Z pamiętnika lidera - Zarządzanie oczekiwaniami

hejto.pl

Dzień dobry,
Dziś porozmawiamy o zarządzaniu oczekiwaniami w #korpo.


NIezależnie od tego na jakim etapie kariery jesteśmy musimy nimi zarządzać. Podzieliłem je na warstwy, z których każda ma wpływ również na pozostałe, ale jest na innych szczeblach korpo drabinki.


  1. Warstwa akcjonariuszy i zarządu
    Na pewno spotkaliście się z tym, że każda firma w domyśle powinna stale rosnąć, wchodzić na nowe rynki, wypłacać co raz to wyższe dywidendy akcjonariuszom, przejmować inne firmy i generalnie dążyć do bycia numerem 1 w swojej działce.

    Ale tu rodzi sie konflikt między presją na EBITDA, a inwestycją w R&D, której zwrot przyjdzie za 5 lat. Konflikt między wzrostem rok do roku, a zwiększonymi wydatkami przez wojny, cła i głupie decyzje polityków, na które firma nie ma żadnego wpływu. Konflikt między cięciem etatów lub wstrzymaniem rekrutacji, a dowożeniem wszystkich projektów przed zakładanym terminem. I wreszcie konflikt między piękną kulturą organizacyjną, a zapędami do zbudowania obozu pracy.

    Z punktu widzenia najwyższych szczebli organizacji, zarządu i akcjonariuszy wszystko da się zrobić lepiej, szybciej i taniej:
    - Wdrożenie AI w firmie, która pracuje na papierowych kwitach? Daj mi kwartał.
    - Zbudowanie nowego centrum kompetencji w tanim kraju? Ok, za rok będzie miało 1000 pracowników.
    - Zatrudnienie studentów/stażystów do pracy przy zadaniach dla seniorów? Jasne, żaden problem.

    Wszystko to sprawia, że w pewnym momencie firma zaczyna zjadać własny ogon. Na to natomiast nic nie możesz poradzić (chyba, że masz 3-4 literowy skrót zaczynający się od "C" przed nazwiskiem), więc ten punkt możesz olać ;)

  2. Warstwa szefa
    Jesteś szefem i masz szefa? Szef oczekuje od Ciebie wiele, ale jeszcze więcej od Twojego zespołu. Dowożenie wyników, niezależnie od tego czy jest weekend, święto, urlop, czy jesteś chory. Wszystko zwinnie, na wczoraj i najlepiej bez żadnych kosztów lub z minimalnym wkładem finansowym.

    Szef oczekuje zaangażowania, dostępności, odpowiedzialności, ale rzadko nazywa to wprost i jeszcze rzadziej mówi, co daje w zamian. A jak już mówi, to jest to marchewka na baaaardzo długim kiju:
    - Szykuję Ci awans już za rok.
    - Przy następnej ocenie rocznej porozmawiamy o Twoim rozwoju.
    - Mogę Cię dołączyć do ciekawego projektu na 3-6 miesięcy, ale będziesz musiał wykonywać też swoje normalne obowiązki.
    - A co powiesz na szkolenie z technologii XYZ?
    - Może przejmiesz obowiązki ABC, jak on odejdzie i zobaczymy jak Ci pójdzie?
    - Jak tylko zwolni się miejsce, to będę o Tobie pamiętał.

    Podsumowując: Nikt Ci tyle nie da, co ja Ci obiecam.
    Dlatego tak ważne jest, żeby zarządzać w takich momentach swoimi oczekiwaniami wobec szefa i brać tylko te "okazje", które mogą się Wam realnie opłacić. A najlepiej rozwijąć się tak, żeby robiąc sobie bilans zysków i strat wychodzić nad kreską.

  3. Warstwa współpracowników
    Jak często słyszysz prośbę o pomoc od kogoś, kto się do tej pory obijał, a teraz robi coś na ostatnią chwilę i nagle jest to problem wszystkich dookoła?

    Jest to typowy problem małpy, gdy ktoś przyprowadza Ci swoją małpę i teraz to jest już tylo Twoja małpa. Odpowiedni zarządzanie oczekiwaniami współpracowników, upewnienie się, że macie czas najpierw na swoje zadania, a jak go wystarczy, to na zadania innych. Podobnie z wysłaniem maila, w których ktoś przydziela Ci zadanie opieki nad swoją małpą i dopóki nie odpiszesz, siedzi z Tobą przy klawiaturze.

