Hejto.pl

Trochę lat temu, jak studiowałem w Krakowie, powszechne były puby otwarte "do ostatniego klienta". Wiele z nich po prostu wypraszało ludzi o pewnej godzinie, ale nie wszystkie, były bowiem takie, które do sprawy podchodziły honorowo.

Raz zdarzyło nam się zabalować w Alechemii i na sam koniec posiadówy przysnąłem. Przebudziłem się około 7 rano, obok mnie dwie osoby z grupy jeszcze coś tam bełkoczące do siebie. Na stołach obok krzesła pozakładane na blaty. Ze zgrozą stwierdziłem, że już zupełnie jasno, a za oknem rozpoczął się normalny dzień i widać przechodniów, którzy rozpoczęli już poranek. Zapowiedziałem, że koniec imprezy i poleciłem opuszczenie lokalu. Dwa golemy posłusznie wstały i ruszyły do drzwi.

Jak tylko wyszliśmy, za nami barmanka od razu zaciągnęła kratę.

Do tej pory mnie skręca jak sobie to przypomnę i chciałbym tą panią z obsługi wręcz za to przeprosić. Zamiast wyjść z pracy gdzieś o drugiej lub trzeciej, musiała siedzieć do rana, bo tak właściciel baru sobie wymyślił.

#alkoholizm

Komentarze (6)

@Spleen cafe Filo było otwarte 24h, królicze oczy zdaje się też... Sam pracowałem kiedyś w Kulturalnym na szewskiej i zamykaliśmy o 3:30, albo o 4. Straszne czasy... xD

@Spleen Eh, we Wrocławiu już wszystkie 24 h zamykają 2–3 i otwierają o 12. Były to fajne miejsca gdzie można było zjeść nie makdonaldowy posiłek o dowolnej porze. Teraz nad ranem to tylko żapki i ich gunwo żarcie zostało

Zaloguj się aby komentować