A ja tęsknię za tym. Głównie za liceum, gdzie ludzie już byłi za poważni na jakieś dokuczanie słabszym, jednocześnie zbyt młodzi, żeby ktokolwiek patrzył "jak jest ustawiony w życiu". Każdy (poza bananami) był golodupcem i dziewczyny się podrywało na to jakim się jest, a nie ile się ma.
Powodzenia dla tych, którzy w wieku ~30 lat nie mają własnego mieszkania i zarabiają mało. Szkoła to przy tym raj.
@peposlav w sumie takie samo gadanie jak to że szkoła to był taki dramat, gdzie wystarczyło siedzieć do 14 i w domu max z godzinę. I to całe obowiązki przez kilkanaście lat xD
No i kwestia tego czy w szkole byłeś przegrywem i nagle po szkole nagle życie odmieniłeś? Bo ja mówię o tych co na szkole narzekają a liczą że będąc przegrywami to zakończenie szkoły im nagle wszystko przestawi. Ciekawe z jakiego powodu miałoby się to stać.
@Hpiotrekh chociazby z takiego, ze przestales miec stycznosc z toksycznymi ludzmi, oskarkami i juleczkami a jezeli dodatkowo nie miales kasy to konczac szkole i idac do pracy moglo poprawic sie bardzo duzo. Nie kazdy byl lub chcial byc popularny i nie kazdy mogl sobie pozwolic na takie zwykle, proste rzeczy jak wyjscie do maka czy do kina/klubu. Nie trzeba bylo byc zadnym przegrywem, zeby po "pojsciu na swoje" stwierdzic, ze dorosle zycie jest jednak lepsze niz gowniarskie lata w szkole.
@Hpiotrekh ja tez nie bylem w duzym miescie jednak rozwarstwienie bylo bardzo widoczne. Mowimy o tych samych czasach. W swojej "karierze" uczniowskiej trafialem w tych samych klasach na niziny spoleczne, patologie, ludzi, ktorzy teraz siedza w wiezieniach oraz na bogatych dzieciakow "ludzi sukcesu" lat 90. Codziennoscia bylo wywyzszanie sie pod wzgledem lepszych ubran, domow i samochodow rodzicow. Nigdy pozniej w zyciu nie spotkalem sie z tak pogardliwymi ludzmi jak wlasnie w szkole. Dotyczy to zarowno facetow jak i kobiet. Smialo moge powiedziec, ze to po ukonczeniu szkoly zaczalem tak naprawde zyc, nagle pojawilo sie nowe, lepsze towarzystwo itp. Bedac w szkole jestes wrzucony na kilka lat w pewna okreslona grupe osob, z ktorych jedni "krzycza" glosniej niz inni i przez to sa uwazani przez grupe za "fajniejszych", pomimo, ze przeciez nic jeszcze nie osiagneli, dopiero pozniejsze zycie weryfikuje, kto tak naprawde ile jest wart. Po skonczeniu szkoly byl taki okres, gdzie nagle nie moglem sie opedzic od kobiet (iks kurwa de), podczas gdy w trakcie edukacji bedac tylko czescia grupy, nie bylem pewnie nawet przez zadna brany pod uwage w swoich chujowych okularkach i niemarkowych ciuchach xD
@Hpiotrekh Mam 30 lat, zarabiam mało i nie mam własnego mieszkania (choć jest szansa, że w tym roku to się zmieni). Zdecydowanie wolę obecny układ niż powrót do szkoły, a zwłaszcza do szkoły średniej. Ja pamiętam podział na przebojowych i resztę, wieczny stres, bo każdy pierdolił o egzaminach na koniec roku (a w technikum dochodziły jeszcze egzaminy zawodowe...), wieczny brak pieniędzy i brak szacunku do własnego zdania, nauczyciel zawsze musiał wiedzieć lepiej. I wieczne Jak tego nie możesz wiedzieć?! Wyszło tak, że po technikum nie przepracowałem żadnego dnia w wyuczonym kierunku (informatyka), a po studiach (historia) pracę znalazłem w przeciągu kilku miesięcy. Jeśli miałbym za czymś tęsknić to za studiami, które wspominam bardzo miało, choć dwa lata przepaliła koronka i nauczanie online, przez co sporo wszyscy stracili.
