@100mph no mentalność jest trochę inna. Rozmawiałem z paroma Amerykanami, i chociaż trzeba pamiętać że tam jest masa skrajności i stany się mocno różnią pomiędzy sobą, to ogólnie jest taki kult ciężkiej pracy. Na przykład gdzieś koło 2014 rozmawiałem z typem, który zarządzał fabryką silników okrętowych. Mówił że w czasach kryzysu, wszyscy jego ludzie zakasali rękawy, i pracowali po 12 godzin dziennie. Że "they put hard work" ale się opłaciło - wiele z biznesów w jego rejonie się zamknęło, a jemu udało się utrzymać całą ekipę i jest z nich dumny. Nie jestem pewien czy u nas ludzie by zapieprzali półtora dniówki za tą samą kasę, chociaż też u nas kryzys nie odbił się tak mocno na rynku. Ogólnie wszyscy ogarnięci mówili o tej "twardej robocie" jako coś godnego podziwu. Niby u nas jest kult zapierdolu, ale trochę inny to miało wydźwięk
No i też tam nigdy nie doszło do takiego kultu studiów. U nas przez lata słyszeliśmy, że trzeba mieć papier, tak długo aż ten papier stracił na wartości (oczywiście jakiś zajebisty inżynier będzie miał dobre życie, ale to też nie są łatwe studia). Tam wiesz że jak od 15 roku życia chodzisz na zajęcia z mechaniki, to po szkole idziesz na jakiegoś rodzaju mechanika. U nas dopiero powoli ludzie się przekonują, że fach w ręku jest wart więcej, niż gównostudia. I to nie tak żebym kogoś zniechęcał, bo jeśli ma rzeczywiście predyspozycje do jakiegoś zawodu i wie co by chciał robić, to studia warto mieć. Ale z reguły po maturze ludzie idą byle gdzie, byle przedłużyć sobie młodość. Czy coś. Ciężko zestawiać Stany z Polską, choćby dlatego że tam ptaszki wylatują z gniazda niemalże obowiązkowo, często do zupełnie innego miasta - tam średnia przeprowadzek w życiu to bodajże 7, u nas chyba 2 czy 3. Przy czym oczywiście są też miejsca, gdzie ludzie rodzą się i umierają. Cóż, obym kiedyś zobaczył to na własne oczy, bo subtelnych różnic w obyciu jest z pewnością cała masa.