@Hejto_nie_dziala pewnie robi tam do dzisiaj, ciężki przypadek. jak tylko chcesz to czytaj xD:
zdarzało się że spadała skrzynia 6m stalowa z sównicy do kadzi (wszystko żrąca chemia w kadziach) to nie czekał na wózek tylko sam to wyciągał. przeciągał elementy które nosiło się we dwóch normalnie z budynku do budynku zostawiając bruzdy na betonie, bo nie będzie na wózkowego czekał. wbiegał do pieca przestawiając haki. rozkręcał maszyny, łącznie z główną linią, bo nie będzie czekał na mechanika (przez co czasami zrywał główną linię, albo spadały półtonowe elementy w piecu. oczywiście wina mechanika że chujowo to poskręcał xD). ja zawsze brałem kogoś do malowania z drugiej strony, on rozkręcał bramki w boothie i biegał sam w środku między częściami, bo z tyłu też trzeba dobrze pomalować xD itd.
kiedyś się go zapytali czy chce być superviserem to powiedział że "e nie, bo on innym nie wytłumaczy jak to robić". a jak po dwóch latach mu powiedzieli, że ja jednak bardziej tą robotę ogarniam, to się na mnie obraził, że on zapierdala, a mnie chwalą. a ja tam nic nie robiłem, nawet miałem problem żeby przyjść wogóle ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
a jeszcze kiedyś wlazł do pieca, ale innego, bo się właz zachaczył z jednej strony, tak że się siłownik aż wygiął i szarpał te drzwi aż puściło i prawie go zabiło.
edit: a i jeszcze kiedyś jak się spóźniałem z urlopu to wlazł za mnie do blast roomu (ten to akurat kontener taki był), bo on nie będzie czekał i śrutował z zakręconym powietrzem w masce (tam to było tak zrobione że i tak leciało, ale jakieś z 10%. normalny człowiek by się udusił po dwóch minutach, on 10 minut śrutował podobno zanim go przymroczyło)
edit2: kiedyś jak się spóźniała firma od czyszczenia kadzi (mydło, w drugiej kwas fosforowy, w trzeciej jakaś chemia taka że aluminium kolor zmieniało) to na nocce spuścił to wszystko do kibla normalnie wężem i wyczyścił łopatą i miotłą xD. te kadzie miały po 12 kubików jedna. ten szlam toksyczny tak do wiader ładował łopatą i do kibla. bez żadnych masek, beczkowozów itp. podolewał chemii na oko i jechał z robotą.
edit3: nie wiem czy wspominałem ale linie zrywało bo na nocce wymienił bezpiecznik (czyli taki nacięty odpowiednio kawałek pręta) na taki mocniejszy co sam zrobił, żeby móc więcej na linie pakować, a na koniec zmiany to wymieniał
edit4: zapomniałem o najważniejszym. kiedyś naprawił na nocce główny kompresor (bo jego stary w Polsce ma na firmie podobny i widział wiele razy jak to się "naprawia"), dzięki czemu w końcu mieliśmy niedługo po tym całkiem nowy xD
eh, wspomnienia