Też się podzielę moją pierwszą pracą po emigracji do UK. Jak to mawiają "swoje trzeba odjebać" - jedni idą do magazynów, inni na zmywak, jeszcze inni sprzątać. A ja rozładowywałem ciężarówki Czerwonego Krzyża z datkami. Praca jak praca, ktoś musi zrobić, jakieś 95% ludzi to Polacy. Dużo noszenia czasem ciężkich rzeczy, ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, co ludzie wrzucali do paczek dla CK. Noże, skalpele, strzykawki z igłami, potłuczone butelki, zużyte pieluchy czy tampony, to była norma. Musieliśmy zakładać takie specjalne, grube rękawice ochronne i maski na twarz. Byłem tam z tydzień i któregoś dnia podszedł do nas angielski team leader czy ktoś tam wyżej i zacząłem z nim sobie gadać na luźno przez jakieś 30 minut. Facet poszedł dalej, wróciłem do chłopaków, a oni patrzą się na mnie z niedowierzaniem:
- Znasz angielski? - Znam. - To co ty k⁎⁎wa tutaj robisz?
Trochę się pośmiałem, ale w głowie zadomowiła się myśl "co ja k⁎⁎wa tutaj robię?". Porobiłem jeszcze z godzinę, zostało tylko pół ostatniej ciężarówki do zrobienia, zapytałem chłopaków czy sobie dadzą radę ("tak, pewnie"), poszedłem do szefa i się zwolniłem. Z roboty poszedłem do domu, prysznic, zmiana ciuchów, poszedłem do agencji pracy i już następnego dnia zacząłem nową robotę przy naprawie telefonów.
#praca #uk