Kiedyś dawno jako dzieciak u dziadka dokarmiałem kury, poza resztkami z kuchni i wora pszenicy w ogrodzie rósł też dla nich przysmak/chwast - jarmuż. Powiedziano mi, że w sumie no to tak, mogę go sobie zjeść, ale to dla kur. Wtedy go pokochałem i żarłem równo z kurkami xD


Po latach się okazało że ten cały jarmuż to jakiś superfood i w ogóle turbo zdrowy ale raczej niewiele go osób lubi. Jarmuż niewzruszony rósł sobie dalej.


W końcu do ogrodu z jarmużem zawitał mój pierworodny, pokazałem mu, że to zielone można jeść a temu odbiło i jak tylko jest tekst że jedziemy do dziadka to ten się cieszy że będzie mógł wsuwać jarmuż xD


Dzisiaj, po dość obfitych weekendowych zbiorach zacząłem blendowac te liście i zamrażać bo już za dużo tego było.

Na koniec trochę jeszcze zostało, zmiksowalem wiec liście jarmużu z jogurtem naturalnym i zaserwowałem dziecku, a w odpowiedzi czy smaczne dostałem:

"-Tato, pyszne!!"


O takiego podlotka walczyłem.


#rodzicielstwo #ogrodnictwo

cea8d476-5531-42f3-8168-6a6232f12935

Komentarze (16)

@Gustawff nie dają, to coś innego. Jarmuż jest bardzo twardy, to nie sałatkowy liść. Ale koktaile z jarmużem dobre są (zblendowane)

@emdet Moja żona będąc chyba na studiach powiedziała będąc u dziadków na gospodarstwie kluczowe zdanie, które odmieniło losy jarmużu w moim jadłospisie. Wypowiadając słowa "o dziadku, macie jarmuż" i prosząc o siatkę liści na stancje, spowodowała, że dziadek zrozumiał, iż darzy jarmuż nie mniejszym uczuciem niż ty @emdet Fakt był jednak taki, że okazjonalnie po prostu lubiła go zjeść.


Jarmuż zaczęła więc dostawać na stancję w ilościach ogromnych. Proporcja wynosiła 5 siatek na 10 jajek. Dziadkowie byli zachwyceni, że ktoś oprócz kur chce jeść roślinę, która w najgorszej zamieci śnieżnej i 10 stopniowym mrozie dalej przebija się i odznacza swoim ciemnozielonym kolorem.


Los chciał, że w końcu ja zamieszkałem z wtedy jeszcze nawet nie narzeczoną i odkryłem całą zamrażarkę jarmużu. Ona się poddała, ja próbowałem przerobić zapasy, w końcu w czasach studenckich jedzenie się nie może zmarnować, a pieniądze lepiej wydać na alkohol.


Robiłem więc czipsy, sałatki, smoothie, curry. Moja żona zachwycona była możliwościami utylizacji tej rośliny, ale po 2 miesiącach diety jarmużowo-jarmużowej nawet i ja się poddałem.


W efekcie dla naszej dwójki przymiotnik "j⁎⁎⁎ny" zawsze jest dokończony zwrotem "jak jarmuż". Dzisiaj nie jem go w tak monstrualnych ilościach, ale spoko, można zjeść.

@twombolt piękna historia

Protip - duże ilości blendowac, mrozić na płaskich tackach i potem dodawać np do sosu zamiast szpinaku odkłamując kawałek z zamrożonej tafli.

Zaloguj się aby komentować