Znalezione na FB, śmiechłam.
#praca #zajebanezfacebooka
Z branżowego słownika - "wrzucić kogoś pod pociąg/tramwaj/autobus/ciężarówkę" - czyli innymi słowy, w trakcie telekonferencji lub spotkania wywołać do zabrania głosu kogoś, kto nie chcę być wywołany do zabrania głosu, bo nic nie wie na dany temat, ba - nie wie, o czym jest rozmowa; ma wyciszony mikrofon i wyłączoną kamerę od 52 minut; udaje że nie żyje; robi pranie (w Czechach), a powinien pracować (w Kędzierzynie-Koźlu); jest na grzybobraniu, ale billinguje ten czas jako "research prawny", itd.
Typowe "wrzucenie pod..." wygląda mniej więcej tak, że trwa nudna dyskusja na jakiś tam temat z ważnym klientem i Twój, teoretycznie-k⁎⁎wa-kolega, z uśmiechem rzuca:
"To może teraz Mecenas Pierdzielski powie na ten temat ze dwa zdania, bo on się tym zajmuje." - przy czym, Twoje "zajmowanie się tym" wygląda tak, że wczoraj o godz. 23:43 dostałeś maila o treści "zajmij się tym", z załącznikiem zatytułowanym: "final_final_ostateczny_v7_last_comments.docx", którego nawet nie zdążyłeś otworzyć, a co dopiero przeczytać.
Klasyczne "wrzucenie pod..." zawiera następujące elementy:
-
fałszywą introdukcję ekspercką, w stylu: "Paweł, to nasz wieloletni ekspert w... tym czymś, o czym zaraz będzie mówił";
-
sku⁎⁎⁎⁎⁎ński uśmiech "wrzucającego pod...", zapowiadający nadciągającą katastrofę...;
-
uderzającą w Ciebie falę gorąca, porównywalną do słońca nagrzewającego pancerz czołgu Panzer IV na Łuku Kurskim;
-
Twoją próbę złapania oddechu; pośpiesznego ubrania spodni, zanim włączy się kamera; poprawienia krawatu zanurzonego w kuflu z piwem; odsunięcia od siebie dziewiętnastoletniej Marioli, z którą akurat masz romans; usunięcia z tła za Twoimi plecami kancelaryjnego orangutana o imieniu Chico, który na Twoim laptopie służbowym tworzy podwaliny nowelizacji polskiego systemu podatkowego, choć to Ty miałeś się tym zająć, itd.;
-
grobową ciszę, jak w Mrągowie po tym festiwalu, po którym już więcej nie było festiwalu w Mrągowie;
-
koło ratunkowe, które sam sobie rzuciłeś wypadając z okrętu, o treści: "Mariusz, bardzo Cię przepraszam, ale czy możesz powtórzyć? Bo coś przerwało?";
-
serię chrząknięć, kaszlnięć, ogólników w stylu: "No proces sądowy, to skomplikowana sprawa."; "W tym naszym polskim prawie..."; "Siedziałem nad tym kilka dni i ciągle to badam...", etc;
-
rozpaczliwą próbę ucieczki do przodu i przebicia się z kotła pod Stalingradem słowami: "Musimy to jeszcze zweryfikować wewnętrznie, żeby wrócić do Państwa z rekomendacją."
Wyróżnia się kilka, stopniowalnych odmian tego zjawiska, np.:
a) zwykłe, wtorkowe wrzucenie pod tramwaj starego typu, z wysoką podłogą - gdy ktoś zostaje wywołany na spotkaniu, ale ma jeszcze szansę odpowiedzieć "aj, to zależy" i potem sobie "pozależować" przez 10 minut (umiem tak);
b) kwalifikowane wrzucenie pod pociąg pośpieszny - gdy wywołanie następuje przy wewnętrznych specjalistach klienta, którzy mogą łatwo zweryfikować, że pieprzysz głupoty;
c) bestialskie wrzucenie pod konwój ciężarówek z naczepą - słowami "Dalszą część naszego spotkania w całości poprowadzi...";
d) wrzucenie pod Pendolino, zdaniem: "Paweł, mamy tylko pięć minut, więc od razu dawaj konkluzję", gdy wiadomo że nie ma żadnej konkluzji i nie będzie.