    Cała plejada tekstów w stylu: "tylko rzuć okiem", "Ty się na tym znasz", "proszę pomóż mi to ogarnać", "spotkajmy się, żeby to przegadać" oraz pominięcie Cię w korespondencji i dodanie Twojego szefa, żebyś małpkę dostał od swojego Szefa, bo tak trudniej odmówić.

    Dlaczego bierzemy cudze małpki?
    - chcemy być postrzegani jako gracze zespołowi - odmowa = utrata wizerunku
    - mamy syndrom oszusta i kompensujemy go nadgorliwością
    - szybciej zrobić samemu niż wyjaśniać, dlaczego tego nie zrobimy (#najgorzej)
    - mamy iluzję kontroli - "jak ja to zrobię, to przynajmniej wiem, że będzie zrobione dobrze"
    - nie potrafimy odróżnić pomocy od wyręczania
    - nie potrafimy odmawiać

    Małpa od współpracownika to ten sam mechanizm co niewypowiedziany kontrakt z szefem czy akcjonariuszem - tyle że w P2P. Każda relacja zawodowa ma swoją niewidoczną księgę rachunkową: kto komu ile zostawił, kto ile wziął na siebie. Zarządzanie oczekiwaniami w tej warstwie to po prostu prowadzenie tej księgi świadomie, zamiast udawać, że jej nie ma i brać wszystko jak leci.

  4. Warstwa własnych oczekiwań
    Mit wymarzonej pracy - oczekiwanie, że praca da nam sens, tożsamość, przyjaciół, rozwój, pieniądze, elastyczność i spełnienie misji jednocześnie. To bardziej wymaganie wobec instytucji religijnej niż wobec pracodawcy, a tym bardziej wobec siebie.

    Mit siebie za X lat - wiara w to, że jeśli zaplanujemy gdzie chcemy być za X lat, to musimy tam być i jeśli nie jesteśmy, to znaczy, że popełniliśmy błąd i jesteśmy do niczego. A to już krótka droga do pętli na szyi.

    Benefity vs warunki - owocowe czwartki i multisport to nie benefity, tylko dekoracja. Realne to: elastyczność, jakość menedżera, sensowność pracy, możliwość rozwoju. Warto zrobić rozróżnienie Linkedinowych benefitów od tego, co naprawdę wpływa na Wasze życie i z czego realnie korzystacie.

    Work-life balance - sam termin "balance" zakłada, że to dwie szale na wadze i że mogą być w równości. A przecież pracujemy by mieć za co żyć, mieć kasę na rodzinę, hobby, zachcianki, a nie żyjemy, żeby pracować. Każdy kto pracował z amerykanami zobaczył, że u nich to jednak praca jest na 1 miejscu i ciężko im zrozumieć europejskie podejście do pracy, choć polskie i tak jest dość luźne w tym aspekcie. Może lepszą klamrą jest pytanie o energię i jej wykorzystanie: co mnie motywuje, co mnie drenuje, niezależnie od strony tej wagi.

    Pokoleniowy rozjazd - inne oczekiwania pokoleniowe nie są problemem młodszych pracowników, tylko sygnałem, że stary kontrakt (lojalność za stabilność) przestał działać i czas go zaktualizować. Tu dochodzi też kwestia zarobków i siły nabywczej pieniądza, bo jeśli młodsze pokolenia nie są w stanie kupić choćby 1m2 mieszkania za miesięczne zarobki, to system ich wyrolował. Czego pokolenie, które mieszkania kupiło/dostało znacznie taniej nie zrozumie.

  5. Warstwa Linkedinowego sukcesu
    Czy nie jesteście przytłoczeni tym wszechobecnym sukcesem na LinkedIn?

    LinkedIn pokazuje wyłącznie:
    - awanse (nigdy zwolnień - "open to new opportunities" to jedyny dopuszczalny eufemizm)
    - udane projekty i wdrożenia (nigdy ujebanych)
    - wystąpienia konferencyjne (nigdy odmów albo prelekcji do pustej sali)
    - udane rekrutacje (nigdy odrzuceń po piątym etapie)
    - nowe certyfikaty (nigdy oblanych egzaminów czy godzin zarwanych nad wkuwaniem materiału)

    Performatywność awansu - posty typu "Excited to announce..." jako gatunek literacki. Każdy zna szablon: skromne otwarcie, podziękowanie zespołowi, "humbled and grateful", emoji rakiety. To nie jest komunikacja, tylko rytuał. Ciekawe pytanie: dla kogo właściwie jest ten post - dla rynku pracy, dla obecnego szefa, dla samego siebie?

