#niewiemjaktootagowac byłem na badaniu krwi. Bardzo tego nie lubię i od tygodnia odczuwałem dyskomfort, że musiałem tam iść. W gabinecie była taka bardzo miła młoda pani blodynka. Powiedziałem jej, że bardzo się boję, ale ogólnie było miło i oboje się uśmiechaliśmy. Powiedziała, żebym nie patrzył i że mogę liczyć owce albo coś tam. Zasłoniłem sobie ręką oczy i czekałem, aż skończy, i w końcu jak skończyła to zbierałem się na siły żeby wstać i powoli się stamtąd wydostać, ale nagle urwał mi się film. Na początku nie czułem nic, tak jakby ktoś wyrwał wtyczkę zasilania od komputera. Później czułem takie bardzo przyjemne ciepło i gdzieś byłem, ale nie pamiętam gdzie. Może na niebiańskiej skurwoali, albo leżałem na łące w Zonie po przejściu STALKERa: Cień Czarnobyla. Później byłem trochę zdenerwowany, że ktoś budzi mnie z tego pięknego snu i miałem rozmazany obraz. Jej koleżanka złapała mnie za nogi i próbowała unosić je do góry. Po chwili jeszcze zauważyłem, że we trzy ze mną walczyły i miały ze mnie bekę. Też miałem z samego siebie. Zimną wodę dostałem. Przeprosiłem, pożegnałem się, ładnie uśmiechnąłem. Ona też się ładnie uśmiechała. A teraz zastanawiam się, czy istnieje jakieś życie po życiu, czy jest tylko pustka taka jak w momencie utraty przytomności.