Prowadziłem kiedyś foodtrucka, teraz nie prowadzę. Życie jest za krótkie, aby je wspominać, niemniej z tamtych lat zostało mi trochę przemyśleń oraz historyjek, które będę wrzucał co jakiś czas na #foodtruckowehistoryjki


Dziś będzie o samym początku.


Pomysł na foodtrucka wziął mi się trochę z d⁎⁎y. Na przełomie 2014 i 2015 pracowałem na swoim pierwszym poważnym B2B i pomyślałem, że w ramach optymalizacji podatkowej i dywersyfikacji przychodów wejdę w perspektywiczny, modny i dynamicznie rozwijający się wówczas rynek mobilnej gastronomii xD Na studiach dorabiałem sobie parę miesięcy wożąc pizzę, więc doświadczenie w biznesie będącym na styku motoryzacji i gastronomii już miałem. Wykonałem też szybki biznes plan z którego wyszło mi, że inwestycja zwróci się w trzy miesiące a potem będzie można śmiało brać panamerkę w leasing. Dlatego też niedługo później, niczym w bajce Walaszka, we wpisie dla mojej działalności obok PKD dla usług IT pojawił się również kod PKD dla cateringu i usług gastro xD


2014 nie był niby tak dawno temu, mimo wszystko jednak dostęp do informacji był gorszy a już na pewno było ich mniej. Dziś wystarczy wpisać w necie "How to start a foodtruck" albo "Jak zrobić foodtruck" a wyświetli się multum artykułów lub wręcz filmików na których na miniaturce będzie widać zamyśloną twarz kolesia trzymającego się za brodę lub drapiącego się po głowie a czerwona strzałka będzie pokazywać na jakiegoś fiata ducato z kolorową okleiną. Jednak w 2014 było inaczej, foodtruck był czymś relatywnie nowym i mało zbadanym. Oczywiście, już w latach 90 można było kupić sobie hot doga, hamburgera  albo zapiekankę a później nawet chińczyka z takiego jugokiosku K67, miały one opinię ścierwa i jedzenia dla desperatów. W mojej opinii taką jaskółką zwiastującą erę foodtrucków było postawienie się srebrnej przyczepy w stylu streamline o nazwie Luxtorpeda xD niedaleko wyjścia z metra Centrum w Warszawie jakoś w 2010. Na potwierdzenie daty udało mi się znaleźć nawet wzmiankę: https://kurierlubelski.pl/luxtorpeda-stanela-pod-sezamem-w-lublinie-zdjecia/ar/244811

dotyczy ona co prawda Lublina, ale o Warszawie też jest, więc wiem przynajmniej, że tego nie zmyśliłem. Przyczepa postała sobie parę miesięcy, jednak jak to często bywa z wizjonerami klientów było mało i szybko się zawinęła. Wydaje mi się, że na rynku dalej krąży któraś z kolei jej iteracja.


Jak to zwykle z nowościami bywa, często potrzebna jest kombinacja czynników, żeby pewne zjawisko lub wynalazek mogło nastapić. Wydaje mi się, że w przypadku foodtrucków zgrały się następujące aspekty:

- rosnąca zamożność ludzi - nadwyżka gotówki pozwoliła na wydawanie jej na jedzenie poza domem

- coraz większa liczba wyjazdów zagranicznych i podróży, powiązana pośrednio z pierwszym punktem - ludzie przywozili, poza zdjęciami do pokazywania niezainteresowym tym znajomym, również obserwacje i wrażenia kulinarne

- moda na burgery - poważnie, jeszcze w 2011 w Warszawie hamburgera niebędącego McDonaldem, Burger Kingiem albo pochodnym można było zjeść w ilości miejsc, które dałoby się policzyć na palcach jednej, góra dwóch rąk

