Jest nawet bardzo dużo kotków, w dodatku każdy z nich ma własną kocią osobowość, co nie zawsze jest takie oczywiste w tego typu literaturze. Fabuła jest raczej szczątkowa, a wydarzenia rozgrywają się tak naprawdę między kilkorgiem gości i pracowników niedużego baru.
Są kotki i jest Japonia, czegóż bym miała chcieć więcej?
Główna bohaterka jest korektorką w wydawnictwie i to jest właściwie wszystko co ją określa.
Nie ma własnego życia, osobowości i nikogo bliskiego. Nie próbuje nawet szukać przyjaźni i miłości, a postawiona pod ścianą i koniecznością nawiązywania relacji ucieka w alkohol.
Wydaje się, że autorka nie wykorzystała możliwości jakie płyną z opisywania istoty tak bezbarwnej i pozbawionej potrzeb czy pragnień, a zakończenie było absolutnie kuriozalne i totalnie z kosmosu.
W 1917 roku wydawca czasopisma Everywoman’s World poprosił Lucy Maud Montgomery o spisanie historii jej kariery - kariery, której sama pisarka nie uważała za wielką, nie czuła się bowiem artystką, ani kimś kto przeżył coś spektakularnego. Widziała siebie samą raczej jako osobę, która mozolnie wspina się na szczyt, stara się dopiero coś osiągnąć.
Przed autorką "Ani z Zielonego Wzgórza" było wtedy jeszcze wiele książek, była tak naprawdę na początku swej pisarskiej drogi, skupiła się więc raczej na tym co ją ukształtowało - na swoim dzieciństwie, młodości, rodzinie i ukochanych książkach.
Ta skromniutka książeczka, dłuższy artykuł właściwie, jest świetnym wstępem do zrozumienia kim i dlaczego była Maud Montgomery - więc polecam!
Było sześć książek w jednej to teraz jedno opowiadanko. Piękne opowiadanko autora "Gry o tron" o miłości i potrzebie bliskości, a także o lęku przed samotnością i śmiercią.
A także o telepatach i umysłach zbiorowych. O kosmitach i ich wielkim, starożytnym mieście i dziwnej religii. O obrzydliwych, rozrastających się pasożytach zakładanych w wieku 40. lat na głowę dobrowolnie przez każdego mieszkańca planety, którzy potem przed 50. idą popełnić samobójstwo do jaskiń.
Przypomniałem sobie jak chłop świetnie pisze, jak bardzo chciałbym już "Wichry zimy" i że muszę poczytać więcej jego starszych tekstów.
Tytuł: Born a Crime: Stories from a South African Childhood
Autor: Trevor Noah
Kategoria: memoir
Wydawnictwo: Doubleday Canada
Format: e-book
Ocena: 8/10
Świetne wspomnienia jednego z moich ulubionych standuperów. Początkowo słuchałem jako audiobook (czytany przez samego autora), ale 2 3/4 spotify usunął pozycję ze swojego katalogu i kończyłem jako ebook.
Dokończyłem Berserka (Deluxe Vol 9 - 14). Najlepsza manga jaka powstała. Szkoda, że Miura już jej nie dokończy Kontynuatorzy bezczeszczą jego opus magnum. W temacie polecam esej Bez/Schematu https://www.youtube.com/watch?v=Z5zGydgBuDA
Liczyłem na bardziej ciekawą pozycję. Autorka miała jedną fajną myśl: ADHD przypomina światło. W zależności jak na nie spojrzymy, ma ono inną naturę (promieniowanie elektromagnetyczne, strumień fotonów). Podobnie możemy spoglądać na ADHD. Jest to zarówno niedobór dopaminy, zaburzenie charakterologiczne, dysfunkcja wykonawcza czy dar.
Tytuł: 107 mitów o ADHD: czyli jak mierzyć się z niewiedzą
Autor: Jarosław Jóźwiak
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Wiedza Współczesna
Format: e-book
Ocena: 7/10
Dużo lepsza pozycja niż "Z tego się nie wyrasta". Niestety, bardzo dużo powtórzeń. Wynika to z formy książki. Autor w każdym micie rozkłada go na części pierwsze, tak że nie trzeba czytać innych części książki.
