z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) Miało być "czysta" do Poznania... Wyszło dwieście ze Szczecina. ¯\_(ツ)_/¯ Jazda w deszczu przez pierwsze 100 km mijałaby się z celem, więc pojechaliśmy później, krócej, ale za to pod wiatr.
A była to trasa złożona głównie z długich, prostych i płaskich odcinków dróg, monotonnych i wykańczających psychicznie. Za Kamieniem Pomorskich zrobiło się nieco ciekawej (albo już się przyzwyczaiłam), a jeszcze lepiej za Trzebiatowem, gdzie wjechaliśmy na piękną drogę rowerową poprowadzoną przez pola, prawdopodobnie w śladzie dawnej wąskotorówki. Radość nie trwała długo, bo droga ta urywa się pośrodku niczego i do najbliższej miejscowości, czyli do Mrzeżyna, trzeba się turlać po mocno wysłużonych płytach jumbo.
Reszta trasy to już dobrze nam znany szlak R10, kawałek DK11 oraz inne lokalne drogi. Te ostatnie kilometry musiałam przejechać z częściowo niesprawną przerzutką, która po postoju w Kołobrzegu obsługiwała tylko połowę kasety. Zaliczonych 6 nowych gmin, trochę #kwadraty, a także, ze względu na jakiś objazd na samym początku trasy, nowa życiówka poprawiona o niecałe 2 km. ლ(ಠ_ಠ ლ)
Słodko-gorzka jazda. Formę mam obecnie niewątpliwie życiową, noga podaje, jeżdżę z głową, ale nie na wszystko ma się wpływ, chyba że o czymś nie wiem. 2 tygodnie temu robiłem 300 km i nie miałem prawa narzekać na jakiekolwiek, większe dolegliwości zdrowotne, może poza opuchniętymi stopami. Dzisiaj/wczoraj niestety się nazbierało: ból nadgarstka, wzrastający ból kolana i gwóźdź do trumny podpisanej "cel" - okropne otarcia od siodełka. Przez tydzień chyba nie wsiądę na rower. Oszczędzajac Wam detali, ostatnie 150 km to była już dosłownie katorga. 40 km jakie zabrakło do zaplanowanej mety, wydaje się być błachostką na takiej trasie, ale nie byłem już w stanie praktycznie siedzieć. Nie mam pojęcia czemu to aż tak nie zagrało. Ze strony pogody także in minus: ulewy, wiatr z zachodniego okazał się północno-zachodnim, a w nocy zamiast prognozowanych 14 stopni, temperatura spadła do 8.
Nie prognozuję na lipiec tras 200+, może wpadną jakieś górki.
@Furto miałeś mokre gacie po ulewach ? to mogło zadecydować, mnie kiedyś 3 burze złapały na trasie ok 60 km, jak wróciłem do domu okazało się, że szew od gaci rozorał mi poślada. Jeździłem w tych bibsach wielokrotnie a to była jedyna taka sytuacja, mokry materiał inaczej się zachowuje.
@Gilgamesh Tak, były mokre, ale tylko przez pewien czas, a i w pamięci mam, że jak kilka tygodni temu robiłem 130 w ciągłym deszczu, to aż takich problemów nie miałem. Choć może miałem założone inne bibsy.
Ja tam sobie zawsze powtarzam, że jeżdzę przede wszystkim dla przyjemności, więc nie ma co się zajeżdżać w trupa. Jutro też jest dzień, a te same zowody za rok:) Szybkiego powrotu do zdrowia!
Jazda z wczoraj. Zwiedzanie południowo-wschodniej części województwa dolnośląskiego i kawałka opolskiego.
Wspaniała pogoda, znikomy wiatr, choć w pewnym momencie grzałka była mocno odkręcona. Spowodowało to najtrudniejsze na całej trasie kilometry, gdzieś tak od 120 do 160 km. Później już było lepiej, fizycznie jestem całkiem dobrze przygotowany, od 230 km doskwierały jedynie bolące stopy (wtf) oraz dłonie. Coraz poważniej myślę o lemondce. Kuracja pomidorowa daje efekty, skurczów brak.
No i oczywiście nie obyło się bez złapania gumy xD
Przyszło mi to do głowy, bolała zwłaszcza prawa stopa, I i V głowa kości śródstopia oraz sklepienie podłożone boczne. Jest na to jakiś sposób, czy "więcej jeździć"? XD
@Furtoo kurde! Gratulacje! nie wiem co bardziej podziwiam: dystans? prędkość? czy to, że w 2,5h przerw udało Ci się wymienić dętkę xD Ja dzisiaj chciałem zmienić opony na szosowe i po 1,5h męki i naciągnięciu sobie barku odpuściłem xD pojadę zawody na gravelowych i tyle xD
Przerw było sporo, ok. 1h więcej niż się spodziewałem. Z samą detką straciłem jakieś 20 minut, do tego doszło 15 na ściągnięcie butów i danie paru chwil przerwy stopom. Aczkolwiek jak robię nową, długą trasę, to tu i tam zrobię zdjęcie, gdzie indziej się nie śpieszę w sklepie. Jak kiedyś wezmę udział w zawodach, wtedy będzie samo kręcenie :)
Ostatnio więcej chorujemy, niż jeździmy, ale za to Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) w końcu znalazł czas na zmontowanie dwóch zaległych filmów z zeszłorocznych rowerowych wypadów.
Wszystkim posiadającym wolną godzinkę czasu, polecam nowy, wcale nie krótki film Pana @Mordi (。◕‿‿◕。) z naszego wspólnego wypadu na #szosa przez Kaszuby, a przy okazji mojej skromnej życiówki. 225 km, prawie 2 km w pionie, 11 godzin jazdy brutto. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Kurde, do watch later się nie da dodać, bo zaznaczone dla dzieciaków, a mi się takie oglądanie tras podoba na trenażerze jak za oknem pi*dzi... Gratulacje wyprawy wam jbc!
Kilometry z zeszłotygodniowego wypadu przez Kaszuby do Gdańska, oczywiście z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。)
Było dużo kręcenia pod górkę (prawie 2 km w pionie) w przepięknych okolicznościach przyrody, od których morda sama się cieszyła mimo zmęczenia. Nie obyło się bez przygód, bo to ja planowałam trasę. xD 3 razy skończył nam się asfalt i trzeba było improwizować - raz to Mordi znalazł nam na szybko jakiś objazd, przy innej okazji skończyło się spacerem z #szosa po stromej, kamienistej górce. Ujebem skończył się także jeden z bardziej urokliwych odcinków - Lobeliowa Trasa Rowerowa, czyli 10 km drogi rowerowej na dawnym nasypie kolejowym, niestety prowadząca donikąd (jak przystało na typowy DDR xD).
Wpadło sporo #kwadraty oraz 10 nowych gmin, a co najważniejsze, w końcu po 2 latach poprawiłam życiówkę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@vvitch te 225km to jednego dnia? Ile czasu wam zajęło?
A jak lubicie ścieżki w śladzie kolei, to bardzo polecam włoski odcinek Alpe Adria. Dla odróżnienia i zaskoczenia prowadzące akurat dokądść, aczkolwiek pewne pokrewieństwo w spontanicznym zakończeniach niektórych odcinków dałoby się zauważyć.:)