Finanse to niejedyny problem PiS, jeśli mowa o kampanii prezydenckiej. Wedle naszych informacji partia zakończyła pierwszą turę badań ilościowych i jakościowych, których wyniki mają wskazać najlepszego kandydata PiS na prezydenta.
Wyniki pierwszej tury badań negatywnie zweryfikowały niektórych kandydatów, którzy jeszcze w ostatnich tygodniach jawili się jako faworyci - słyszymy od informatorów z centrali PiS.
Najlepiej w badaniach miał wypaść były minister w rządzie Beaty Szydło, a wcześniej lekkoatleta i sprinter Witold Bańka, który do tej pory nie funkcjonował na giełdzie nazwisk.
Bańka szybko jednak zdementował swój ewentualny start. To zaskoczyło i - podobno - zasmuciło Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza że jego dotychczasowi ulubieńcy - Tobiasz Bocheński czy Zbigniew Bogucki - mają wady, które mogą uniemożliwić im skuteczną rywalizację w kampanii prezydenckiej.
- Tobiasz nie jest uwielbiany w partii, a Zbyszek, mimo że jest jednym z ulubieńców prezesa, wypadł trochę poniżej oczekiwań w badaniach. No i jest problem - mówi nasze źródło w PiS.
Jeden z działaczy: - Zamiast zyskiwać, tracimy potencjalnych kandydatów.
Wedle naszych informacji wykluczony jest start Mateusza Morawieckiego - nie dlatego, że jest skreślony przez prezesa, ale dlatego, że sam nie chce. Jego plan to powrót na stanowisko premiera.
Morawiecki lansował koncepcję wystawienia w wyborach któregoś ze swoich współpracowników - tu największe szanse miał Piotr Mueller - ale uznano, że brak doświadczenia i wiek mogą być w tym przypadku sporą przeszkodą. - Były rzecznik rządu też jest tym rządem obciążony - mówią nasi rozmówcy.
Dziś zatem Nowogrodzka nie ma nikogo, kto mógłby stanąć w szranki w rywalizacji prezydenckiej. - Te badania też się okazują jakimś mitem, tyle się o nich mówi, a nic z tego nie wynika - twierdzi jeden z działaczy PiS.
#polityka


