Od dłuższego czasu nie miałem ochoty grać w #gry. A bo to jest taka rozrywka, która wymaga czasu i jak się nie gra regularnie, to za każdym razem najpierw trzeba się adaptować i przyzwyczajać i dwa razy w tygodniu po dwie godziny nie ma to zupełnego sensu.
No i ostatnio jeden cumpel kupił sobie kierownicę. Nic specjalnego, używanego Logitecha G29. Zaczęliśmy razem kręcić kółka w #assettocorsa na #xbox u niego, a czasem graliśmy na padach w #granturismo na #playstation u mnie. Raz przyłączył się do nas kolejny cumpel i po jednym wieczorze połknął bakcyla i już za tydzień stała u niego kierownica Thrustmaster T300RS. Założyliśmy grupę, gdzie dzielimy się uzyskanymi czasami, rozmawiamy o #simracing (mimo, że naszą jazdę ledwo ledwo możemy zaliczyć do simracingu, chociaż po pewnym czasie nasze czasy odbiegają od tych, które można zobaczyć na YT o ledwo 0.1-0.2 s)
No i odzyskałem frajdę z grania. Regularnie co tydzień spotykamy się, kręcimy kółeczka, rywalizujemy na czasy, przy okazji sobie pogadamy, napijemy się piwka. Wszystko ma taki vibe, jak granie z kumplami w czasach, gdy chodziłem do podstawówki i się łaziło od domu do domu, żeby popykać w Colina 2, Fifę albo DSJ lub Wormsy.
Polecam mocno




