@iNoodles Odpowiedź jest prosta. Scenarzysta (genialny swoją drogą ŚP Robert Brutter, odpowiadający też za m.in. Ranczo) po prostu wywalił z trzonu rodziny Kwiatkowskich wszystkie toksyczne odzywki i zachowania, obecne w naszych rodzinach.
Dlaczego mówię trzonu? Bo nastąpiło tak naprawdę przeniesienie tych cech na resztę, czyli Posterunkowego, Kossoniów, Ciocię Ulę, Dziadka, Lesia oraz Kerczów, całkowicie obracając ich natręctwa, apodyktyczność, sztuczność czy durne widzimisie w żart lub kpinę, zostawiając jednocześnie Kwiatkowskich w roli wołających milczeniem o litość obserwatorów xD
Jako dowód spójrzcie - wszystkie ewentualne wady członków rodziny są wadami raczej codziennymi. Jacek jest zapominalski, Ania nieszkodliwie apodyktyczna i czasem chaotyczna (choć trudno to ujrzeć ze względu na wielkie serce), Majka była naiwna nie bardziej niż przeciętna nastolatka, jej chłopak również był normalny, a resztę dzieciaków nie ma co oceniać, bo każde wredne... nadal po dziecięcemu. Ponadto każda następna adopcyjna para ponad dziecięce cwaniactwo nie podskoczyła, a jak tak to została pouczona. No i "Biedna suka zaczadzona" cytując Jacka, czyli Śliniak, to największe serce ze wszystkich jak wiadomo.
Zataczając drugi krąg, mamy Kubę (męża Majki), który wpada w dziwne problemy, zwykle bez własnej winy. Dalej - mąż Zosi spoko człowiek, choć jego rodzina już nie (powrócimy do nich). No i na końcu Jadzia Kraśniak, czyli chodzące dobro z fachem gospodarczym w ręku.
i teraz przejdźmy do tych, co są toksyczni. Zauważyliście, jak już odeszliśmy od Kwiatkowskich?
Posterunkowy - przykład fatalnego funkcjonariusza państwowego, leń, obibok, kłamca i głupi cwaniaczek xD No frajer dojący kawę od rodziny, której raczej się "nie przelewa" xD
Ula Krakowiak, czyli siostra Ani to apodyktyczna rozwódka, nie kierująca się ani logiką, ani taktem. No wrzód na dupsku, sprawiający ludziom nieprzyjemność swoim zachowaniem.
Kossonie - Jędrula to alkoholik, o włos nie bijący durnej Alutki, która wykorzystuje jego pieniądz do bycia bezużytecznym płatkiem śniegu, tworzącym sztukę o miernej jakości, z przerwami na jeżdżenie taksówką po promocjach.
Stary Potulicki to też aparat - serce w cywilu, mózg na służbie, choć to zależne od ilości wypitego jarzębiaku. Jako, że posiada jednocześnie broń, a jego pomoce nikomu nie pomagają, nie mogę go inaczej zakwalifikować.
Kerczowie - rodzina-nowotwór, będąca ludźmi raczej do 5-minutowego small talku, aniżeli rozmowy i rozwijania relacji. Osobiście wolałbym, by w dzieciństwie chował mnie ten durny Posterunkowy, aniżeli oni. Ale chociaż intencje mają dobre i chcą pomóc Jackowi, samotnemu i tęskniącemu za pracującą (ekhm... wiadomo, leczącą się) Anią.
Lesio Kraśniak - frajer z Włodawy, naiwny wsiur i ofiara losu, którego dobre serce nie góruje nad tym, iż wstyd tego człowieka zabrać ze sobą nawet do osiedlowego sklepu.
Koniec końców wychodzi na to, że pierwsza z grup byłaby w stanie nawet robić surwiwal, podczas gdy druga by sobie głupi ryj wywaliła tuż za progiem Frezji 15.