Z bliska 20 lat temu narzekałem jak inni kierowcy wsadzali do starych, ryflowanych kloszy jakieś HID pseudoksenony świecące nie dla światła ale dla efektu albo panu bogu w okno. Ale w porównaniu do tych LEDów w nowych samochodach to była pestka.
Te nowe audice, MG czy Toyoty jak po zmroku jadą z naprzeciwka po nierównościach to normalnie jakbym dostawał spawarką po oczach. Jeszcze SUV czy inny Ducato to rozumiem, że stojąc za mną świeci mi do kabiny bo mają wysoko lampy, no OK.
Ale dzisiaj rano stała za mną Audi chyba A5 czy A7 (taka bardzo ścięta coupe), a na pasie obok nowiuteńka Corolla. I obydwa auta nie miały czegoś takiego jak linia odcięcia. Świeciły zimną bielą - obydwa - mi do kabiny i ... w wiszącą sygnalizację świetlną. Normalnie jakby klosze były zamontowane do góry nogami.
Dawniej bym pomyślał, że ma paletę cegieł w bagażniku i nie zna istnienia magicznego pokrętła regulacji reflektorów.
Dodatkowo, ta audica miała jeszcze jeden fajny bajer, logo-cztery-zera miał cały czas migające czerwone światło jak przy nagłym hamowaniu. Super rozkupiacz uwagi na drodze.
Lampy matrycowe też super. Jedzie z naprzeciwka na "długich", mrygasz mu, żeby zgasił, nic, a gdy jest 10 metrów przed tobą nagle lampa wyłącza fragment strumienia światła, lepiej późno niż wcale.
#motoryzacja
