Komentarze (24)

@AdelbertVonBimberstein A ja tam nie lubię tego pierdolenia xD Dużo bardziej do mnie przemawia zwykła taktyka "no big deal", czyli coś mam to idę i robię, bez żadnego się tam nakręcania. Trudne, nie trudne, po⁎⁎⁎⁎ne, wykańczające czy stresujące - no big deal, wstaje i robię. Pokontempluje sobie później, po co strzępić ryja.


Dopiero ten stan umysłu pozwolił mi faktycznie zmienić wszystko. Bez pustych mobilizacji, bez ciągłego motywowania, bez zagrzewania, bez napięcia. Postanowiłem to robię i jak mawiał Julian za moim mottem życiowym, "a teraz prędko, zanim dojdzie do nas że to bez sensu". I działa doskonale. Czy to trening, czy to 24h pracy, czy wizyta u dentysty, czy rzucenie alko, no big deal.

@AdelbertVonBimberstein niby tak, ale z podejściem motywacyjnym zawsze miałem też dużo stresu. Przez co droga jest trudniejsza i bardziej wykańczająca. Przykładanie mniejszej wagi do tego wszystkiego daje większy luz.

@onpanopticon

Postanowiłem to robię

A gdy się dotrzymuje postanowień danych samemu sobie, to można zacząć sobie ufać. Zajebiate uczucie gdy to tak działa, że coś robię bo po prostu postanowiłem. Nie ma, że się uda albo nie uda, po prostu robię bo taką decyzję podjąłem.

Dodałbym do tego, żeby starać się polubić to co się robi. Spotykam się z ludźmi, którzy robią pompki/biegają/chodzą na siłkę bo 'muszą', bo będą lepiej wyglądać, będą silniejsi, ale nienawidzą tego co robią. Potem są spadki motywacji, ćwiczenia w kratkę, a przecież można też podjąć decyzję, żeby starać się polubić to co się robi i czerpać satysfakcję z tego, że staje się w czymś lepszy.

@splash545 ufać sobie, ale się też że sobą dogadywać. Na niektóre rzeczy przyjdzie czas, nie wszystko naraz, teraz robię to i tylko to się liczy. Bo przesada w postanowieniach i wzięcie wszystkiego co wpadnie do głowy to też głupi pomysł.


A polubić owszem, choć nie zawsze się da. Ja przykładowo pracy nie lubię w żadnej formie i nic tego nie zmieni. Niemniej ja sobie po prostu umilam na inne sposoby wykonuje pracę, a głową jestem w nowej płycie, nowym audiobooku i się samo robi.


Niemniej stan zwykłego działania jest naprawdę przyjemny. Często dopiero po fakcie mam takie dziwne uczucie "nie mam pojęcia jak ja to zrobiłem, ale zrobiłem, niezłe jaja" xd

@onpanopticon z pierwszym akapitem zgadzam się w całości. Dogadywanie się z samym sobą jest bardzo ważne i jeśli chodzi o jakieś nowe postanowienia, to najlepiej wrzucać je pojedynczo, dopiero gdy wejdzie w nawyk to dokładać kolejne.


Z drugim zgadzam się po części, no ale skoro Ci to działa, to spoko, tylko to się liczy.

@splash545 nie można się z sobą, starym sobą, dogadać. Trzeba mu spuścić całkowity wpierdol aby się gnój nie podniósł.

Mam kilka przemyśleń z ostatnich wewnętrznych wydarzeń jak mi się ułoży to może opiszę.

@AdelbertVonBimberstein ja nie rozgraniczam starego siebie i nowego siebie. To ten sam człowiek tylko inaczej postępujący. Bez błędów przeszłości nie byłoby mnie takiego jakim jestem. Ty być może gdybyś się nie zapuścił nigdy nie wszedłbyś na taką dobra drogę, Sport i dyscyplinę, tylko został sobie gdzieś tam pośrodku żyjąc jak roślinka. Zatem nie odrzucaj tamtego siebie, bo to tamten świniak powołał do życia twarogowego potwora ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@AdelbertVonBimberstein no nie wiem, nie wiem. Początkowo też miałem przemyślania typu, że tego starego ja już nie ma, że rozłożyłem klocki, z których jestem złożony i ułożyłem się na nowo i w jakimś sensie tak właśnie było. Jednak po kolejnym roku od mojej przemiany stwierdzam, że tamten ja dalej gdzieś we mnie żyje, choć nie daje mu możliwości, żeby mnie kontrolował. Tak samo jak te inne wcielenia, które odeszły: młodego dorosłego, głupiego nastolatka, wystraszonego dzieciaka; one też gdzieś są częścią mojej osobowości i czasami dopominają się o uwagę.


