@30ohm oesus, nawet nie mów. U mnie od bardzo dawna tego już nie ma, ale tak z 20, może 15 lat temu na targowisku to w każdy dzień targowy była ich plaga. Dookoła placu targowego jest chodnik, bo wzdłuż niego lecą kolejne sklepy. Chodnik ani za wąski, ani za szeroki, ot może ze 2 metry co jakiś czas zwężony drzewem. Efekt? Cała armia cyganek co kilkadziesiąt metrów z jakimiś kubkami i pozawijanymi dzieciurami, która ci chciała wróżyć i zarzekała się, że bóg ci na pewno pobłogosławi, co niektóre były ekstra bezczelne rozwalając przed sobą prawie na cały chodnik te swoje manele, żebyś nie mógł tak po prostu przejść, bo się na pewno o coś potkniesz. Po samym placu szwendał się standardowy element wciskający jakieś właśnie piły, zestawy sztućców i inne względnie cenne bibeloty. Bardzo mili oczywiście do czasu aż zapytałeś o gwarancję i fakturę. Wtedy mili już nie byli. Między tym łaziły melepety ze straży miejskiej, które bardziej to chyba pracowały nad tym, żeby nigdy na tych cyganów nie wpaść jak żeby na nich wpaść. A jakby tego było mało, to w całą tą kupę ludzi jeszcze były wmieszane cygańskie gówniaki łażące w 2-3-osobowych bandach, które szukały ofiary standardową metodą "2 robi sztuczny tłum i dezorientuje, a trzeci kradnie portfel". Raz mnie kiedyś tak próbowali zrobić, jednego udało mi się złapać i dostał takiego kopa, że zatrzymał się dopiero stragan dalej. A jak kwiczał