mam do was pytanie, co robicie że czujecie się szczęśliwi? że chce wam się żyć, że czujecie że jesteście jakoś potrzebni na tym świecie? co sprawia że każdego dnia budzicie się dla czegoś? że czujecie że jest po co żyć?
Komentarze (30)
@Hoszin przestałem się nad takimi kwestiami zastawiać, bo przynajmniej w moim przypadku stawało się to niebezpieczne. Co by się nie działo to dochodziłem do wniosku, że nie ma opcji żebym był szczęśliwy w pełni i wszystko finalnie jest bez sensu. I tak się potrafiłem nakręcać. Bez sensu robota, bez sensu wyjazd na wakacje Itd. generalnie to nie wiem na c⁎⁎j ja żyję i o co w tym życiu chodzi, ale nauczyłem się o tym nie myśleć. Jest jak jest i trzeba dociągnąć do końca i za dużo nie myśleć xD
@Hoszin czasem czuję się potrzebny jak wykonam dobrze swoją pracę, lub nauczę się czegoś nowego i wychodzi to dobrze, a najlepiej estetycznie. Tworzyć coś co pozostanie trwałe i estetyczne. To sprawia, że czuje się czasem potrzebny o. Jakiś impuls do życia przychodzi kiedy jest jak udowodnić swoją sprawczość lub władzę nad samym sobą. Przykładowo kształtując swoje ciało, albo kształtując jakąś relację z drugim człowiekiem. Lub przestrzeń wokół siebie, głupie cztery ściany, podwórko, cokolwiek.
Każdy ma, lub przeżył kiedyś coś takiego, co daje mu jakiś impuls do życia. Nawet malutką rzecz, która na chwilę potrafi ucieszyć. Tak mi się wydaje. Nie mówię, że jest to jakiś ciągły stan, bo na to nawet nie warto się nastawiać.
Najpiękniejsze są tylko chwile. Nie da się być szczęśliwym 24/7 gdy proza życia codziennego przytłacza, a przez 2 tygodnie z rzędu leje, wieje i pizga złem.
Bo tak to próbuje się coś sportowokreatywnego porobić. W grudniu, gdy trochę śniegu sypnęło, to się po kilku latach udało zebrać kilka osób, pójść wieczorem na górkę w parku i znakomicie bawić się cisnąc jednocześnie bekę na sankach i dupolotach. Czasem się uda w kręgle pyknąć, czy w inną kulkę do dołka. Niestety, małe wypizdowa powiatowe są ograniczone w ilości rozrywek, a aktywności zewnętrzne przy tym co mamy też spadają do minimum. Chyba że ktoś lubi jeździć na kole gdy mu wiatr z deszczem wali po ryju.
Ja nie lubię.
A ileż można siedzieć na parapecie z gorąco herbato i lampić w siną dal?
Zazwyczaj leżę z rana dłuższą chwilę, lampię przez okno i próbuję znaleźć powód by się z tego wyra zwlec gdy spaniała pogoda to jest tylko dla obrzydliwie bogatych.
Stawianie sobie nowych celów, każdego dnia jedna rzecz z tych małych i jakiś większy zawsze na horyzoncie. Jak to zrobię, to sobie odpuszczam, już nic nie muszę, ale robię, bo chcę i to też jest przyjemne. Ogólnie zmienienie myślenia z muszę na chcę robi dużą robotę, przynajmniej u mnie. I rozpieszczanie się małymi rzeczami, kupić sobie dobrą, a droższa kawę i się nią cieszyć w spokojny poranek, wyjść na balkon i wstawić się na słońce nawet na 5 minut, zażartować do pani kasjerki i zobaczyć jej uśmiech, czy przytrzymać sąsiadowi drzwi jak idzie z zakupami. Przeczytać ciekawa książkę, oglądnąć dobry film, zagłębić się w jakiś świat. Takie rzeczy, drobne, ale przyjemne.
Zaloguj się aby komentować