    Inflacja tytułów - "Head of", "Director of", "Chief X Officer" w firmach pięcioosobowych. LinkedIn stworzył rynek, w którym tytuł stał się walutą którą inflacja zjada szybciej niż realna odpowiedzialność. Skutek: dyrektor w korporacji zarządzający setkami osób ma wizualnie mniejszą "wagę", niż osoba na JDG. A człowiek, który po nocach zakładał swój biznes od zera, mniejszą niż ktoś, kto dostał kupę siana na start i już chali się pierwszym "sukcesem".

    Sukces bez kontekstu - "Zwiększyliśmy sprzedaż/wydajność o 340%". Z czego do czego? W jakim segmencie? Czyim kosztem? Brak mianownika to dominujący styl narracji. Wszystko rośnie, wszyscy "skalują biznesy w górę", nikt nie pokazuje, co się zepsuło po drodze.

    Jaki jest tego skutek?
    Zaczynasz porównywać swój backstage z czyimś frontem. Goffman pisał to 60 lat temu, ale LinkedIn dał temu zjawisku skalę przemysłową. Twoja codzienność (maile o 22:00, projekt który się wlecze, brak podwyżek, konflikt z szefem) kontra czyjeś najlepsze 5 minut miesiąca.

    To generuje też całą masę oczekiwań, które wrzucasz sobie na garb:
    "Personal branding" jako obowiązek - dawniej tworzenie marki osobistej było wyborem ekstrawertyków. Dziś to nieformalne wymaganie wobec introwertyków. Brak aktywności na LinkedIn = brak ambicji = sygnał dla rynku, że "coś z tobą nie tak". Ludzie postują nie dlatego, że chcą, tylko dlatego, że muszą. A inni to czytają i lajkują, bo tak trzeba.

    FOMO konferencyjne - "czy byłeś na konferencji X?" jako test przynależności do plemienia. Konferencja staje się mniej miejscem nauki, bardziej miejscem zdjęcia z badgem. Posty "key takeaways" pisane są często w drodze powrotnej, zanim cokolwiek się zrozumiało, a tym bardziej bez czasu na przemyślenia.

    Egzaltowanie udziału w konferencji:
    - post przed, jak to się jarasz tym czego się nauczysz
    - post w trakcie/po rozpoczęciu - koniecznie z badge'm, w którym chwalisz się, że dotarłeś, bo przecież miałeś tam drogę jak Twój stary do szkoły ;)
    - post na gorąco po - co zabierasz ze sobą, choć tak na prawdę to zabrałeś badge'a, kilka długopisów/ołówków i notes

    W polskim LinkedIn ścierają się dwie estetyki:
    - amerykański blichtr - "I'm thrilled to share", "blessed", emoji, storytelling, rakiety - skuces na skalę światową
    - polska powściągliwość - "Miło mi poinformować" - suchy fakt

    O samym LinkedInie jeszcze będę pisał osobno, a jest to temat rzeka ;)

  6. Zarządzanie oczekiwaniami to przede wszystkim ich nazywanie
    Większość zawodowych frustracji nie bierze się ze złych oczekiwań, tylko z tych niewypowiedzianych. Akcjonariusze nie mówią wprost "akceptujemy 2 lata bez wzrostu, jeśli...", szef nie mówi "oczekuję, że odbierzesz telefon w sobotę", pracownik nie mówi "oczekuję awansu w ciągu 12 miesięcy". Cała trójca działa na domysłach i potem jest zdziwiona, że się nie domyśliliście.

    Pomyślcie o swoich oczekiwaniach i oczekiwaniach wobec Was i zastanówcie się: ile z nich jest nienazwana?


I to wszystko na dziś, zapraszam do komentarzy i wspólnego przemyślania czym są dla Was oczekiwania, a jaka jest rzeczywistość?

