Komentarze (18)

@ostrynacienkim mi urwali wtedy od internetu kabel, ale udało mi się to spinać na krótko miedzianym kablem z silniczka elektrycznego z jakiejś zabawki

@ostrynacienkim ja miny ojca - najlepsze że chuja posurfowałem, ale była jakaś sroga zima i wyjątkowo miałem kompa w pokoju, a nie w piwnicy. Obok mojego pokoju mieliśmy radiowy telefon - straszne gówno, jak np. Papież był w Polsce to w ogóle nie działał bo służby blokowały pasmo, a rozmowy nie były w ogóle zabezpieczone i każdy mógł podsłuchać.

Anyway, rodzice mieli jakąś imprezę i było dużo znajomych, a ja wpadłem na szatański plan, mając jakiś zdobyczy modem, że spróbuję się podpiąć do internetu. Cóż, pół wieczoru próbowałem, ale jedyne co to udało mi się wbić na jakiś kanał na mIRC ale nawet to nie chciało się do końca załadować na tym badziewnym substytucie linii telefonicznej. Za to opłata za połączenie jak najbardziej załadowała się na kolejny rachunek xD

Mój fatrowski był na tyle techniczny, że doskonale zdawał sobie sprawę czym grozi modem w domu i zagrodzie, sparowany z nastolatkami w okresie pryszczatej burzy i naporu. Szarpnął się więc jakoś w 1999 czy 2000 roku na SDI od TPSA, koszt instalacji 1000 zł o ile dobrze pamiętam i 160 zł comiesięcznej opłaty stałej, bez względu na to ile się siedziało przed ekranem. Do tego linia telefoniczna pozostawała aktywna, choć jeśli ktoś podniósł słuchawkę, to prędkość spadała z 115,2 kbps do 70 kbps. Teraz to brzmi jak opowieści z mchu i paproci, ale kurła kiedyś było brutalnie prawdziwe.

@jonas pamiętam jak zazdrościłem znajomej SDI w naszej mieścinie pod miastem - jej był handlowcem i napieprzał maile na laptopie. A później wjechała pierwsza radiówka 512kbps i patrzyłem z wyższością xD ale też w tym okresie pojawiła się już Neostrada, a ona dalej jeszcze wisiała na tym SDI.

@Odczuwam_Dysonans Przez krótki radosny okres do upowszechnienia się Neostrady miałem bardzo dużo kolegów, przynoszących mi swoje dyski twarde z listą różnych rzeczy do ściągnięcia.

@jonas tak, ja miałem u niej układ bo co jakiś czas naprawiałem jej kompa (czasy win 9x, i to jeszcze plus internet = format co parę miesięcy), więc czasem wpadałem pobrać ten jeden sterownik czy jakiś program :D w zamian np. dołożyłem jej RAMu jak skądś mi został i jej ojciec też nie miał nic przeciw. Jeszcze do tego on był co tydzień na giełdzie i zawsze jej przywoził jakąś płytę, było od kogo pożyczać, a i mi parę razy jakąś dał. Fajne czasy, choć wiadomo że patrzę przez pryzmat młodości.

@Odczuwam_Dysonans Blada twarz uczona człowiek, ja Windowsa 95/98 instalowałem na nowo co kilka tygodni, nieraz dwa razy w miesiącu. Inna rzecz, że wybitnie mu pomagałem się rozsypać, grzebiąc w folderach systemowych na pałę. No ale przydało się to potem o tyle, że instalowanie kolejnych systemów operacyjnych, jakieś dłubanie w BIOSie żeby to ruszyło i tak dalej, nie stanowiły już większej zagadki. I teraz zmajstrowanie sobie dual boota Zorin/Win10 na laptopie to kwestia godziny, może dwóch na beztroską grzebaninę. Na typowego informatyka nie wyrosłem, ale w automatyce przemysłowej też się taka wiedza przydaje.


Swoją drogą uwzględniając tamte realia i ceny wiem doskonale, że gówno bym miał, a nie kąkuter i SDI, gdyby ojciec nie pracował wtedy jako kierownik działu produkcji w dużym zakładzie przemysłowym.

@jonas dokładnie, współpracownicy są pod wrażeniem jak coś grzebię w różnych systemach, które często widzę pierwszy raz i zaczyna działać, a dla małego mnie to była codzienność. Zamienne jest, że jak w 99 znajomy stawiał nam pierwszego kompa to dostałem od niego Windowsa na płycie i dyskietkę startową z komendami na etykiecie. Później z resztą miałem WinME i to się dopiero sypało, w pewnym momencie reinstalowałem go tyle razy że zniknęła mi całkowicie opcja "wyłącz komputer". I nie dało się go wyłączyć normalnie xD XP był jak zbawienie, ale też pamiętam że jak mocno go modowałem pod względem wyglądu to robił się niestabilny aż do momentu jak nie wstawał. Ale wtedy już miałem drugi dysk to format i wywalone.

Zaloguj się aby komentować