Ogólnie to kim jestem, czym jest to ja, za które się uważam, to gruby temat i na pewno to nie jest tak, że jesteśmy jakąś jedną osobą; raczej jesteśmy złożeni z wielu części, tego czego pragniemy, za kogo się uważamy, naszych dawnych przeżyć, obecnych ról, uwarunkowań społecznych i kulturowych. Dlatego też gdy jesteśmy sami zachowujemy się inaczej, inni jesteśmy dla kogoś bliskiego, inni dla znajomych, inni dla obcych, a jakby się tak głębiej zastanowić, to rano i wieczorem jesteśmy zupełnie inną osobą. @onpanopticon

@splash545 ja jestem zwolennikiem drogi. Nie jestem taki sam, ale ten sam. Nie ważne jak sobie okresle siebie dzisiaj, to nie byłoby mnie dzisiaj takiego, bez wczorajszego mnie i tego sprzed 20 lat. To cała ta droga kształtowała nas i doprowadziła do dzisiejszego punktu. Nawet jeśli ktoś się zmienił, czy postanowił zmienić, to nadal jest to efektem tego kim się jest i było. Nie oznacza to, że polubilbym się dzisiaj z młodym Tomkiem, ale to też byłem ja, tylko z mniejszą dawka przeżyć. Nie da się odciąć od dlatego, bo nigdy nie wyrzucisz z siebie tamtych doświadczeń i przeżyć.

@onpanopticon ciężko się z tym nie zgodzić. Jeśli się przyjmie taki punkt widzenia, to dużym plusem jest to, że już nie trzeba czuć do siebie żalu, bądź gniewu za to co się kiedyś robiło i można pogodzić się z sobą i swoją przeszłością.

@splash545 Trudno byłoby mi w ogóle czuć żal czy gniew, bo nie wiem jaki bym był dziś, gdyby nie tamten ja. Jest jak jest, sam sobie na wiele dziadostwa zapracowałem i nie robiły tego żadne krasnoludki, ani wyimaginowane moje poprzednie wcielenia i wersje. Zatem przyjmuję z całym inwentarzem, gdyż nie przyszedłem i nie zastałem syfu po jakimś poprzedniku, sam go zrobiłem i sam sobie sprzątam Odcięcie się od tego uznawałbym za zbyt proste i mało odpowiedzialne zachowanie. "To nie ja, to jakiś ktoś", nie kurwa, to ja xd A stwierdzenia, że "wtedy byłem głupi" pozostawiam na boku, bo nie uważam żebym doznał jakiegoś wielkiego oświecenia i nagle był mądrzejszy/głupszy. Zmieniło się moje postępowanie, ale z gruntu, z środka, tam wewnątrz, to ten sam człowiek, z tymi samymi rozterkami, jedynie dziś wykorzystując zarówno doświadczenie jak i pewne narzędzia - radzący sobie z tym. Jak sztangista. Kiedyś nie dźwigał 100kg, dziś udźwignie 250. Nie jest innym człowiekiem, tylko wytrenował coś co przesunęło granice. I ja również tak na to patrzę.

@onpanopticon

wykorzystując zarówno doświadczenie jak i pewne narzędzia

O to to, u mnie powodem większości zachowań autodestrukcyjnch i trwania w wieloletnim nieszczęściu było to, że nie miałem narzędzi do radzenia sobie z własnymi stanami emocjonalnymi, oraz to, że miałem dziwne, roszczeniowe podejście do życia i świata.

Zaloguj się aby komentować