#pracbaza #korposwiat #zpamietnikalidera

hejto.pl

Komentarze (17)

@WujekAlien LinkedIn to rak. Olałem to gówno. Nikt ci tyle nie da co szef ci obieca - 100% prawda. Work-life imbalance z naciskiem na life - polecam filozofię Europemaxxing (czy jakoś tak, nie wiem, jestem tylko roszczeniowym millenialsem). Otwarta komunikacja z szefem - co roku pytam co mam zrobić, żeby po tym roku dostać wreszcie High Performance (zamiast Good jak wszyscy). Na to zazwyczaj brak konkretnej odpowiedzi tylko jakieś takie pierdololo o visibility i networkingu. Zapierdalaj i licz na synekurę jak się komuś może spodobasz. Ale jak nie jesteś cycatą laską o lekko oliwkowej skórze to jak mam się spodobać białemu szefowi pod pięćdziesiątkę po rozwodzie? K⁎⁎wa mać.

@FoxtrotLima visibility i networking to jeszcze większy rak niż LinkedIn, bo niemal każdy to słyszy podczas oceny rocznej. Nie możemy Cię awansować, bo Cię nie widać.

Jak dostałem taki feedback od szefa, bedąc na kilku zebraniach z prezesami z C-levelu, na 2 kolacjach z CEO i na golfie z CIO, będąc polakiem w amerykańskim korpo, to spytałem go - to jak twoim zdaniem wygląda te visibility? Nie umiał odpowiedzieć, więc to olałem.

@WujekAlien coś w tym jest. Bo jak mnie Chief Engineer z innym Chief coś-tam Engineerem wysyłali na gwałt (hehehe) na 3-party emergency workshopy z dostawcą i klientem bo się srogo coś zesrało to visibility było wystarczające, żeby mnie dostrzec. Networking też niczego sobie, bo z klientem i dostawcą popisaliśmy Calvadosa w Normandii a potem w drodze na De Gaulla szybki rajd po Paryżu. Fajne czasy, ale i tak chuja mi to dało. Od tamtej pory powziąłem sobie za cel robić absolutne minimum i krzyczeć głośno jakież to sukcesy nie osiągam. Biegam też dużo po biurze z laptopem pod pachą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Chuja nadal to daje mam mam fun xD

@FoxtrotLima Gdzieś o tym czytałem, w kilku miejscach niezależnie - jak łazisz po biurze/hali/obiekcie, to nieś coś i maszeruj względnie szybkim krokiem, żeby wyglądać na zajętego. Nawet jeśli tylko idziesz z jednego miejsca w drugie, żeby dalej przewijać tam memy na telefonie.

@jonas @FoxtrotLima yep, chodzenie szybkim tempem po biurze i mówienie jak sie jest zarobionym, buduje obraz bycia tym zajętym. Ale raczej nie pomaga w awansie

@WujekAlien Wiem, że się nie trafi. Jestem prostym elektrykiem/elektronikiem przemysłowym, ścieżka awansu dla takich nie istnieje w szeregach korporacji, mimo że obecnie w jednej pracuję.

Z tym linkedgunwem to dobre! 🙃 To jest rak porównywany już z fejsbuniem - jak nie musze to nie wchodzę na ten festiwal spierdolenia i lizodupstwa! xD

Ale w moim przypadku: 1. Nigdy nie ujebałem żadnego wiekszego projektu (może po prostu nie pakuję sie na miny ¯\_(ツ)_/¯) 2. Nigdy nie ujebałem żadnego egzaminu - w życiu potrzebny jest fart! 3. Nigdy mnie nie wyjebali (powód - patrz punkt wyzej!) zawsze sam odchodziłem (no, ale ja dziwny jestem bo więcej jak 3, 4 lata w jednej fabryce to podobno patologia).

Bardzo ciekawe obserwacje, szczególnie ta mit-ologia. K⁎⁎wa, jakie to prawdziwki! Arcyciekawy i seksi temat!

@WujekAlien miałem kumpla, który wszedł ostro w astrologię i ezoterykę (jak korpo go przemieliło, wypluło i sponiewierało mu mózg) i stawiał ludziom horoskopy...powiedział, ze mi nie postawi bo "byliśmy zbyt blisko" (szkoła z "internetem") xD

#czlowiekskurwiel pomyślałem....

Ale jedno może mi powiedzieć bo okazało sie, że "profilował" mnie już wczesniej. "- Maaan, nie potrzebujesz horoskopu...wystarczy, ze Ci powiem, ze będziesz miał w żyćku szczęście!"

