Była konferencja NTSB w sprawie wypadku na lotnisku La Guardia.
Oprócz tego, co wiemy, że zarówno samolot dostał zgodę na lądowanie, jak i wóz strażacki zgodę na przecięcie pasa, to ujawnili, że było "aż" 2 kontrolerów na tej zmianie (lotnisko obsługuje 900 operacji na dobę, znacznie więcej niż Okęcie). Jeszcze nie wiadomo jaki był ich podział zadań, ale z nagrań wynika, że to ogarniał jeden: deklarację "emergency" innego samolotu na innym pasie, wysłanie straży, zgodę na lądowanie Air Canda, ruch jeszcze innego samolotu na taxi...
Ujawnili też, że o ile samo lotnisko posiada system bezpieczeństwa, który zapobiega kolizjom na ziemi, o tyle ani wóz strażacki, ani też inne pojazdy lotniskowe nie posiadają transponderów, więc są dla systemu niewidzialne. Gdyby to samolot dostał zezwolenie na przecięcie pasa, to system by to wyłapał.
Nie wiadomo, czy strażacy słyszeli komendę STOP na 4 sekundy przed zderzeniem (na filmie można się dopatrzyć jakby próby uniknięcia zderzenia przez wóz strażacki), do ustalenia będzie czy zostało wyłączone czerwone światło przed pasem, czy faktycznie się rozglądali wjeżdżając na pas i czy istnieje szansa, że inne światła mogły zaburzyć ich ocenę sytuacji.
Natomiast podkreślono, że problem ze słabo obsadzonymi stanowiskami kontroli lotów trwa od lat. A paradoksalnie to lotnisko było całkiem przyzwoicie obsadzone wg. obecnych standardów.
#lotnictwo #wypadkilotnicze #usa