- moda na slow food, lokalne/zdrowe/dobrej jakości jedzenie


Efektem powyższych pojawiły się pierwsze burgerownie, a w wkrótce później koło 2012 auta typu Bobby Burger zaczęły jeździć wkoło placu Zbawiciela serwując hamburgery hipsterom. W 2013 i później coraz śmielej pojawiają się kolejne budy z żarciem, czasem w ich ofercie jest nawet coś innego niż hamburger. Wyborcza zachwycona pisze o nowej modzie prosto z ZACHODU na SZAMOCHODY a gdy organizatorzy imprez masowych zauważają, że taki foodtruck nie dość że rozwiązuje im problem zaopatrzenia w gastronomię to jeszcze ludzie reagują na niego takim chóralnym, pozytywnym: Ooooooo! - wpuszczają je na teren imprez po jakichś symbolicznych opłatach lub wręcz bezkosztowo. Ceny są dobre (zobaczcie cennik z 2013 poniżej), jakość również - początki, jak to często bywa, to złote czasy:) Ja ruszając de facto w 2015 łapię się jeszcze na końcówkę tych "złotych czasów" ale o tym już przy kolejnym wpisie.

026976a9-1dfa-497e-a26f-cb579a5fe589
c8a828f1-2c32-4429-b380-7607115236ff

Komentarze (36)

@knoor dobre ceny, ta xD


Koleś, mieszkam pod Warszawą i nieco taniej kupowałem burgery w lokalu 5 lat temu. Fakt faktem przy Covidzie większość takich miejscówek poszło z torbami ale mimo wszystko.


Jak to są ceny z 2013 to drogo jak diabli i chyba idealnie wpisuje się to w pewną stereotypową opinię o tych foodtruckach. Nie żeby mi to przeszkadzało, jak jest frajer to trzeba go golić tylko to naprawdę nie są spoko ceny jeżeli chodzi o gastronomię z tamtych lat.

@DiscoKhan Cena mielonej wołowiny w 2015 to 20-23 pln za kilogram, zakładając że tu podwójny burger miał chociaż te 250 g mięsa, koszt dodatków, bułki i pozostałych składowych (kosztów ludzi tu nie wliczam) to 2 pln, mamy koszt całkowity na poziomie 6 pln, przy cenie 15 złotych koszt wytworzenia stanowi 40%, gdzie standard dla gastro to bardziej 30%. Imo nie było źle. Może faktycznie są gdzieś jeszcze te mityczne miejsca, gdzie jeszcze do niedawna można było kupić XX za YY, ale serio uważasz, że 9 pln za zwykłego i 15 pln za podwójnego burgera w 2013-14 to wysoka cena? Akurat mam w miarę dobrą pamięć do cen i tak na przykład:


  • kebab w Warszawie drożał w zasadzie o złotówkę co rok, 5 pln w 2005, 6 pln w 2006, 7 pln w 2007, między 2010 a 2017 płaciłeś 10-12 pln w zależności od miejsca i cena się nie zmieniała. Lawasz w kebabie Efes, który dla mnie był wyznacznikiem jeśli chodzi o jakość kosztował 9 pln w 2006 i ok. 15 pln w 2017 za zwykłą porcję.

  • Korpolunch w latach 2010-2017 to 15 pln za opcję bieda, 20 pln porządna; 25 fancy

  • Obiad w chińczyku w 2015-16 na warszawskim Mordorze to 12-18 pln, okolice 20 pln przy droższych opcjach

  • Burger w Jeff'sie na Polach Mokotowskich to 25 pln w okolicach roku 2010


Fakt faktem, że jednak Bobby Burger ceny podnosił dość dynamicznie i w 2015 za podwójnego burgera z frytkami płaciło się 20-25 pln, co było już dużo.

@knoor mieszkam pod Warszawą i pomimo, że pod PKiN mogę być w pół godziny to mimo wszystko różnica w cenach jest odczuwalna. Najlepiej to widać w Żabkach gdzie zaraz po przekroczeniu granicy miast ceny od razu skaczą o 10-15%


Dobry kebab + frytki u mnie przed Covidem kosztował 1 złotych na ten przykład. I o ile droższe ceny w lokalu w Warszawie mogę zrozumieć bez najmniejszych problemów o tyle w foodtrucku? Ano właśnie.