I chyba karwa na tym jadę do dziś! xD

Nie mam pojęcia skąd to wzial...ale juz się nigdy nie dowiem...wylogował się.( ͠° ͟ʖ ͡°)

@WujekAlien jak zawsze wyborny wpis i jak zawsze chętnie skomentuję, choć obawiam się tego, że znowu wepchnę się z jakimiś uwagami, co to mają być w kolejnych rozdziałach.


Wg mnie niektóre aspekty są trochę za bardzo uproszczone.


  1. Punkt pierwszy jest świetnie złapany. Jeśli firma posiada udziałowców, to CEO nie jest wówczas bogiem wszechmogącym i cisną go ludki z funduszy inwestycyjnych tak samo jak on ciśnie dyrektorów regionalnych i tak samo jak oni cisną managerów, a managerowie pracowników. Oczekiwania inwestorów są jakie są i CEO albo je spełni (i wtedy ma premię) albo ich nie spełni i jest spora szansa, że będzie miał problemy (włącznie z poproszeniem o poszukanie sobie pracy w innym miejscu). Dlatego też desperacko chwyta się niekoniecznie dobrych dla firmy rozwiązań, typu zwolnijmy ludzi z Polski, a zatrudnijmy z Indii - dzięki temu wykażę oszczędności i utrzymam pozycję, a oni jakoś może dadzą z tym wszystkim radę.

  2. Warstwa szefa - nikt nie obieca ci tyle co on. Wierzę, że niejeden szef autentycznie chciałby rozwoju swojego zespołu, aby każdy dostawał wypracowane promocje oraz fajne podwyżki, ale po prostu on sam ma związane ręce. Promocje w korpo idą znacznie wolniej niż by się to mogło wydawać, a to dlatego, że budżet pozwala na promowanie np. 3% zespołu w ciągu roku. Jeśli zespół składa się ze 100 osób, to awansować mogą 3, a zasługuje na to np. 17 osób. Tworzy się zatem kolejka sfrustrowanych takim stanem rzeczy osób. Zaczepiony szef nie chce odpowiedzieć "nie dostaniesz promki przez najbliższe 4 lata", bo się boi, że pracownik odejdzie. Dlatego się obiecuje, dlatego się ględzi o widoczności, o sprawdzeniu na przyszłym projekcie - nie aby dla sportu mydlić oczy, ale aby kupić trochę czasu, bo po prostu wcześniej się nie da.

  3. Warstwa współpracowników - jasne, zdarzają się nieroby, co potem oczekują pomocy, normalna rzecz - w każdej firmie są takie osoby. Zdarzają się jednak także źle wycenione projekty, które nie mają prawa zakończyć się sukcesem. Do tego zdarzają się sytuacje, gdzie projekt musi się zacząć teraz, a nie ma dostępnego specjalisty w tym zakresie, więc zadanie to wrzuca się akurat temu, który jest dostępny (a niekoniecznie posiada kompetencje) i taka osoba po prostu potrzebuje pomocy kolegów, bo inaczej położy projekt po całości. Nie jest to winą tych pracowników, co dostają taką tykającą bombę, dlatego też w moim odczuciu jednak warto sobie nawzajem pomagać. Ja wiem, że czasami to bywa nie fair, czasami jest to w sprzeczności z poczuciem sprawiedliwości, ale wg mnie niezależnie od okoliczności, warto okazywać wsparcie kolegom z pracy, którzy znaleźli się w jakimś bagnie. Czasem przez nich samych, czasem po prostu tak wyszło bez ich winy. Każdy ma prawo odmówić pomocy, ale jednak jak spotykałem takich zawodników, co po raz któryś zapytani o prostą rzecz, której wytłumaczenie zajęłoby 30min, chcą zapłaty (aby za to pół godziny tłumaczenia, mój projekt zapłacił) - to zawsze postrzegałem to trochę jako bycie bucem.

Co do linkedin to się nawet nie wypowiadam, także uważam, że to jest rak totalny i zgadzam się we wszystkim.


