Potrzebuję informacji opartych na doświadczeniach - ubezpieczalnia PZU próbuje mnie wydymać przy szkodzie całkowitej.
W grudniu miałem stłuczkę, chłop mi wjechał w d⁎⁎ę. Uszkodzenia nie wyglądały tragicznie, dojechałem wrakiem do domu, a wieczorem pojechał na lawecie do ASO. ASO po świętach zrobiło kosztorys, który wyniósł 27k brutto. Ubezpieczalnia wyceniła mój samochód przed szkodą na 21,5k (w tym wrak ~6700). Wycenili go jako najbardziej podstawową wersję, która nie ma nic - wiadomo. Jednakże mój gruz to była bogata wersja wyposażenia i przeglądając te modele, z tego roku, z tym silnikiem i wyposażeniem, najtańszy był za 28k i to jeszcze z większym przebiegiem niż mój. W cenie 21,5k to rzeczywiście są bieda wersje lub z przebiegiem 400k (a i tak z biedniejszym wyposażeniem).
Oczywiście się odwołałem, tym razem ktoś tam pojechał go obejrzeć, no i obejrzał. Wartość samochodu przed szkodą wzrosła o 1000zł XD. Dopisano dodatkowe wyposażenie, np. czujniki parkowania przód o wartości 150zł i tył to samo XD. No nie wiem w jakim oni świecie żyją, gość spojrzał chyba na cenę czujnika na Temu i wpisał tę wartość. Nie są też uwzględnione takie bajery jak nawigacja z najnowszymi mapami, czy asystent parkowania, ale po wycenie reszty wyposażenia nie sądzę żeby to znacząco zmieniło wartość tego samochodu. Widzę, że muszę się zająć tym sam, bo czuję że do ugrania mam lekko 6k, a już nie mówię o tym, że 6700 za wrak to też nieźle policzone, sprawny model (najtańsze co było na otomoto) można kupić za ~11k. Szacuję że na wraku mnie dymają jeszcze na około 2 tysiące.
Dlatego chciałbym zapytać czy ktoś tu miał do czynienia ze szkodą całkowitą i wyceną wartości samochodu na realną cenę. Jasnym jest, że będę musiał szukać własnego rzeczoznawcy, ale chciałem jeszcze posłuchać porad ludzi z internetu (którym ufam dużo bardziej niż losowym poradnikom w internecie). Co robić?
#samochody #kiciochpyta #ubezpieczenia #oszukujo