Tytuł: The Notebook: A History of Thinking on Paper
Autor: Roland Allen
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Profile Books
Format: e-book
Ocena: 7/10
Ciekawa pozycja o tym jak ludzie wykorzystywali notatniki. Od księgowości, po zibaldone, pamiętniki, dzienniki podróży itd. Wiele informacji, bardzo ciekawie przedstawionych.
Pozycja długa i przeładowana informacjami. Czasami gubiłem się kto jest kim, bo autor omawia czterech papieży i ich świtę, niezliczoną liczbę kardynałów, biskupów i księży.
Tłumacze: Danuta Górska, Lech Jęczmyk, Juliusz P. Szeniawski, Jacek Kozerski, Agnieszka Sylwanowicz, Łukasz Nicpan
Kategoria: science fiction
Format: ebook
Ocena: 9/10
Sześć książek upchali w jedną, więc ta moja hipsterska sekcja z tłumaczami trochę długa. xD
Dawno, dawno temu ludzie wywodzący się z planety Hain skolonizowali wiele światów, ale przez brak szybkiej komunikacji rozwinęły się tam bardzo różne społeczeństwa. No i ta książka to sześć opowieści z takich właśnie światów. Można je czytać w dowolnej kolejności i traktować jako osobne teksty.
Pani Le Guin miała i wspaniałą wyobraźnię i wspaniałe pióro. Zafascynowana antropologią porusza tu masę ciekawych i ważnych tematów dotyczących przeróżnych aspektów bycia człowiekiem, ale ani przez chwilę nie robi tego w nudny i smętny sposób. Wrzuca swoich bohaterów do fascynujących światów i okoliczności, miesza przeróżne klimaty i we wszystkich potrafi się odnaleźć.
Mamy tu i kosmicznego etnografa wykonującego questa z rycerstwem z epoki brązu na planecie zamieszkanej przez wiele inteligentnych gatunków i ciekawe zwierzęta, np. skrzydlate wielkie koty służące im za środek transportu. Psychodelę jak u Dicka o postapokaliptycznej Ziemi, gdzie ludzie żyją w małych społecznościach, planetą rządzą tajemniczy Shinga z kosmosu, a nasz główny bohater wychodzi z lasu z wymazaną tożsamością i pamięcią. Małych zielonych ludków z lasu walczących z kolonizatorami traktującymi ich jak zwierzęta (pan Cameron chyba sporo stąd zerżnął do swojej serii o dużych niebieskich ludkach xd). Planetę hermafrodytów będących aseksualistami poza okresem godowym, którą konserwa z Ziemi chce dołączyć do kosmicznej federacji, ale nie idzie mu to za dobrze z powodu różnic kulturowych. Mamy też system dwóch planet, gdzie jedna jest jak Ziemia - dużo zasobów, różne państwa, różne systemy, wojny, kapitalizm i socjalizm, a druga to anarchosyndykalistyczna utopia założona na jałowym księżycu 200 lat wcześniej. U pani Le Guin serduszko bije po tej drugiej stronie, ale zdecydowanie nie jest bezkrytyczna.
Podsumowując - bałem się że to będą nadęte pierdolety, a to jest tak napisane że się przez to płynie, nawet jak poruszane są ciężkie tematy. A o każdej książce można by napisać esej, a nie jedno czy dwa zdania. Do tego z powodu poruszanej tematyki teksty w ogóle się nie zestarzały, a niektóre nawet zyskały na aktualności.
Jeszcze jedno spojrzenie, a raczej kilka, na temat klątwy krwi (bo stricte stereotypowym wampiryzmem bym tego nie nazwał, choć wspólnych elementów jest dużo).
Pierwsze z nich, osadzone pod koniec i po Wojnie Secesyjnej, skupia się na przeżyciach studenta medycyny, zaciągniętego na czas konfliktu do woja jako medyk, po ostatniej potyczce naznaczonego rzeczoną klątwą przez szalonego starca. Obserwujemy jego (młodzieńca, nie starca) relacje z jedyną dwójką znajomych z czasów studiów - zamożnym rodzeństwem, dziewczyną i chłopakiem - te wcześniejsze w formie retrospekcji, a teraźniejsze na bieżąco. Właśnie wokół tego elementu kręci się pierwszy fragment, w którym nakreślona zostaje postać bohatera - biegłego umysłu, który zaprzęga go oraz wiedzę wyniesioną z uczelni do prób odkrycia właściwości nabytej dolegliwości.