Padła jeszcze ciekawa uwaga o Amerykanach i że praca u nich jest na 1 miejscu. Uwarunkowania kulturowe to także temat rzeka. Amerykanie będą dołączać się do narady projektowej, nawet jak u nich będzie 2 w nocy. Hindusi będą napieprzać za darmo nadgodziny. W Polsce za to są urlopy macierzyńskie, niechęć do pracy po godzinach i ciągły wzrost oczekiwań pracowników (np. w USA mają podwyżki końcoworoczne na poziomie 2%, a w Polsce jak ludzie dostają 8% to jest wielkie niezadowolenie, że tak mało). To sprawia, że Polska jest postrzegana coraz częściej jako obszar wzrastających kosztów, a nie zagłębie specjalistów. A wzmianki o takich akcjach jak czterotygodniowy tydzień pracy wcale naszej pozycji nie umacniają. Widać to już teraz, że niektóre korpo się wynoszą z Polski, bo nie jest ona już dla nich atrakcyjna, a to nie napawa optymizmem.


Super wpis jak zawsze! Kurde, ale się rozpisałem XD

@Spleen Dzięki wielkie

  1. Wwychodzę z założenia, żeby nie obiecywać tego, czego się nie da załatwić. Miałem kilku szefów, którzy obiecywali wszystko i szczerze mówiąc zawsze zostawał niesmak. Mój poprzedni szef nie obiecywał nic, najcześćiej miał podejśćie - nie da się i jakoś tak łatwiej mi było przeboleć to co się w firmie dzieje. Szczególnie, gdy sam zaczynałem widzieć te bagno, w którym on się musiał paplać. On też powiedział mi w pewnym momencie - Kamil szukaj innej pracy, bo w firmie będą zwolnienia i nic nie poradzę na to, jeśli Excel wypluje Twoje nazwisko. Ostatecznie sam je wrzuciłem do Excela, ale szef mnie w tym wspierał i rozumiał czemu to robię.

  2. Masz rację, może to za duże generalizowanie z mojej strony, natomiast chciałem mocno nawiązać do zostawiania komuś swojej małpki i uczulić wszystkich na to, żeby byli asertywni Za dużo ludzi widziałem, których jedynym zajęciem w firmie było zarządzanie całym zoo małpek, które nigdy nie były u swojego właściciela, tylko rozdane po innych.

@WujekAlien nooo ja tak na to patrzę i tak sobie myślę, na cholerę to wszystko. Linked mi się czasami przydaje bo to taki Facebook z ludźmi z pracy. Czasami jak się z kimś porozmawia to można kogoś polubić i najczęściej odzywam się na linkedzie. A w pracy... Najgorzej ponieść się ambicji, ja tak mam. Najpierw mnie ponosi i kurcze... Daje z siebie 120% bo coś mnie technicznie zafascynuje a potem temat się kończy albo nie da się go dokończyć i nie mogę na to patrzeć. Potem siedzę na tych spotkaniach jak za kare, ludzie rozmawiają o tych rzeczach o których nie mam ochoty słuchać i jestem tam bo mam umowę o pracę i chce dostać wypłatę. I dobrze wiem że prawdziwe życie jest tam gdzieś, nie tutaj. Nie umiem nawet nazwać tej sytuacji. Siedzę i klikam w komputer bo to daje kupę siana, często mam tego dość i wcale nie chce mi się tego robić ale dobrze wiem że nigdzie nie ma miodu i tak balansuje na granicy, "zaraz tym wszystkim pierdolnę" oraz "jeszcze chwilę wytrzymam bo trzeba coś zarobić". I tak to jest. Najlepiej jakby kasa była za darmo to bym sobie pojechał nad jezioro i leżał brzuchem do góry. Anyway jak już nie mam długów to jest łatwiej...

@DexterFromLab to prawda, większość firm przepala kasę i czas ludzi na spotkania, które są zbędne, ale też zatrudnia ludzi do organizowania takich spotkać, żeby było wrażenie, że w firmie cały czas coś się dzieje. Gartner, PwC i inni doradcy tylko czekają kiedy będą mogli podrzucić CEO kolejną transformację do zrobienia, którą podobno wszyscy robią i tak to się ładnie kręci z roku na rok.

Mój szef za każdym razem gdy z nim rozmawiam to powtarza, że jak coś się chce, to jemu trzeba mówić, bo on się nie domyśla. Za każdym rozmawianym razem. Bardzo szanuję to podejście, jest w opór zdrowe. Natomiast gdy zacząłem mówić o jakimś pięciu się w górę, od razu otworzył mi drzwi. Życzę wszystkim takiego szefa

Zaloguj się aby komentować