@Opornik @onpanopticon
Po pierwsze, co ma do tego to, czy wy ogarniacie domowe obowiązki czy nie? To, że wy ogarniacie, to znaczy że jej chłop też ogarnia? Co to za argument w ogóle. Nie rozmawiamy o waszych żonach.
Po drugie klasyczne victim blaming, no może jej chłop jest leniwy i miga się od roboty w domu, ale sama sobie takiego wybrała. Tak czy siak jej wina XD
Po trzecie, uwielbiam deprecjonowanie czyjejś pracy. "Nie no to proste przecież, chwila moment, co te baby narzekają". Jak takie proste, to sam zrób, pralka, żelazko, mop nie są zamknięte na klucz.
Po czwarte, już w naszym pokoleniu jest na szczęście poprawa, mój ojciec w życiu nie dotknął odkurzacza i nie wiedziałby, jak włączyć pralkę. Ale nada mental load jest po stronie żony. Nawet jak chłop coś robi, to "pomaga w domu". Pomaga, czyli defaultowo to robota baby, ale pomoże. Jak mu palcem pokażesz, że coś jest do zrobienia. Mało który sam z siebie wpadnie na to, że nie wiem, "przydałoby się umyć podłogę". To kobieta jest menadżerem codziennego życia, ogarnia że trzeba wyprać kurtki bo ubrudzone, do przedszkola na jutro trzeba na galowo, że zbliża się zima i trzeba kupić zimowe buty, że w środę na 16.00 spotkanie w wychowawcą i tak dalej.
Po piąte po całym takim dniu dopiero wieczór, jak wszyscy pójdą spać to jest chwila dla siebie - żeby posiedzieć w ciszy i spokoju, poczytać sobie książkę, coś obejrzeć. Dopiero wtedy jest relaks i zajadanie stresu, lody, słodycze, czekolada (masa kobiet tak robi). I przy okazji zarwane trochę snu, co w niczym nie pomaga. To nie jest kwestia ciężkiej roboty fizycznej, tylko obciążenia psychicznego - konieczności myślenia o wszystkim, procesowania wielu wątków na raz, hałasu, chaosu, konieczności poświęcania wszystkim uwagi. Do tego po zakończeniu macierzyńskiego masz oczywiście jeszcze normalną pracę, tak samo jak mąż i w niej też jeszcze jakieś problemy i zmartwienia.
Kobiety mające męża i dzieci żyją krócej niż kobiety niezamężne i bezdzietne, podczas gdy u facetów jest odwrotnie.