Poznajemy jeszcze dwójkę innych postaci: młodą marksistkę, żyjącą w latach 20. XX wieku w Nowym Jorku oraz renowatora-artystę ze Strasburga końca XVIII wieku - jego można uznać za postać epizodyczną, której jednak nie sposób odmówić wagi dla fabuły. Losy całej trójki wiążą i mieszają się w sposób czasem bezpośredni, czasem nie, w stopniu większym lub mniejszym - zależy, gdzie spojrzeć. Więcej nie piszę, gdyż odkrywanie warstwa po warstwie tajemnicy oraz wzajemnej zależności stanowi jedną z zalet tej książki.
No właśnie: jednej z wielu. Kolejną z nich jest konfrontowanie postaci z rzeczami, które są sprzeczne z ich ideałami. Ponownie - nie zamierzam wchodzić w szczegóły, ale najbardziej pod tym względem podobała mi się przeprawa studenciaka - była po prostu różnorodna, a poza tym ścierała stare i nowe ze sobą.
Za kolejną zaletę należy uznać styl lub po prostu umiejętność kreowania sceny oraz tła pomiędzy istotniejszymi wydarzeniami. Do tego nie mogę powiedzieć, żebym uskarżał się na jakieś dłużyzny - jedynie ostatnie ok. 30 stron było ciężkostrawne i w większości niezrozumiałe.
Jest to kolejny w tym roku kontakt z Ucztą, który mogę zaliczyć do grona udanych: konkretne postacie, ciekawa fabuła i osadzenie jej w naszym świecie, sprawne pióro; najbardziej mógłbym się przyczepić do ostatnich stron, poza tym jest w porządku.
Jest to też jeden z tych przypadków, gdzie lekkie przyspoilerowanie znacznie ułatwiłoby mi robotę i uczyniło wpis odczuwalnie bardziej dynamicznym i interesującym. Nie zrobiłem jednak tego, gdyż książkę tę uważam za wartą przeczytania, ale tylko jeżeli macie ją już na półce (lub regale albo biblioteczce wstydu), bo w przeciwnym wypadku istnieje wiele innych rzeczy, na które lepiej przeznaczyć te niecałe 100zł.
Pisana ciętym językiem, z lekką domieszką czarnego humoru, długa historia ludzkich zboczeń. Można podrzucić komuś, kto twierdzi że kiedyś tego całego lgbt nie byo, facet to tylko z babom, i w ogóle kiedyś to było.
Autorka odważnie i mocno obrazowo przerabia wszystkie seksualne żądze i całą problematykę. Znajdziemy tu takie tematy jak kult fallusa, choroby weneryczne, homoseksualizm, zdrady oraz z mocniejszych, gwałty, nekrofilia, pedofilia, zoofilia i wiele innych. Jest tu też kawał historii i dosadne opisy różnych tortur.
Zdecydowanie nie polecam osobom wrażliwym, bo autorka nie bierze jeńców i pisze jak jest, bez cenzury.
Tytuł: Meshi. Kulinarny przewodnik po kulturze Japonii
Autor: Katherine Tamiko Arguile
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-240-8685-6
Liczba stron: 410
Ocena: 7/10
Książkę otrzymałam jako nagrodę w hejtokonkursie na najlepiej ocenianą choinkę - pokazałam moją pracową choinkę, która może i była trochę specyficzna, ale się starała - co doceniliście, za co prześlicznie dziękuję :*
Autorka wraca myślami do swojego dzieciństwa, do lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Tokio i odtwarzając smaki oraz przepisy zapamiętane z tamtego czasu, opowiada nam swoją historię.
Przechodząc przez wszystkie pory roku, mówi o sezonowych przysmakach, festiwalach i świętach, wrażeniach, fakturach, zapachach i tym co było dla niej najważniejsze - rodzinie.
Czytałam tę książkę bardzo długo - nie da się jej czytać bez czegoś pysznego do podjadania