#nasonety #zafirewallem
Nieodpowiednie momenty
Przybyłeś nad ranem, tak nagle, znienacka
Jak gdyby planowa była ta schadzka
Bez słowa, bez miary, bezsennie, bez wdechu
Bez kłębka pary ciepłego oddechu
Przybyłeś — ja w proszku, taka niegotowa
Choć luty, a ja przecież Wodnik, lutowa
Winnam była w oknie stać, czekać od świtu
Patrzeć jak jutrznia spływa do błękitu
Przybyłeś, choć włosy miałam mokre jeszcze
Buchnęło od drzwi mroźne powietrze
Wchodzisz po schodach, ja nucę „Do Ani”
Czekałam trzy dni, cierpiałam, aż wreszcie
Anieli! Z radości, do nieba mnie weźcie
Gdy mówisz trzy słowa: „Przesyłka do pani”