W pracy jak czegoś nie wiem to po prostu mówię, że się douczę i nikt nie robi z tego problemu, mam jakieś środki do życia, a jak żadna dziewczyna nie była mną zainteresowana w czasach szkoły średniej tak do dzisiaj nic się specjalnie nie zmieniło ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ A, szkoły ot tak nie można zmienić, trzeba było spędzić te cztery lata. Pracę mogę zmienić stosunkowo łatwo. Dopiero na studiach zacząłem być traktowany poważnie, uczyłem się tego, co mnie faktycznie interesuje (a nie na zasadzie - ucz się tego, co ci się przyda w życiu, hobby realizuj po godzinach), mogłem łączyć naukę z pracą i w końcu mogłem korzystać z życia.
@peposlav a kto powiedział że ma?
mam wrażenie, że moja szkoła była wyjątkowa w takim razie, bo oczywiście jakieś incydenty się zdarzały, ludzie oczywiście łączyli się w grupki ludzi, ale żadnej patologii nie widziałem, ani w jedną, ani w drugą stronę.
Fajnie, że dla niektórych traumą był egzamin z pszyry, ale nie jest traumą w wieku 30 lat słabe zarabianie i brak własnego mieszkania. xD
w końcu skoro jedynym obowiązkiem ucznia jest się uczyć to zbyt duże wyzwanie.
Teraz jak się zarabia mało, to wystarczy zmienić pracę i zarabiać dużo - takie to proste xD
@30ohm właśnie tak wspominam szkołę. A będąc nie tylko biedniejszym od reszty, ale też piątkowym "kujonem" najniższym w klasie nie było lekko. Cieszę się, że LO przetrwałem już w lepszym stanie - mając na nich wszystkich wywalone - miałem jednego "kumpla z wojska", trzymaliśmy się razem, graliśmy w gry, a teraz każdy z nas jest doktorem.
Ja bym się tam chętnie wróciła, może nie na długo ale na chwilę na pewno. Bardzo dobrze wspominam czasy gimnazjum, miałam fajną klasę. Wiadomo beztroska, wszystko ogarniali rodzice a największym problemem to był sprawdzian z fizyki.
Czasami nostalgia mocno. Szczególnie do spotkań po za szkołą, luzem w wakacje i chodzeniem na basen ze znajomymi.
Ale jak ktoś napisał wszystko zależy od punktu siedzenia. Jak ktoś miał traumatyczne przeżycia, patusów w klasie i inne nieprzyjemności to nic dziwnego, że za tym nie będzie tęsknił.
@mannoroth U mnie było różnie. Do podstawówki bałem się chodzić bo nauczyciele byli jebnieci. Raz mi nauczycielka powiedziała że mnie zniszczy, innym razem inna porwała mi zeszyt. Zdażało się że ktoś coś odwinął w klasie i wszystko szło na mnie, w sensie w ogóle nie brałem w tym udziału a potem na zebraniu mówili że to ja zrobiłem. W gimnazjum było spoko - 3 lata największego luzu. W technikum instudia to dojazdy do miasta obok i codziennie 2h w autobusie. W technikum bardzo dużo się uczyłem bo chciałem umieć elektronikę a na studiach nieco mniej. Ale wiadomo na studiach to już inaczej tam trzeba było się trochę za dziewczynami rozglądać a nie tylko się uczyć
@mannoroth studia były znaaaaaaaaacznie lepsze. Zwłaszcza ostatnie lata, kiedy miałem jeszcze stypendium rektora.
Zniżki na komunikację, startujący Polski Bus/Lux Express więc częste wycieczki za pół dawno w dni wolne. Praktycznie najniższa krajowa ze stypendiów, rodzice dorzucający coś na mieszkanie. Rower za 160zł którym jeździłem cały rok. Jeszcze tylko zainteresowania ze strony płci przeciwnej brakowało, ale grunt że udało się jakoś przetrwać.
Zaloguj się aby komentować