Jeżeli foodtruck oferuje identyczne ceny co lokal bez jego wygód to jest takie sobie.


Suchy burger za dziewiątkę to żaden szał w tamtym okresie. Nie wiem, musiałbym zobaczyć jak to wygląda i jak bogoto było z dodatkami.


Może być i tak, że jestem rozpieszczony względnie niskimi cenami wtedy, bo po covidzie ceny tutaj też znacznie wzrosły i są bardziej porównywalne do samej stolicy ale jak czytam, że to jest tanio to po prostu mam pewien dysonans.

@DiscoKhan No, to faktycznie masz sporo taniej, zdziwko - i spodziewałem się raczej, że taka Żabka też ma ceny odgórnie ustalane a nie zależne od lokalizacji;0


Co do tych mniejszych kosztów ze względu na brak lokalu to też nie do końca tak wygląda, no i w świetle przepisów, przynajmniej tych które obowiązywały gdy prowadziłem swoją budę, jakiś lokal trzeba było tak czy siak mieć - ale to materiał na osobny post.

@knoor foodtrucki to jeden z największych raków jaki spotkał Polskę. Budy, serwujące z założenia proste i szybkie żarcie przez jakiegoś randomowego typa co stwierdził sobie, że będzie serwował żarcie w cenie restauracji z obsługą kelnerską, dobrymi kucharzami, wystrojem wnętrz i dobrą muzyką. Polak każdą idee potrafi zniszczyć swoją pazernością na pieniądz.


Napiszę jak to wygląda u mnie w okolicy (północne Niemcy): burgery, kebaby, żarcie z bud kosztuje tyle co żarcie z bud. Bo nikt mając w tej samej cenie restauracje nie skorzysta z budy.

@John_polack Strzelam, że zwyczajnie by się nie opłacało. To wszystko fajnie wygląda z wierzchu ale zapewniam, że prowadzenie jakiegokolwiek biznesu w tym gównopaństwie to mordęga.

@Wyrocznia Nie rozumiem dlaczego Twoja odpowiedz jest tak agresywna. Odpowiadajac na Twoje pytanie, niby nic, a jednak we wszystkim wazny jest kontekst.


Zatem… ku Wolnej Polsce.


zapraszamy.

@dsol17 Sprzedałem przed covidem, a tak w skrócie to (w kolejności): duża czasochłonność i związany z tym brak wolnego czasu; rosnące zarobki płynące z "normalnej" pracy; duża upierdliwość tego biznesu i spadek entuzjazmu do prowadzenia; "zepsucie" rynku z powodu coraz większej ilości (często słabych i jednosezonowych) bud

@dsol17 na covidzie to niektórzy eldorado mieli, wszystko leżało a budy zatrudniały kurierów do rozwożenia.


Jedynie pasibus (tfu) wyjebkę miał i zrzutki robili, dopiero potem jakiś dekiel wpadł na pomysł, że gastro można dowozić i porobili dostawy.

Ceny i jakoś zawsze najbardziej przemawiają, dla mnie foodtrucki zawsze kojarzyły się z cenami nawet wyższymi niż w restauracji.

@knoor Pisz, pisz! Dobre to Choć co do foodtruck'ów to mam do nich stosunek arcy negatywny. Raz kupiłem frytki belgijskie - może i były obrzydliwe ale za to super drogie. Oraz pierogi, może było ich 3 sztuki, zimne i kosztowały tyle co obiad w dobrej restauracji ale za to Pani która mi je podawała miała brudny fartuch! Od tamtego czasu (2015 chyba to był...) nic już nie kupiłem w foodtruck'u.

Zaloguj się aby komentować